Z życia wzięte. "Córka twierdzi, iż mam obowiązek zajmować się wnukiem": Powiedziałam "nie", bo ani mi w głowie powrót do pieluch i kaszek

zycie.news 2 godzin temu

Tą, która rezygnowała z nowej sukienki, by opłacić lekcje pianina, i tą, która nie spała w nocy, gdy córka, Natalia, miała gorączkę. Kiedy Natalia urodziła małego Antosia, cieszyłam się razem z nią. Ale nie przypuszczałam, iż mój dom stanie się filią żłobka, a mój telefon – infolinią ratunkową czynną 24 godziny na dobę.

Wszystko pękło wczorajszego popołudnia. Natalia weszła bez pukania, niosąc Antosia w nosidełku i wielką torbę pełną brudnych ubranek.

– Mamo, zostawiam go u ciebie do soboty. Mamy z Markiem okazję na tani wylot do Pragi, musimy trochę odżyć od tego pieluchowego szaleństwa. Tu masz listę posiłków, tylko pamiętaj, kaszka musi być bezglutenowa! – rzuciła z uśmiechem, jakby wydawała polecenie pracownikowi.

Spojrzałam na moją walizkę, która leżała otwarta na kanapie. Obok leżał folder biura podróży – jutro miałam wyjechać na swój pierwszy od dziesięciu lat urlop, sanatorium w Ciechocinku.

– Nie, Natalio. Nie zajmę się nim. Jutro wyjeżdżam – powiedziałam spokojnie, choć serce biło mi w piersi jak oszalałe.

Natalia zamarła. Uśmiech zniknął z jej twarzy, zastąpiony przez wyraz czystego niedowierzania, a potem gniewu.

– Żartujesz? Przecież to twój wnuk! Jesteś babcią, mamo. To twój obowiązek nam pomagać. Kto ma się nim zająć, jak nie ty? Przecież ty i tak siedzisz w domu, nie masz nic do roboty!

– Mam do roboty bycie sobą – odpowiedziałam, czując, jak narasta we mnie siła, której nie znałam przez dekady. – Skończyłam z gotowaniem kaszek trzydzieści lat temu. Nie mam zamiaru wracać do zmieniania pieluch tylko dlatego, iż wy chcecie „odżyć”. To wasze dziecko, wasze życie i wasza odpowiedzialność.

Natalia zaczęła płakać. Nie z żalu, ale z wściekłości. Użyła każdej broni, jaką miała w arsenale: iż jestem wyrodną babcią, iż mały mnie nie pozna, gdy dorośnie, iż inne babcie skaczą z euforii na widok wnuka, a ja jestem „lodowatą egoistką”.

– Tak, może i jestem egoistką – przyznałam, nie spuszczając wzroku. – Ale po latach służenia wszystkim wokół, w końcu chcę mieć prawo do własnej niedzieli. Chcę czytać książkę, która nie ma obrazków, i jeść obiad, który nie jest papką. Nie jestem darmową nianią, Natalio. Jestem kobietą, która w końcu chce zacząć żyć na własnych warunkach.

Zabrali małego i wyszli, trzaskając drzwiami. Zostałam sama w ciszy, która po raz pierwszy nie była smutna. Była czysta.

Wiem, iż przez najbliższe tygodnie będą mnie karać milczeniem. Wiem, iż w rodzinie będę „tą złą”. Ale kiedy dziś rano zamknęłam za sobą drzwi i ruszyłam na pociąg, czułam się lżejsza o dziesięć kilogramów. Kocham mojego wnuka, ale nie pozwolę, by miłość stała się szantażem, a moje życie – dożywociem przy garach i pieluchach. Pora, bym w końcu poznała smak kawy, która nie stygnie przez cudze potrzeby.

Idź do oryginalnego materiału