Trzymał je w kieszeni marynarki przez całą drogę do restauracji, jakby bał się, iż jeżeli wypuści je z ręki, wszystko się rozsypie. Dziesięć lat małżeństwa. Okrągła rocznica. Kolczyki wybrał długo — klasyczne, złote, „bezpieczne”. Takie, które nie budzą pytań.
Kiedy weszła, wstał od stolika odruchowo. Była piękna. Spokojna. Uśmiechnięta tym uśmiechem, który kiedyś był tylko dla niego. Pocałowała go w policzek i usiadła naprzeciwko.
I wtedy to zobaczył.
Wisiorek.
Cienki łańcuszek, a na nim niewielki, nieregularny kamień w srebrnej oprawie. Znał go. Znał aż za dobrze. Palce mu zesztywniały, a serce uderzyło tak mocno, iż przez chwilę nie słyszał muzyki w tle ani stukotu sztućców.
To był wisiorek jego kochanki.
Ten sam, który widział na jej szyi tydzień temu, kiedy mówiła mu, iż „to nic nie znaczy”, iż „on i tak zostanie przy żonie”. Ten sam, który sam jej kupił, w małym sklepie jubilerskim na drugim końcu miasta, tłumacząc sprzedawczyni, iż to „coś bardzo osobistego”.
— Wszystko w porządku? — zapytała żona, pochylając głowę.
Skinął głową zbyt szybko. Przełknął ślinę.
— Tak. Oczywiście.
Kelner przyniósł wino. Ręce mu drżały, gdy nalewał. Patrzył na wisiorek, jakby był dowodem zbrodni, który ktoś bezczelnie położył na stole.
— Zanim zjemy — powiedział, próbując odzyskać kontrolę — mam dla ciebie prezent.
Podał jej pudełko. Otworzyła je powoli. Kolczyki zalśniły w świetle świec.
— Są piękne — powiedziała. Uśmiechnęła się. — Dziękuję.
A potem dotknęła wisiorka. Jakby mimochodem. Jakby wiedziała.
— Wiesz — zaczęła spokojnie — chciałam ci też coś powiedzieć.
Serce mu stanęło.
— Ten naszyjnik… — Spojrzała mu prosto w oczy. — Dostałam go od pewnej kobiety.
Cisza między nimi zgęstniała.
— Przyszła do mnie — ciągnęła. — Powiedziała, iż jesteś mi winien prawdę, ale skoro jej nie mówisz, to ona zrobi to za ciebie. Zostawiła ten wisiorek i adres sklepu. Ten sam, w którym kupiłeś kolczyki.
Świat zwęził się do jednego punktu. Do jej głosu. Do tego kamienia na jej szyi.
— Powiedziała też — dodała cicho — iż to prezent od ciebie. Że mówiłeś, iż symbolizuje „nowy początek”.
Nie potrafił odpowiedzieć. Wszystkie przygotowane w głowie wersje zdarzeń rozsypały się jak szkło.
— Dziesięć lat — powiedziała po chwili. — Dziesięć lat i myślałam, iż znam każdy twój sekret. Okazało się, iż noszę go na szyi.
Zdjęła wisiorek i położyła go obok pudełka z kolczykami. Dwa prezenty. Dwie kobiety. Jedna prawda.
— Kolczyki są ładne — powiedziała, wstając. — Ale ja już nie potrzebuję biżuterii. Potrzebuję uczciwości. A tej mi nie przyniosłeś.
Zostawiła go przy stole. Z rachunkiem. Z aksamitnym pudełkiem. I z wisiorkiem, który nagle ważył więcej niż całe dziesięć lat jego kłamstw.
Zamarł naprawdę dopiero wtedy, gdy zrozumiał, iż to nie prezent go zdradził — tylko on sam.













