Za mąż za inwalidę. Opowieść Dziękuję serdecznie za wsparcie, lajki, zaangażowanie, opinie pod moim…

polregion.pl 7 godzin temu

Ale słuchaj, muszę ci coś opowiedzieć… To historia, która może zdarzyć się każdej z nas, serio. A przy okazji, dzięki ogromne za wszystkie dobre słowa i lajki pod moimi opowieściami no i za wsparcie (Kuba, Łukasz, Dominika, jesteście wielcy!). choćby jak ktoś udostępni fajną historię na swoim fejsie, to już jest mega miłe dla autora. I gdyby nie wasza pomoc, nie wiem, co by było ze mną i moimi pięcioma kotami!

Wracając moja Basia, córka, znowu przyszła późno z dyżuru. Pracuje na oddziale urazowym jako pielęgniarka. Słyszałam, jak w łazience lała się woda, a potem w szlafroku wlazła do kuchni.

Na patelni są kotlety i makaron zagadnęłam, bo chciałam wybadać, co jej jest Zmęczona jesteś? Coś cię trapi, Basiu?

Basia aż prychnęła, nalewając sobie herbaty do kubka:

Nie będę jeść, już i tak jestem brzydka, a jak się jeszcze podtuczę, to już nikt choćby nie spojrzy rzuciła ponuro.

Co ty w ogóle opowiadasz? przejęłam się, patrząc jej w twarz Wszystko masz jak trzeba! I oczy, i nos, i usta nie wymyślaj sobie, Basia…

A ona na to:

Wszystkie koleżanki już dawno mają mężów, a ja nie! Interesują się mną tylko ci tacy, co ich nikt nie chce. A ci, którzy mi się podobają, to mnie choćby nie zauważają. Mamo, co ze mną jest nie tak? i popatrzyła tak smutno.

Po prostu nie trafiłaś jeszcze na odpowiedniego chłopa, tyle próbowałam pocieszać, ale Basia coraz bardziej się nakręcała.

Właśnie. Oczy za małe, usta cienkie, a nos? Zobacz, jaki! Gdybym miała kasę, zrobiłabym sobie plastykę, ale my ledwo wiążemy koniec z końcem! Dlatego postanowiłam, iż wyjdę za kogokolwiek niepełnosprawnego, w klinice jest paru chłopaków po wypadkach, nikt ich nie chce. Ile jeszcze mam czekać? Trzydziestkę skończyłam, nie mam czasu!

W duchu mi się smutno zrobiło jej tata też kuleje, myślałam, iż chociaż zięć na działce pomoże, ludzie A tu takie coś Na głos powiedziałam:

Basiu, nie wszyscy muszą być bogaci, ale po co ci jeszcze jeden chory? Przecież jest Wojtek spod dwójki, fajny chłopak, już tyle czasu się na ciebie gapi. Silny, dzieci zdrowe będą

A Basia aż się zagotowała:

Mamo, skończ z tym Wojtkiem, przecież on się do roboty nie garnie, tylko do kieliszka. O czym z nim gadać? rzuciła i aż się skrzywiła.

Nie musisz z nim gadać, powiem mu: wyjdź na pole, przewracaj ziemię, potem będzie zupa. Albo zrób zakupy On się we wszystkim sprawdzi, zobaczysz spróbowałam znów, a Basia aż odsunęła herbatę:

Idę spać. Myślałam, iż chociaż ty mnie rozumiesz, a ty też mnie masz za dziwadło…

Basiu, córciu, no co ty ruszyłam za nią, ale tylko machnęła ręką i zamknęła mi drzwi przed nosem.

Potem nie spała całą noc. W głowie jej siedział ten chłopak, którego ostatnio przywieźli po wypadku stracił nogę pod kostką. Przygniotła mu ją płyta w rozwalonym budynku. Po co się tam pchał, nie wiadomo. Próbowali go ratować, ale nie dali rady uratować kończyny.

Nikt do niego nie przychodził młody chłopak, pewnie choćby trzydziestki nie miał.

Na początku łapał Basię za rękę, patrzył z takim dziecięcym smutkiem prosto w oczy, zaraz po operacji. A potem, jakby mu się rozjaśniło w głowie, domyślił się, co z nim będzie, i zupełnie zgasł, gapiąc się w sufit.

Jakoś bardziej było jej go szkoda niż innych, może właśnie dlatego, iż nikt się nim nie interesował…

Myślisz, iż jeszcze będę mógł chodzić? rzucił któregoś dnia, choćby na nią nie patrząc.

A Basia spokojnie, pewnym głosem:

Jasne, wszystko się zagoi, dasz radę! Młody jesteś, przed tobą całe życie.

Wszyscy tak gadają. Spróbuj sama, jak to jest bez nogi. To nie życie warknął nagle i odwrócił się do ściany, jakby to ona była winna.

Po co się tam pchałeś, co? Sam sobie jesteś winien! odburknęła Basia, wkurzona.

Coś mi się wydawało odparł cicho, od tamtej pory zawsze się odwracał, kiedy wchodziła do sali.

Basia przyglądała mu się i myślała oczy ma jasne, takie lodowate, ale twarz całkiem sympatyczna. Szkoda chłopaka

Żałujesz mnie? złapał ją na spojrzeniu Widzę po tobie, wszyscy mnie żałują, ale kto będzie takiego, jak ja, kochać?

A ona na to:

Takich jak ja też nikt nie kocha, choć mam wszystkie kończyny, bo jestem jakaś nie taka. Nikt mnie choćby nie żałuje. Może lepiej byłoby być bez nóg, wtedy chociaż ktoś by się nade mną ulitował odburknęła i aż jej się łzy w oczach zakręciły.

A ten chłopak, Witek, pierwszy raz się wtedy uśmiechnął:

Ty głuptasie, ty się za brzydką masz? Zwariowałaś? Ja ci powiem szczerze, iż zazdroszczę temu, kogo wybierzesz. Wierzysz?

Basia patrzyła, oczom nie wierzyła, ale jakoś tak mu uwierzyła od razu. I wypaliła:

A jakbym to ja ciebie wybrała, ożeniłbyś się ze mną? No widzisz milczysz, czyli ściemniasz! Już wiem, wszystko jasne!

Podniosła się obrażona i ruszyła do drzwi. I nagle Witek, ledwo co, ale usiadł na łóżku na łokciach, jakby za nią biegł. Potem chyba sobie przypomniał, iż nie da rady, i krzyknął za nią:

Basia, wyjdź za mnie! Przysięgam ci, niedługo nikt choćby nie zauważy, iż mam coś z nogą! gwałtownie stanę na nogi, nie odchodź, Basiu…

Zatrzymała się na korytarzu, prawie się popłakała, ale coś w środku zaiskrzyło to jest to.

Nie ważne, jaki ma nos, jaki oczy, ani czy Witek ma jedną nogę po prostu się spotkali, i już. Czas przyszedł, jak mama zawsze mówiła…

Witek zabrał się do rehabilitacji z taką werwą, iż choćby lekarze byli w szoku. Już miał cel chciał być mężem tej cudownej dziewczyny, a żeby to osiągnąć, musiał stanąć na dwie nogi, choćby jeżeli jedna będzie sztuczna.

Zależało mu, żeby Basia nie czuła się już gorsza. Była mu tak potrzebna, trochę aż za bardzo, i chciał być tylko z nią, za wszelką cenę.

Czy ty się zakochałaś, córciu? zagadnęłam któregoś dnia No patrz na siebie, jak promieniejesz, a mówiłaś, iż jesteś brzydka!

Basia choćby nie próbowała zaprzeczyć chodziła jak zaczarowana, jakby miała skrzydła. Najbardziej marzyła, żeby Witek nauczył się dobrze chodzić na protezie.

Spacerowali coraz dłużej na początku wokół szpitala, później już po zasypanych śniegiem grudniowych ulicach, rozświetlonych setkami lampek.

Tu był ten budynek, co mnie przygniotło powiedział któregoś dnia Witek. Już go nie ma.

Ale po co tam wszedłeś? Do dziś mi nie powiedziałeś dopytywała Basia.

Pewnie mnie wyśmiejesz Zobaczyłem tam bezdomnego psiaka, czarnego, chudego, biało-łaciatego. Pomyślałem, zmarznie, a ja nie chciałem być sam w domu. Chciałem go zabrać wyznał.

I nagle Basia pokazuje palcem:

Zobacz, chyba tamten pies jeszcze się kręci Popatrz, jaki chudziak, patrzy na nas, ale boi się podejść.

To chyba on! ucieszył się Witek, a psiak poszedł z nimi aż pod klatkę schodową…

Na weselu śmiały się koleżanki:

Patrzcie, jak jej się trafiło! Młodszy od niej i jeszcze z własnym mieszkaniem, a teściowej brak!

Mama Basi aż się popłakała, jak Witek powiedział do niej mamo.

Sam z domu dziecka, zupełnie sam na świecie, taki dobry chłopak, a przede wszystkim naprawdę się kochają. Niech mają szczęście!

A te działki Oj tam, poradzimy sobie bez nich, choć Witek radzi sobie ze wszystkim wybornie.

Mieszkają teraz razem Basia, Witek i piesek Kazio, który tak do nich przylgnął, iż nie da się go oderwać. A już za chwilę będzie ich czworo, bo Basia jest w zaawansowanej ciąży

Nigdy nie wolno tracić nadziei. Bo można przegapić swoje szczęście.

A życie bywa piękne właśnie dlatego, iż nigdy nie wiadomo, co nas jeszcze spotka…

Idź do oryginalnego materiału