Wypadek kolejowy w USA w 1939 roku

kolejblog.wordpress.com 2 dni temu
Miejsce wypadku (źródło: Google Maps)

Luksusowy ekspresowy amerykański pociąg wpadł z ogromną prędkością do wąwozu w Nevadzie po tym, jak ktoś wyciągnął haki mocujące szynę do podkładu i przesunął ją o dziesięć centymetrów.

Pociąg o nazwie „City of San Francisco” był najbardziej hipernowoczesnym opływowym pociągiem swoich czasów. Miał długość 400 metrów, prawie 250 metrów więcej od jakiegokolwiek innego pociągu tego typu w tamtym czasie. Reklamy obiecywały, iż pociąg ten w mniej niż 40 godzin pokona trasę około 3900 kilometrów z Chicago do Oakland, skąd promem można było dopłynąć do San Francisco (około 10 km dalej). Wnętrze było niezwykle luksusowe. Wśród wielu udogodnień klasy pierwszej znajdowały się klimatyzacja, bieżąca woda ciepła i zimna, salon fryzjerski z pełnym zakresem usług oraz anteny, które odbierały audycje radiowe. W sypialniach i toaletach znajdowały się gniazdka do podłączenia golarek elektrycznych i lokówek. choćby najtańszy bilet w klasie ekonomicznej kosztował 90 dolarów za przejazd w obie strony, w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze wyniosłoby to około $2300.

Pociąg City of San Francisco (foto:San Francisco History Center, S.F. Public Library)

Wieczorem 12 sierpnia 1939, około godziny 21:30, w jadącym do Oakland z szybkością około 140 km/h pociągu „City of San Francisco, pasażerowie właśnie kończyli kolację i popijali kawę lub koniak w wagonie restauracyjnym. Nagle spokojna jazda stała się burzliwa. Szklanki zadrżały na stołach, a butelki piwa spadły z brzękiem na podłogę. Jedna z pasażerek została wyrzucona ze swojego siedzenia na podłogę. Potem wszystko pogrążyło się w ciemności.

Wagon salonowy w pociągu City of San Francisco (foto:San Francisco History Center, S.F. Public Library)

O godzinie 21:33 pociąg wjechał na odcinek torów, który został przesunięty i zamaskowany brązową farbą oraz zielskiem, co spowodowało wykolejenie pociągu podczas przejazdu przez most nr 4 w wąwozie rzeki Humboldt. Czternaście wagonów wpadło do wąwozu, z czego pięć zostało tak zniszczonych, iż nie nadawały się do naprawy. Lokomotywa spalinowa utrzymała się na szynach. Maszynista Ed Hecox przeżył i pobiegł dwa kilometry do najbliższego telefonu w osadzie Harney, aby zawezwać służby ratownicze. Wolontariusze z pobliskich miejscowości Beowawe i Carlin przybyli na miejsce zdarzenia z zapasami środków medycznych, jednak pasażerowi którzy przeżyli zostali przewiezieni do szpitala dopiero następnego ranka, po skompletowaniu pociągu ratunkowego, który zabrał ich do Elko. W katastrofie zginęło 24 osoby, a 121 zostało rannych.

Miejsce wypadku (foto:Bettmann/Bettmann Archive)

Wraz z pociągiem ratowniczym przybyli śledczy z Southern Pacific Railroad (przewoźnik), lokalne służby porządkowe oraz agenci FBI. Dokładnie zbadali miejsce zdarzenia, które niestety było niewiarygodnie zanieczyszczone. Miejscowi – zarówno ci chętni do pomocy, jak i gapiowie – przeczesali każdy centymetr ziemi. Niektórzy zabrali ze sobą fragmenty pociągu i torów na pamiątkę. Wszystko było beznadziejnie pomieszane. gwałtownie jednak odkryto ślady sabotażu. Na odcinku prowadzącym do mostu znaleziono celowo uszkodzony 10-metrowy fragment szyny. Wyciągnięto z niej haki, aby można było ją odgiąć do środka. Kłębek zielska został przywiązany do szyny, aby ukryć lukę. Uszkodzony obszar oblano brązowa farbą by zamaskować akt wandalizmu. Agent Southern Pacific stwierdził, iż do wykonania tej pracy potrzeba było prawie 50 kilogramów narzędzi, przeniesionych z drogi oddalonej o około 2 kilometry. Na dokonanie tego czynu wykorzystano czterogodzinny okres, w którym nie przejeżdżały żadne pociągi. W kolejnych dniach nurkowie odkryli w rzece Humboldt pod mostem gdzie wydarzyła się katastrofa, narzędzia które mogły służyć do wyciągania haków i przesuwania szyn, co spowodowało iż katastrofę uznano za akt sabotażu.

Niektóre gazety wysnuły teorię, iż hipoteza sabotażu była próbą Southern Pacific Railroad odwrócenia uwagi od faktu, iż maszynista rozwinął szybkość o 40 km/h wyższą niż dozwolona na tym odcinku, bo chciał nadrobić półgodzinne opóźnienie. Ale gdyby choćby pociąg jechał z dozwoloną szybkością, to i tak maszynista nie byłby w stanie go zatrzymać przed uszkodzonym miejscem.

Southern Pacific Railroad wyznaczył nagrodę w wysokości 5000 dolarów (około 120 tysięcy dolarów dziś) za wszelkie informacje prowadzące do ustalenia sprawcy, a niedługo podniósł ją do 10000 dolarów. Nikt się nie zgłosił po nagrodę. Detektywi przesłuchali ponad 93 tysiące osób.Nic to nie dało, śledztwo też niczego nie wykryło i do dziś nie wiadomo kto stał za tym aktem wandalizmu.

Pięćdziesiąt sześć lat później wydarzył się niepokojąco podobny wypadek. W 1995 roku magazyn „SP Trainline”, wydawany przez Southern Pacific Historical and Technical Society, opublikował artykuł zatytułowany „Tragedia w Harney” poświęcony katastrofie pociągu „City of San Francisco”. Tydzień później pociąg pasażerski „Sunset Limited”, jadący z Miami do Los Angeles, wykoleił się na pustyni w Arizonie. Wydarzenie wyglądało niesamowicie podobnie: pociąg Southern Pacific jadący na zachód przez pustynię w nocy, tory przerwane przed mostem na wysokim nasypie, unieszkodliwienie elektrycznych obwodów torowych mających ostrzegać o zerwaniu toru. Pociąg wpadł do koryta rzeki, w wyniku czego zginął jeden członek załogi. FBI odwiedziło siedzibę „SP Trainline”.. Agenci poprosili o udostępnienie listy subskrybentów magazynu i przesłuchiwali autora artykułu przez dwie godziny, choć nie w charakterze podejrzanego. Sprawców tego wypadku też nie odnaleziono.

Idź do oryginalnego materiału