Z życia wzięte. "Budząc się ze śpiączki, usłyszała rozmowę telefoniczną męża": Prawda wyszła na jaw

zycie.news 2 godzin temu

Najpierw był ból. Tępy, rozlany. Potem dźwięki. Monotonne piknięcie aparatury, szelest kroków, zapach środków dezynfekujących. Nie mogła otworzyć oczu. Nie mogła poruszyć palcami. Ale słyszała.

I wtedy usłyszała jego głos.

Stał tuż obok łóżka. Poznała go natychmiast — po sposobie, w jaki przeciągał samogłoski, gdy był zdenerwowany. Rozmawiał przez telefon, ściszonym głosem, pewny, iż ona przez cały czas jest „nieobecna”. Że jest tylko ciałem podłączonym do kabli, problemem medycznym, który jeszcze nie wie, czy się rozwiąże.

„Lekarze mówią, iż to kwestia dni albo tygodni” — powiedział.
Pauza.
„Nie, nie reaguje. Nic nie słyszy. Gdyby słyszała, to… uwierz mi, wiedzielibyśmy.”

W jej wnętrzu coś drgnęło. Panika próbowała się przebić, ale ciało pozostało zdrętwiałe.

„Tak, dokumenty są gotowe” — ciągnął dalej. — „Pełnomocnictwo, konto, wszystko. Dom też. Przepisałem go już na siebie, zanim… zanim to się stało. Byłaś świetna, iż mnie do tego namówiłaś.”

Byłaś.

To słowo uderzyło ją mocniej niż cokolwiek wcześniej. Zrozumiała, iż po drugiej stronie słuchawki nie jest prawnik ani brat. To była kobieta.

„Nie przesadzaj” — parsknął cicho. — „Ona i tak już nie wróci. A jeżeli nawet… cóż, nikt nie uwierzy kobiecie po śpiączce. Lekarze powiedzą: zaburzenia, halucynacje. Mam wszystko pod kontrolą.”

Chciała krzyczeć. Chciała się poruszyć. Jej serce zaczęło bić szybciej, aparat zapiszczał głośniej, ale on tylko rzucił okiem na monitor.

„Spokojnie” — mruknął, bardziej do maszyny niż do niej. — „Jeszcze nie teraz.”

Jeszcze nie teraz.

Rozłączył się i usiadł obok łóżka. Poczuła jego dłoń na swojej — ciepłą, znajomą. Tę samą, którą trzymała w dniu ślubu. Tę samą, która teraz należała do obcego człowieka.

„Gdybyś wiedziała, ile to wszystko komplikuje” — powiedział cicho, niemal z wyrzutem. — „Miałaś zniknąć szybciej.”

Łza spłynęła jej spod zamkniętej powieki. Jedna, zdradziecka. Zamarł. Nachylił się.

„Nie…” — wyszeptał.

Zebrała w sobie wszystko, co jeszcze miała — resztkę siły, resztkę woli, resztkę życia — i poruszyła palcem. Minimalnie. Wystarczająco.

Drgnął gwałtownie. Cofnął rękę, jakby dotknął ognia.

„Nie… to niemożliwe.”

Otworzyła oczy.

Patrzyła na niego długo, w milczeniu. W jej spojrzeniu nie było już miłości. Była tylko pamięć. I prawda, której nie dało się cofnąć.

Krzyczał, wołał lekarzy, tłumaczył się chaotycznie, ale ona już wiedziała jedno: śpiączka nie była najgorszym koszmarem. Najgorsze było to, iż obudziła się obok człowieka, który przez cały ten czas czekał, aż umrze.

A teraz to on wiedział, iż już nigdy nie zaśnie spokojnie.

Idź do oryginalnego materiału