Pola, przyjadę dziś do was, pomogę z wnukami.
Przypierając telefon ramieniem do ucha, próbowałem jednocześnie kołysać wrzeszczącego Maksymiliana.
Pani Jadwigo, naprawdę sobie radzimy…
Sygnał zakończenia rozmowy. Teściowa już się rozłączyła.
Z salonu dobiegł huk to Aleks rzucił na podłogę pudełko z klockami, a Marysia od razu zaczęła piszczeć z radości, rozrzucając je po całym pokoju. Maksymilian w ramionach krzyczał tak, jakby nie jadł od tygodnia, chociaż butelkę opróżnił dwadzieścia minut temu…
Spojrzałem na Antoniego. Siedział na kanapie z nosem w telefonie i z niezwykłą gorliwością przeglądał coś na ekranie. Zbyt wielką.
Zadzwoniłeś do matki.
Nie pytam. Stwierdzam.
Antoni wzruszył ramionami, dalej nie odrywając wzroku od ekranu.
No… tak. Przecież widzę, jak ci ciężko. Mama pomoże…
Chciałem powiedzieć, iż daję radę. Że nie potrzebuję pomocy. Że przez trzy miesiące po narodzinach Maksymiliana jakoś udawało mi się utrzymywać porządek w mieszkaniu, karmić trójkę dzieci, a choćby czasem spać. Ale Maks znowu zapłakał, więc po prostu poszedłem z nim do sypialni, kołysałem synka i w myślach przygotowywałem się na przyjazd Jadwigi.
Teściowa pojawiła się pod sam obiad z dwoma ogromnymi walizkami i miną osoby, która przyjechała ratować tonący okręt.
Jezu święty, Pola, ty wyglądasz jak cień! Jadwiga przeleciała przez mieszkanie sokolim wzrokiem. I ten bałagan… Nic się nie martw, teraz ja się wszystkim zajmę, wszystko będzie dobrze.
Już wieczorem żałowałem, iż nie zamknęliśmy drzwi na wszystkie zasuwy.
Co tu robisz? teściowa patrzyła podejrzliwie na deskę, na której kroiłem cukinię.
Robię leczo. Dzieci lubią.
Leczo? Jadwiga powiedziała to tak, jakby miałbym nakarmić wnuki trutką na szczury. Nie, nie, nie. Antoś uwielbia barszcz. Prawdziwy, po mojemu. Zostaw, ja zrobię.
Odsunąłem się od kuchenki, kurczowo ściskając nóż do warzyw.
Następnego ranka obudziła mnie o siódmej, choć Maks zasnął dopiero o piątej.
Pola! Jak możesz tak ubierać dzieci? Przecież to cyrk!
Aleks i Marysia stali w swoich ulubionych kombinezonach jasnożółtym i czerwonym. Po to im je kupiłem, żeby na placu zabaw zawsze gwałtownie ich znaleźć.
To zwykłe ubrania.
Zwykłe? Tak się nie ubiera dzieci! Jadwiga już wyciągała z walizki szare spodenki i beżowe sweterki. Wyglądają jak papugi! I zimno jest, zmarzną, przeziębią się. Przywiozłam ciepłe rzeczy.
Im wygodnie…
Pola. Wyprostowała się, skrzyżowała ręce na piersi, a w oczach zaszkliły jej łzy. Ja przyjechałam, żeby pomóc. Ty jesteś niegrzeczny, sprzeciwiasz się. Ja wychowałam Antka, wiem jak należy. Ty mnie nie szanujesz. Nie doceniasz.
Jadwiga westchnęła ciężko, przyłożyła rękę do serca i osunęła się na krzesło, jakby jej świat się zawalił.
Antoni wyjrzał z sypialni, spojrzał na matkę, potem na mnie.
No co ty znowu? szepnął mi. Mama chce dobrze. Każdy by chciał takiej pomocy.
Nie odpowiedziałem nic. Przebrałem bliźniaki w szarości i beże, uśmiechnąłem się do teściowej. W środku coś we mnie znowu pękło.
Pod koniec tygodnia mieszkanie zmieniło się nie do poznania. Meble w pokoju dziecięcym zostały przestawione bo tak lepiej. Plan dnia dostosowany do planu Jadwigi. Karmiłem Maksymiliana pod czujnym okiem teściowej, słuchając uwag, iż butelkę trzymam za płasko. Antoni chował się na balkonie co pół godziny, udając, iż nie widzi, co się dzieje.
Nie spałem. Leżałem nocami, patrząc w sufit, ciało nie chciało się rozluźnić. Każdy szmer na korytarzu podnosił ciśnienie a jeżeli to teściowa sprawdza, czy wnuki śpią równo, czy prześcieradła wyprostowane?
O poranku wstawałem rozbity, z drżącymi dłońmi. Kawa nie pomagała.
W czwartek wieczorem otworzyłem szafkę z jedzeniem dla dzieci zamarłem. Półki były puste.
Pani Jadwigo wyszedłem do kuchni, gdzie teściowa kroiła kapustę na kolejny barszcz. Gdzie mleko dla Maksymiliana?
Wyrzuciłam świństwo. Nie obejrzała się nawet. Szkodzi, czytałam. Kupiłam zdrowe.
Pokazała na stół.
Na stole stało tanie mleko. Dokładnie ten sam rodzaj, po którym Maks miesiąc temu dostał czerwone plamy na całym ciele.
Ma na nie alergię.
Nonsens. Machnęła ręką. Alergii dostaje, bo nie potrafisz go karmić. W tym razem będzie dobrze, zobaczysz.
Patrzyłem na tę puszkę, patrzyłem na teściową spokojnie robiącą sałatkę. Myślałem o Antonim, który wiedziałem znów ukrył się na balkonie. Coś cicho i ostatecznie pękło.
…Czterdzieści minut później siedziałem już w taksówce z Maksymilianem przytulonym do piersi. Aleks i Marysia, w swoich wygrzebanych spod pudła z rzeczami teściowej jaskrawych kombinezonach, patrzyli przez okno. W bagażniku torba z najpotrzebniejszymi rzeczami.
U mamy popłakałem się od razu w progu…
Mamo, nie dam już rady. Już naprawdę nie dam…
Mama przytuliła mnie, posadziła w kuchni, postawiła herbatę. Głaskała po głowie, a ja płakałem cicho do kubka.
Nic się nie martw. Zamieszkacie u mnie.
Telefon zaczął wibrować o jedenastej wieczorem i nie ucichł do trzeciej nad ranem.
Pola, co ty robisz?! Antoni wrzeszczał do słuchawki. Mama w histerii! Przecież chciała dobrze! Pomagała nam, a ty!
Ja chcę po prostu normalnie żyć! syczałem do telefonu, żeby nie obudzić dzieci. Wyrzuciła mleko! Maksymilian ma na to świństwo uczulenie!
Jakie uczulenie! Zawsze wyolbrzymiasz! Mama lepiej wie! Jest starsza!
Niech więc mama z tobą zamieszka!
Jesteś niewdzięczną histeryczką warknął Antoni bez mojej matki nie dałabyś sobie rady. Wracaj do domu natychmiast.
Nie wrócę, póki ona tam jest.
W słuchawce zawisła cisza. Potem Antoni mruknął tylko:
Jak chcesz. I się rozłączył.
Rano ruszyłem do urzędu, by złożyć papiery rozwodowe.
Po trzech dniach wróciłem po resztę rzeczy sam, bez dzieci. Mama została z nimi. Jadwiga przywitała mnie w przedpokoju.
Pola, jak możesz! Rozdzielasz dzieci z ojcem! Babcię z wnukami! To okrucieństwo! Tyle dla was zrobiłam! Każdemu życzyć takiej pomocy!
Zatrzymałem się, patrząc na teściową. Kobietę, która zniszczyła mi życie pod hasłem pomagam. Która wyrzuciła jedzenie, które miało znaczenie, kupiła to, po którym mój syn miał wysypkę. Przestawiła meble, przebrała dzieci, odgoniła mnie od garnka i doprowadziła do załamania.
Poradzicie sobie, naprawdę usłyszałem swój własny głos, niepoznawalny.
Jadwiga aż się zachłysnęła ze zdziwienia. Antoni wybiegł z pokoju i złapał mnie za nadgarstek.
Co ty robisz? Jak możesz tak mówić do mojej matki?!
Wyrwałem rękę. Spojrzałem na męża dorosłego faceta, który wciąż biegł z każdą sprawą do swojej mamusi.
Nie dotykaj mnie.
Minąłem go, zebrałem resztę rzeczy ze sypialni, spakowałem i wyszedłem, nie oglądając się.
…Rozwód załatwiliśmy w dwa miesiące. Antoni wydzwaniał jeszcze przez kilka tygodni. Potem odpuścił. Od Jadwigi dostałem długą wiadomość o tym, jaka to ja zła, iż niszczę rodzinę i życie jej synowi. Skasowałem bez czytania.
U mamy było ciasno, ale spokojnie. W nocy wstawałem do Maksa, kołysałem go w kuchni, patrzyłem przez okno na ciemne niebo. Za dnia spacerowałem z bliźniakami, karmiłem ich warzywnym leczo, ubierałem w jaskrawe kombinezony.
Po pół roku Aleks i Marysia poszli do przedszkola. Znalazłem pracę zdalną redagowałem teksty po nocach, gdy dzieci już spały. Na złotówki wystarczało. Nie na luksusy, ale na wszystko, co najważniejsze.
Wieczorami siadałem na kanapie, Maksymilian spał w łóżeczku, bliźniaki właziły pod bok i żądały bajki. Czytałem o trzech świnkach, zmieniałem głosy, Marysia chichotała, Aleks kiwał głową z powagą. W takich chwilach odpoczywałem i patrząc na dzieci, wiedziałem, iż zrobiłem dobrze. Przede mną trudne lata, samotne wychowywanie trójki. Było ciężko, bywało mi źle i przerażająco. Ale dobrze.
Ta historia nauczyła mnie, iż czasem trzeba powiedzieć dość, choćby jeżeli inni będą tego nie rozumieć. Bo prawdziwa pomoc nie zamienia życia bliskich w piekło.















