Z życia wzięte. "Oszczędzaliśmy na wakacje, a on nagle zdecydował": Mąż postanowił oddać je swojej mamie

zycie.news 2 godzin temu

Po prostu życie było drogie, a my chcieliśmy wreszcie zrobić coś dla siebie. Odkładaliśmy spokojnie, systematycznie. Z każdej premii, z każdej dodatkowej godziny. Koperta w szufladzie puchła powoli jak obietnica.

Morze. Mały hotel. Tydzień tylko we dwoje. Bez telefonów służbowych, bez rodzinnych zobowiązań. Po raz pierwszy od lat mieliśmy wyjechać nie dlatego, iż „trzeba”, tylko dlatego, iż możemy.

– Stać nas – powiedziałam pewnego wieczoru, gdy przeliczaliśmy pieniądze. – Naprawdę nas stać.

Uśmiechnął się, ale nie tak, jak się spodziewałam.

– Musimy porozmawiać – zaczął.

Serce mi zamarło.

– Dzwoniła moja mama.

Teściowa nigdy o nic nie prosiła. Była dumna, zamknięta, zawsze powtarzała, iż „nie będzie nikomu ciężarem”.

– Ma poważne problemy finansowe – powiedział cicho. – Zaciągnęła pożyczkę. Wpadła w spiralę. jeżeli nie spłaci teraz, straci mieszkanie.

Zrobiło mi się zimno.

– I co proponujesz?

Spojrzał mi w oczy.

– Oddajemy jej wszystkie pieniądze.

Wszystkie.

Przez chwilę nie byłam w stanie oddychać.

– Odkładaliśmy dwa lata – wyszeptałam. – Zrezygnowaliśmy z tylu rzeczy. Zawsze jesteśmy rozsądni. Zawsze odkładamy przyjemności na później.

– To tylko wakacje – powiedział. – Ona może stracić dach nad głową.

„Tylko wakacje”.

Dla niego to był wyjazd. Dla mnie – symbol. Dowód, iż nasze potrzeby też mają znaczenie.

Tej nocy leżałam bez snu. Wpatrywałam się w sufit i liczyłam wszystkie razy, kiedy mówiłam „może za rok”. Ile razy przekładałam siebie na później.

Rano pojechaliśmy do jego matki.

Siedziała przy kuchennym stole. Zmniejszona, przygaszona. Dokumenty leżały przed nią jak wyrok.

– Nie chcę was w to wciągać – powiedziała drżącym głosem. – To moja wina.

Mąż wyjął kopertę i położył ją na stole.

– Jesteś naszą rodziną – powiedział.

Patrzyłam, jak nasze marzenie przechodzi w inne ręce.

W drodze powrotnej milczałam.

– Żałujesz? – zapytał.

Zastanowiłam się długo.

Było mi żal. Byłam zmęczona byciem rozsądną. Zawsze tą silną. Tą wyrozumiałą.

Ale widziałam też coś innego. Człowieka, który nie odwraca się od matki w chwili upadku.

– Boli mnie to – odpowiedziałam szczerze. – Ale bardziej bolałoby mnie, gdybyś udawał, iż to nie nasza sprawa.

Wakacje zniknęły z kalendarza.

Została cisza, trochę goryczy i trudna świadomość, iż dorosłość czasem polega na rezygnacji z tego, czego bardzo się chce.

Czasem, gdy mijam biuro podróży, czuję ukłucie zazdrości wobec ludzi z walizkami.

Ale wiem jedno – tego dnia straciliśmy wyjazd.

Nie straciliśmy siebie.

Idź do oryginalnego materiału