Wybacz mi, synku.
To jest historia mojej rodzinytakiej, o której się mówi, iż jest patologiczna, choć nigdy nie lubiłam tego słowa. Wychowuję syna sama, bez męża. Rozwiodłam się, gdy Jasiek nie miał jeszcze roku. Teraz mój Jasiek skończył czternaście lat, a ja mam trzydzieści cztery. Pracuję jako księgowa w małym urzędzie w Krakowie.
Ostatni rok zamienił się w prawdziwy koszmar. Kiedyś Jasiek uczył się dobrze. Jeszcze do piątej klasy wszystko szło jak należy. Później pojawiły się tróje. Potem już tylko gorzej. Marzyłam tylko o jednymżeby Jasiek skończył chociaż podstawówkę i miał jakikolwiek zawód!
Niekończące się wezwania do szkoły. W rozmowach z wychowawczynią nie brakowało mi upokorzeń. Przy mnie, przy innych nauczycielach, słyszałam o problemach Jaśka, jego lenistwie, złym zachowaniu. Wracałam do domu przybita, rozdrażniona, czując się bezsilna wobec wszystkiego. Jasiek przyjmował moje wyrzuty w milczeniu, posępny i zamknięty w sobie. Lekcji i tak się nie uczył, w domu nie pomagał.
Dziś wróciłam zmęczona. W pokoju znowu bałagan, choć dziś rano, wychodząc do pracy, kazałam mu surowo: Jak wrócisz ze szkoły, posprzątaj mieszkanie! Wstawiłam wodę na herbatę i zaczęłam sprzątać z niechęcią. Odkurzając kurz, nagle zauważyłam, iż brakuje wazonu. Kryształowy! Ten, który dostałam od koleżanek na urodziny, jedyna cenna rzecz w tym mieszkaniu. Cisnęło mi się do głowy: Zabrał? Sprzedał?
Myśli waliły się jedna przez drugą. Jeszcze niedawno widziałam go z jakimiś podejrzanymi chłopakami. Zapytana, kto to był, burknął coś i spojrzał z wymowną miną: Nie twoja sprawa! Pomyślałam z przerażeniem: To pewnie przez tę złą paczkę! Boże, co jeżeli coś palą? Albo…? Zbiegłam na dół po schodach na podwórku już ciemno, nieliczni przechodnie spieszyli do domów.
Wróciłam powoli, bezradna. Sama sobie winna! Dom już od dawna nie jest dla niego miejscem odpoczynku! choćby rano budzę go krzykiem! A wieczorem… cały czas narzekam na niego! płakałam długo, wyrzucając sobie, jaka to ze mnie matka nieudolna. Potem zabrałam się za gruntowne sprzątanie, bo siedzieć bezczynnie nie byłam w stanie.
Za lodówką natknęłam się na zmiętoszoną gazetę. Pociągnęłam, zadźwięczało szkłow środku znalazłam kawałki rozbitego wazonu, umyślnie zawinięte w papier. Rozbił… Rozbił! dotarło nagle do mnie, łzy znów napłynęły do oczu. Tym razem z ulgą. On go nie ukradł, nie sprzedałpo prostu rozbił i bał się przyznać. Uświadomiłam sobie, iż teraz pewnie nie wraca do domu, bo boi się mojej reakcji. Przypomniałam sobie swoją złość westchnęłam ciężko i wróciłam do gotowania. Nakryłam do stołu, rozłożyłam serwetki, postawiłam talerze.
Jasiek wrócił kwadrans przed północą. Wszedł cicho, zatrzymał się w drzwiach. Podbiegłam do niego: Jaśku! Gdzieś ty się tak długo podziewał? Tyle się naczekałam, martwiłam! Zmarzłeś? Złapałam jego zmarznięte dłonie, ogrzałam w swoich, pocałowałam w policzek: Idź, umyj ręce. Ugotowałam ci twoje ulubione. Nic nie rozumiejąc, poszedł do łazienki.
Skierował się do kuchni, szepnęłam: Nakryłam w pokoju. wszedł do pokoju, gdzie było wyjątkowo czysto i przytulnie, ostrożnie usiadł do stołu. Jedz, synku!usłyszał ode mnie łagodny głos, w którym tyle czasu brakowało czułości. Siedział z pochyloną głową, nie sięgając po jedzenie.
Czemu nie jesz, syneczku?
Podniósł głowę i głosem drżącym powiedział:
Rozbiłem wazon.
Wiem, synku odpowiedziałam cicho. Nic się nie stało. Wszystko kiedyś się rozbija.
Nagle Jasiek pochylił się nad stołem i wybuchnął płaczem. Podeszłam, objęłam go za ramiona i razem zapłakaliśmy. Gdy się uspokoił, powiedziałam: Wybacz mi, syneczku. Krzyczę na ciebie, złoszczę się. Ciężko mi, synku. Myślisz, iż nie widzę, iż nie masz takich ciuchów jak koledzy? Jestem zmęczona, pracy pełnowidzisz, choćby do domu ją przynoszę. Wybacz mi. Już nigdy cię nie skrzywdzę!
Zjedliśmy w milczeniu. Położyliśmy się spać bardzo spokojnie. Rano nie musiałam go budzićwstał sam. Żegnając się w drzwiach, po raz pierwszy nie powiedziałam uważaj tam, tylko pocałowałam w policzek i szepnęłam: Do wieczora!
Po powrocie z pracy zobaczyłam, iż podłoga lśni, a Jasiek zrobił kolacjęusmażył ziemniaki.
Od tamtej pory przestałam rozmawiać z nim o szkole, o ocenach. Skoro dla mnie choćby rzadsze spotkania z nauczycielami są mękąto co czuł on?
Kiedy pewnego dnia powiedział, iż po podstawówce chce jednak iść do liceum, nie okazałam wątpliwości. Zajrzałam ukradkiem do jego dzienniczkanie było już dwój.
Najmilszym dniem był jednak ten, gdy wieczorem, po wspólnej kolacji, rozkładałam faktury do policzenia. Jasiek usiadł obok i powiedział, iż mi pomoże. Po godzinie poczułam, jak kładzie głowę na moim ramieniu.
Zamarłam. Dawno, gdy był mały, często tak przysiadał przy mnie i zasypiał z głową na mojej ręce. Poczułam, iż znowu mam syna przy sobie.













