Od siedmiu lat żyję z moim mężem i dopiero teraz zdałam sobie sprawę, w jakiej skomplikowanej sytuacji się znajduję. W naszej rodzinie wychowujemy syna, Władysław niedługo skończy pięć lat. Wiktor jest dla niego wspaniałym ojcem – troskliwym i kochającym. Nie zapomina również o mnie – kwiaty bez okazji, romantyczne kolacje w restauracjach, piękne prezenty.
Wcześniej wynajmowaliśmy mieszkanie, za które płacił mąż. Niedawno jednak wzięliśmy kredyt hipoteczny na jego nazwisko, ale spłacamy go razem, a moi rodzice również nas wspierają. Żyjemy normalnie, mamy kochającą się i szanującą rodzinę.
Jestem dobrą gospodynią, lubię porządek, czystość i zapach domowego jedzenia. Pracuję na część etatu, ale pieniędzy nam wystarcza. Kiedy syn podrośnie, będę mogła pomyśleć o większym zaangażowaniu zawodowym. Jestem projektantką i krawcową, pracuję w salonie, ale często mam też prywatne zamówienia.
Wiktor dobrze zarabia, nie opływamy w luksusy, ale jeżeli mamy cel – np. kupić coś droższego lub zaoszczędzić na wakacje – to jest to całkowicie realne. Myśleliśmy o zakupie domu pod miastem, ale postanowiliśmy poczekać – wszystko jeszcze przed nami.
Cały ten czas byłam szczęśliwa – moje małżeństwo się udało, wyszłam za mąż późno, ale zawsze mówiłam, iż czekałam właśnie na takiego mężczyznę jak mój mąż. To jego drugie małżeństwo, w poprzedniej rodzinie ma nastoletnią córkę.
Mój mąż dobrze się z nią dogaduje, ale bez przesady. Wspiera ją finansowo, utrzymuje kontakt z rodzicami swojej pierwszej żony, ponieważ dziewczynka mieszka z nimi. Nigdy nie interesowałam się, co dokładnie się tam wydarzyło ani gdzie mieszka jego była żona – ktoś ze wspólnych znajomych powiedział mi, iż mieszka i pracuje za granicą.
Oczywiście jestem ciekawa, ale moje niewtrącanie się w jego życie osobiste jest czymś, co bardzo sobie we mnie ceni. Opowiedział mi o swojej pierwszej rodzinie tylko tyle, ile uznał za stosowne.
Nie odbiłam go z rodziny, gdy się poznaliśmy, Wiktor był już wolnym człowiekiem i mieszkał sam. Ale coraz bardziej niepokoi mnie fakt, iż on wciąż jest formalnie w małżeństwie z tamtą kobietą. Kiedy znajomi żartują na spotkaniach i pytają, dlaczego jeszcze się nie pobraliśmy, nauczyliśmy się odpowiadać, iż jest nam dobrze tak, jak jest, a ślub to tylko formalność.
Moje koleżanki z salonu codziennie przytaczają przykłady kobiet, które zostały oszukane przez swoich partnerów i których nie można choćby nazwać prawdziwymi żonami. Próbuję się przekonać, iż mi zazdroszczą, iż to wszystko nie dotyczy mnie.
Ale kroplą, która przelała czarę, była moja mama, a adekwatnie jej stanowcza prośba, bym poważnie porozmawiała z Wiktorem – czy zamierzamy się pobrać, czy nie? Jej zdaniem fakt, iż mój mąż przez cały czas ma ślubny wpis w paszporcie z inną kobietą, jest co najmniej dziwny. Z prawnego punktu widzenia ona ma wszelkie prawa, a ja mam jedynie obowiązki. choćby nasze nowe mieszkanie formalnie należy do męża, co oznacza, iż jego żona ma do niego prawa.
Wiktor zapewnia mnie, iż nie mam powodów do niepokoju, bo kocha tylko mnie. Ale z każdym dniem martwię się coraz bardziej, bo niezależnie od tego, jak na to patrzeć, ślubny wpis w dokumentach coś jednak znaczy. Tylko jak mu to wytłumaczyć? Ufam mu, ale wiem, iż ta rozmowa będzie dla niego nieprzyjemna. Nie wiem, co robić – a jeżeli mama ma rację i powinnam się odważyć porozmawiać z nim i wyjaśnić wszystko raz na zawsze?