Za mąż wyjdę, ale na pewno nie za tego przystojniaka. Owszem, jest wspaniałym chłopakiem pod każdym względem. Ale to nie mój typ.
Znowu mama z konkubentem przyszła, i jeszcze z jakimś facetem. Już trochę podpici Ilona schowała się do kąta za komodą.
I schować się nie ma gdzie, na dworze już śnieg. Wszystko mi już zbrzydło. Latem skończę dziewięć klas i pojadę do miasta. Dostanę się do kolegium pedagogicznego, zostanę nauczycielką. Miasto jest tylko dziesięć kilometrów stąd, ale będę mieszkać w internacie.
Mama i goście rozgościli się w kuchni. Słychać było bulgot nalewanego płynu, zapach kiełbasy rozniósł się po domu. Dziewczyna przełknęła ślinę mimowolnie.
Poczekaj no! rozległ się głos mamy.
Dlaczego się krygujesz?
Przecież jesteście we dwóch
Jakby pierwszy raz, rzucił Marian, partner mamy.
Nagle szczęk spadającego naczynia, szuranie, jakieś parsknięcie. Ilona mocniej przylgnęła do kąta. Naraz wszystko ucichło.
Słuchaj, Michał, ona chyba śpi, burknął Marian.
Sam mówiłeś, dobra dziewczyna, ale coś mnie do niej ciągnie
Słuchaj, ona przecież ma córkę
Jaką córkę?
Ilonka, już duża. Pewnie schowała się w swoim pokoju.
Zawołaj ją tutaj! rozległ się uradowany głos Michała.
Ilonka, gdzie się schowałaś? do pokoju wszedł Marian, zobaczył Ilonę i uśmiechnął się nieprzyjemnie. Chodź tu, posiedź z nami!
Tutaj mi dobrze.
Ależ nie wstydź się! Marian chciał objąć Ilonę.
Ilona złapała za wazon stojący na komodzie i cisnęła go w głowę konkubenta mamy.
Usłyszała brzęk tłuczonego szkła. Wyrwała się i wybiegła z pokoju.
Łap ją! krzyknął Marian.
Ale dziewczyna już była przy drzwiach wejściowych. Nie było czasu założyć butów w samych skarpetach, starych szortach i t-shircie wybiegła na dwór.
Za nią rzucili się mężczyźni. Ulica w wiosce była zupełnie pusta. Gdzie biec wieczorem po śniegu? Za plecami słyszała krzyki. Przebiegając obok dużego domu, usłyszała szczekanie psa, potem jakiś głos, który uciszył zwierzaka.
Ilona podbiegła do bramy i zaczęła walić w drzwi. Otworzył jej mężczyzna około czterdziestki.
Pomóż mi! wybąkała cicho, patrząc na niego błagalnie.
Wchodź! chwycił Ilonę za rękę i zamknął drzwi.
Olek, kto tam? na ganek wyszła kobieta.
Patrz, gospodarz wskazał na dziewczynę. Chyba jacyś faceci ją ścigają.
Do domu szybko! kobieta złapała Ilonę za rękę. Opowiesz nam wszystko.
Ilonka, wyjdź po dobroci! wrzasnął Marian.
Oleku, nie mieszaj się! zawołała gospodyni. Wracaj do środka!
Z dworu dobiegały krzyki, a z podwórka szczekanie psów.
Trzeba zadzwonić na policję kobieta wyciągnęła telefon.
Polino, nie trzeba. Zaraz ich pogonię. To pewnie miejscowi.
Jak ty sobie z nimi poradzisz?
Po swojemu. Ty uspokój dziewczynę.
Gospodarz sięgnął po torbę, poszedł do lodówki. Włożył do niej butelkę i kawałek kiełbasy.
Na podwórku pogłaskał psa i razem wyszli na ulicę. Marian od razu rzucił się do niego:
Daj Ilonkę!
Trzymaj i spadajcie!
Co tam masz? otworzył torbę, na twarzy pojawił się uśmiech, i klepnął kolegę po ramieniu. Idziemy, Michał!
***
Dobrze! Nazywam się Polina Sergiejewna kobieta nastawiła czajnik na gazie. Siadaj, siadaj! Opowiadaj, kim jesteś i co się stało.
Mam na imię Ilona zaczęła dziewczyna, szczękając zębami. Mieszkam na tej ulicy, ale na samym końcu.
Ty jesteś córką Kiry?
Tak.
My tu niedługo mieszkamy, ale o twojej mamie już słyszeliśmy.
Ilona spuściła głowę i rozpłakała się.
Już, nie płacz!
Kobieta podeszła i lekko ją przytuliła do piersi. Ten gest był dla Ilony czymś niespotykanym. Objęła kobietę i zaczęła płakać jeszcze mocniej.
Dobrze, dobrze! Już! Zaraz będziemy pić herbatę.
Wszedł gospodarz domu:
Porządek przegoniłem ich.
A co z tą pięknością robimy? Polina rzuciła w stronę dziewczyny i uśmiechnęła się życzliwie.
Myślę, iż o tym pogadamy jutro! Najpierw herbatka i kąpiel dla niej.
Chcesz jeść? Polina postawiła przed gościem kubek herbaty, znów się uśmiechnęła. Widzę, iż bardzo chcesz.
Na stole pojawiły się kanapki. Zostało trochę ciasta.
Jedz spokojnie! uśmiechnął się gospodarz, widząc, jak dziewczyna patrzy na jedzenie.
Już więcej Ilony nie wypytywano. Starali się nie zwracać uwagi, widząc jej skrępowanie.
Kiedy wszystko zjedli, Polina zaprowadziła gościa do łazienki:
Umyj się, tu masz szlafrok!
***
Ilona pragnęła tylko jednego, żeby tej nocy nie wyrzucili jej na dwór. Jak miło leżeć w ciepłej kąpieli, gdy na zewnątrz teraz taki mróz. Ale trzeba wyjść gospodarze czekają.
Wyszła. Gospodarz z żoną siedzieli na kanapie w pokoju. Ilona nieśmiało się uśmiechnęła:
Dziękuję!
Słuchaj, Ilono zaczęła Polina. Jak rozumiem, nikt szczególnie cię nie szuka. Do domu wracać nie chcesz.
Ilona spuściła głowę jeszcze niżej.
Jutro rano musimy wyjechać z Olkiem
Rozumiem, rzuciła cicho dziewczyna.
Zostaniesz sama. Nikomu nie otwieraj drzwi! Na podwórko nasz Jack nie wpuści obcych. Jasne?
Jasne! wykrztusiła Ilona.
Możesz nam ugotować barszcz, jak wrócimy? Olek uśmiechnął się podstępnie. Umiesz?
Umiem! zareagowała Ilona, ciągle bojąc się, iż ją wygonią. Dobrze gotuję. I mogę posprzątać.
Posprzątaj, jeżeli ci nie ciężko na dole zgodziła się Polina.
***
Obudziła się razem z gospodarzami. Leżała cicho w łóżku, bojąc się, iż ją wyproszą. W końcu na podwórzu zawarczał samochód. Po chwili wszystko ucichło.
Wstała, umyła się. W kuchni czekał gorący czajnik, chleb, kiełbasa, ser. Na blacie leżały żeberka wieprzowe.
Zjadła śniadanie. Posprzątała. Powycierała wszystko. Umyła podłogę.
W korytarzu znalazła odkurzacz. Włączyła i zaczęła odkurzać.
Ledwo skończyła
Co to wszystko znaczy? rozległ się głos za plecami.
Odwróciła się gwałtownie. Wysoki, przystojny chłopak, osiemnastolatek, w ciemnych oczach błysk ciekawości.
Sprzątam mruknęła Ilona. A pan kto?
No proszę potrząsnął głową i wyciągnął telefon z kieszeni:
Mamo, jestem w domu. A kto to?
Kochanie, niech ta dziewczyna trochę u nas pobędzie.
Mi to nie przeszkadza.
Schował telefon do kieszeni. Obejrzał Ilonę od stóp do głów uważnym wzrokiem i poszedł do kuchni.
Zrobić herbaty? zagadnęła dziewczyna.
Poradzę sobie.
***
Ilona schowała odkurzacz. Zaczęła wycierać kurze zwracając uwagę na każdy szmer dobiegający z kuchni.
Chłopak zjadł, wszedł do łazienki, potem wyszedł ogolony, pachnący wodą kolońską.
Ej, gospodarzu, daj jeszcze jedną flaszkę! rozległ się krzyk z podwórka.
Co to ma być?! chłopak podszedł do okna.
Nie otwieraj im! krzyknęła przerażona Ilona.
Spojrzał na nią z ciekawością, uśmiechnął się i ruszył do drzwi.
Dziewczyna stanęła przy oknie. Przy płocie stali konkubent mamy ze swoim kolegą i wrzeszczeli. Ilonie zrobiło się bardzo straszno.
Wyszedł syn gospodarzy. Tamci rzucili się na niego. I nagle obaj padli na śnieg, Ilonie wydawało się, iż jakby równocześnie.
Chłopak się pochylił, coś powiedział. Wstali i z głowami opuszczonymi ruszyli w stronę domu mamy.
Chłopak wrócił. Spojrzał uważnie na zamarłą dziewczynę, podszedł:
Przestraszyłaś się?
Nie mogąc się opanować, wtuliła się w jego pierś i rozpłakała.
Jak masz na imię? zapytał nagle.
Ilona.
Ja jestem Rafał. Już, nie płacz. Więcej tu nie przyjdą.
***
Rafał wszedł na górę do swojego pokoju i już nie wychodził aż do wieczora. Ilona ugotowała barszcz. Usiadła w kuchni przy stole, pogrążona w myślach.
Oczywiście, chciałaby zostać tu, z tymi cudownymi ludźmi, ale rozumiała, iż coś przekroczyła.
Wrócili gospodarze. Polina zdziwiona pokiwała głową, patrząc na porządek. Olek pochwalił barszcz.
Może pójdę już do siebie rzuciła Ilona. Dziękuję za wszystko!
Ilona, zostań u nas chociaż kilka dni!
Dziękuję, Polino! Ja pójdę do domu powtórzyła dziewczyna.
Zrobiła krok do drzwi i zamarła. Od wczoraj chodziła po domu w pożyczonym szlafroku i klapkach.
Chodź gospodyni złapała ją za ramię i zaprowadziła do salonu.
Otworzyła szafę, długo oglądała ubrania. Wyjęła jeansy, sweter, ciepłą kurtkę sportową.
Ubieraj się! Jesteśmy prawie tego samego wzrostu.
Nie trzeba
Nie wrócisz przecież do domu rozebrana. Ubieraj się! Nie zbiednieję.
Ubrała się. Zerknęła ukradkiem w lustro. Tak ładnych rzeczy nigdy nie miała.
W przedpokoju gospodyni dała jej jeszcze czapkę i zimowe kozaki.
Noś na zdrowie, Ilona!
Dziękuję wam!
***
Życie wróciło do dawnego rytmu. Ale nie całkiem. Mama zatrudniła się w gospodarstwie. Jej konkubent zniknął gdzieś z kolegą.
Nastała wiosna. Pewnego dnia siedziała nad lekcjami w domu. Ktoś zapukał do furtki. Ilona wyjrzała przez okno nie mogła uwierzyć: przy płocie stał Rafał. Pokiwał jej głową. Wyjdź!
Nie wyszła wyleciała.
Cześć! uśmiechnął się Rafał.
Witaj!
Mama coś cię szukała.
***
Tak znów znalazła się w tym domu, gdzie przeżyła taki dobry dzień.
Cześć, Ilona! Polina przywitała ją na progu i przytuliła.
Dzień dobry, Polina!
Chodź, napijemy się razem herbaty!
Gospodyni posadziła dziewczynę, nalała herbaty. Sama usiadła obok.
Mam do ciebie prośbę. Na miesiąc lecimy z mężem do Turcji na jej twarzy pojawił się marzycielski uśmiech. Syn rzadko bywa w domu. Mogłabyś popilnować domu? Trzeba karmić Jacka i kota, kwiatki podlewać. Mam ich mnóstwo.
Jasne, Polina!
Doskonale wyciągnęła banknoty. Tu jest dwadzieścia tysięcy złotych.
Polina, nie trzeba
Bierz! Nie zbiedniejemy. Chodź, wszystko ci pokażę!
Ilona pilnie zapamiętywała, gdzie stoją setki doniczek i kwiatów w domu, gdzie leży karma dla kota i mięso dla psa. Potem Polina zawołała:
Rafał! syn wyszedł z pokoju. Poznaj Ilonę z Jackiem!
Chodź! chłopak lekko położył dłoń na ramieniu dziewczyny.
Wyszli do ogrodu, odwiązali Jacka i poszli na spacer.
Rafał opowiadał o studiach na uniwersytecie, o karate, i o ich rodzinnej firmie z ojcem.
A Ilona myślała zupełnie o czymś innym. Jasno rozumiała, iż między nią a Rafałem jest taka sama przepaść, jak między jej mamą a rodzicami Rafała. Oni są wspaniali, dobrzy ludzie, ale to nie bajka o Kopciuszku, tylko prawdziwe życie.
Za dwa miesiące podejdę do egzaminu do kolegium, na pewno zdam. Będę się uczyć, pracować, kombinować, ale zostanę kimś. Za mąż wyjdę, ale nie za tego przystojniaka. Tak, jest świetny pod każdym względem. Ale nie mój!
Jestem wdzięczna Polinie za ciuchy i te dwadzieścia tysięcy. Przynajmniej na początek w mieście dam sobie radę.
Jakimś wewnętrznym przeczuciem ta dziewczyna zrozumiała, iż właśnie teraz, w tym momencie, kończy się jej trudne dzieciństwo. I zaczyna dorosłe życie być może niełatwiejsze, ale wszystko będzie zależało od niej.
Doszli do willi. Ilona pogłaskała Jacka po karku, uśmiechnęła się do Rafała i poszła do domu. Jutro zacznie się dla niej praca w tym domu. Tylko praca i tyle.









