Z życia wzięte. "Poświęciłam wszystko, by opiekować się mamą": Gdy pomyślałam o sobie, nazwała mnie egoistką

zycie.news 2 godzin temu

– Wezmę ją do siebie – oznajmiłam rodzeństwu.

Brat milczał. Siostra westchnęła z ulgą.

– Ty zawsze byłaś bardziej cierpliwa – powiedziała.

Cierpliwa.

Wprowadziła się z dwiema walizkami, lekami i całym swoim lękiem przed starością. Na początku było trudno, ale jeszcze znośnie. Gotowałam jej ulubione zupy, pilnowałam wizyt u lekarza, myłam, gdy nie miała siły wstać z łóżka.

Mój mąż coraz częściej jadł kolację w ciszy. Dzieci przestały zapraszać kolegów, bo „babcia krzyczy”.

Zrezygnowałam z pracy na pół etatu. Ktoś musiał być w domu.

– Przecież i tak kilka zarabiałaś – rzuciła mama, gdy powiedziałam, iż złożę wypowiedzenie.

Zacisnęłam zęby.

Noce były najgorsze. Budziła mnie co godzinę.

– Woda.
– Zimno.
– Boli mnie.
– Nie zostawiaj mnie samej.

Chodziłam jak cień. Niewyspana, rozdrażniona, z poczuciem winy za każdą myśl, iż mam dość.

Mijały miesiące.

Przyjaciółki przestały dzwonić, bo zawsze odpowiadałam: „Nie mogę, mama źle się czuje”. Mąż zaczął sypiać w drugim pokoju, bo jej nocne wołania wytrącały go z równowagi.

A mama… mama coraz częściej mówiła:

– Ty to masz dobrze. Siedzisz w domu.

Któregoś dnia odważyłam się powiedzieć:

– Myślałam, żeby wrócić do pracy choć na kilka godzin. Albo zapisać się na kurs. Taki tylko dla siebie.

Spojrzała na mnie tak, jakby ktoś ją uderzył.

– Czyli ja ci przeszkadzam?

– Nie o to chodzi…

– Egoistka – syknęła. – Myślisz tylko o sobie. Ja całe życie dla was poświęciłam, a ty teraz chcesz mnie zostawić?

Te słowa bolały bardziej niż bezsenność.

Pamiętałam jej młodość. Pamiętałam, jak pracowała na dwie zmiany, jak odmawiała sobie wszystkiego, byśmy mieli lepiej. Czułam dług. Ogromny, niewidzialny ciężar, który dusił mnie każdego dnia.

Zaczęłam wierzyć, iż naprawdę jestem egoistką.

Że chęć wyjścia do kina. Chęć rozmowy z kimś dorosłym. Chęć chwili ciszy – to zdrada.

Aż pewnego wieczoru zasłabłam w kuchni.

Upadłam między zlewem a stołem. Mąż znalazł mnie po chwili. Pogotowie. Odwodnienie. Skrajne wyczerpanie.

Leżałam na szpitalnym łóżku i patrzyłam w sufit. Po raz pierwszy od dawna nikt mnie nie wołał.

Mama przyszła następnego dnia.

– Widzisz? – powiedziała z wyrzutem. – choćby chorować musisz w takim momencie.

Coś we mnie pękło.

Nie krzyczałam. Nie płakałam.

– Mamo – powiedziałam spokojnie – kocham cię. Ale nie mogę już żyć tylko twoim życiem.

Milczała.

– Znajdziemy opiekę na kilka godzin dziennie. Wrócę do pracy. jeżeli będziesz mnie dalej wyzywać, nie dam rady.

Spojrzała na mnie, jakby pierwszy raz zobaczyła, iż nie jestem już małą dziewczynką.

Nie wiem, czy mnie zrozumiała.

Wiem tylko, iż tamtego dnia zrozumiałam coś ja: poświęcenie nie może oznaczać zniknięcia.

Bo jeżeli zniknę całkowicie, nie będę już w stanie nikomu pomóc.

Nawet jej.

Idź do oryginalnego materiału