Wróżka

newsempire24.com 6 dni temu

Wróżka

A kiedy dorosnę, zostanę wróżką!

Julcia, a dlaczego właśnie wróżką?

Bo tak chcę!

Julka zeskoczyła z kolan mamy, gdzie przyjmowała życzenia z okazji piątych urodzin, i poprawiła swoją rozkloszowaną spódniczkę.

Mamo, wróżki są piękne i mądre! I wszystko potrafią! Ja też będę umiała!

Oczywiście, córeczko! Aneta wyciągnęła ręce, by ją przytulić, ale Julka cofnęła się z rozbawionym uśmiechem.

A tort?

Zaraz będzie! Idź się pobaw z dziećmi. Zawołam cię, dobrze?

Dobrze!

Patrząc, jak loki Julki pieczołowicie kręcone od rana podskakują przy każdym ruchu, Aneta uśmiechnęła się pod nosem.

Jaka ona zdeterminowana! I taka bystra! Które dziecko w jej wieku tak jasno wyraża swoje pragnienia? To niesamowite! Wszystko potrafię!

Najważniejsze, żeby jej tego nie odebrać pokiwała głową Marta, najlepsza przyjaciółka Anety. Niektórzy rodzice od razu dzieciom tłumaczą, żeby patrzyć realnie, iż życie to długi proces A wystarczy wierzyć w dziecko i ono rzeczywiście wszystko osiągnie. Wierzę w to, moja Karolinka, kiedy pierwszy raz poszła do szkoły tańca

Tak, tak, Karolinka to istny skarb! Dziewczyny, pomożecie mi? Trzeba kroić tort Aneta lekko obróciła się na obcasach i ruszyła do kuchni.

W dużym, przestronnym domu roiło się od dziecięcych głosów. Podłoga usłana była kolorowym konfetti i fragmentami pękniętych balonów. W kącie ktoś nieuważnie rzucił zmięty bukiet tulipanów Aneta skrzywiła się na ten widok. Te kwiaty zamówiła jej mama, Teresa, by pogratulować wnuczce. w tej chwili mieszkała z nimi, ale wcześniej odwiedzała córkę bardzo rzadko, woląc opiekować się dziewczynką u siebie.

Nie czuję się tu komfortowo, córciu. Boję się, iż coś stłukę albo uszkodzę. Za bogato tu dla mnie…

Mamo, przestań! denerwowała się Aneta. Wcale nie aż tak bogato. Po prostu tyle mamy, ile sobie wypracowaliśmy! Karol pracuje dniami i nocami, ja też. Mamy prawo dbać o swoje wygody.

Ja tam zawsze wolę swój kątek

Dobrze, jak wolisz. Byle Julce było dobrze.

Teresa zajmowała się wnuczką od jej narodzin.

Nie mam czasu, mamo Aneta poprawiała makijaż w pośpiechu przed wyjściem do pracy. jeżeli się teraz zatrzymam, cały nasz wysiłek pójdzie na marne. Lata biegu, nie tylko dla pieniędzy, ale i dla tych, którzy ze mną pracują. Ale przede wszystkim muszę zadbać o przyszłość Julki.

A nie najważniejsze dla niej jest, żeby mama była blisko, póki jest mała?

Mamo, proszę cię! Wiem, co robię! Kto oprócz mnie zadba o moje dziecko?

A Karol?

No proszę cię! Oczywiście, jak ojciec, też zadba. Ale to mężczyzna. Dziś jest, jutro może go nie być. I co wtedy?

Skąd u ciebie takie myśli, córko? kręciła głową Teresa. Ma inną?

Tego nie wiem Czy ja miałam czas się nad tym zastanowić? Może i ma. Ja po tej ciąży czuję się, jakbym wypadła z życia. Teraz muszę nadrabiać, mamuś. I ty mi pomożesz, prawda?

Oczywiście, iż pomogę. Teresa pochylała się nad łóżeczkiem Julki: Taka maleńka Podobna do ciebie, choć ty byłaś większa.

Co w tym złego? Maleńka też kiedyś urośnie.

Julka długo była słaba, częste przeziębienia były normą, a Teresa już nie panikując jak na początku dzwoniła po pediatrę. Wiecznie zajęta Aneta rzadko miała dla tego czas.

Mamo, to nie czterdzieści stopni! Poradzcie sobie, mam naradę!

Julka, tuląc się do babci, chowała nosek w jej ramię i cicho popłakiwała.

Nic się nie martw, kuleczko. Zrobię ci kompot, pośpisz i przejdzie. Chcesz bajkę?

O wróżce?

Może być i o niej.

Tak!

Piękną książkę z kolorowymi obrazkami przywiózł Julce tata z Londynu.

Karol, przecież to po angielsku! Teresa przewracała stronice.

I bardzo dobrze, niech poznaje drugi język. Przecież wykładałaś na uczelni, czy sobie z książeczką nie poradzisz?

Poradzę, tylko muszę zacząć z nią lekcje wcześniej niż sądziłam…

Dni wypełniały Teresie wspólne zabawy i troski z wnuczką i była z tego powodu szczęśliwa. Wreszcie życie miało znów sens.

Ostatnie dziesięć lat, od czasu kiedy Aneta wyszła za mąż po studiach, miały dla Teresy dziwny, rozmazany smak. Córka rzadko miała czas się spotkać, więc Teresa przestała już nalegać. Często z nostalgią wracała do czasów, gdy Aneta jeszcze dziewczynka po lekcjach siadała w kuchni i opowiadała jej o swoim dniu przy ulubionej herbatce ze świeżą miętą.

Anetę Teresa urodziła bardzo wcześnie sama miała ledwie dziewiętnaście lat. Po roku małżeństwo rozpadło się, a córka była jedynym śladem tamtej burzy uczuć. niedługo zachorowała matka Teresy, przez kolejne 12 lat była przykuta do łóżka, a Teresa musiała się nią opiekować i wychowywać dziecko Sygnaturą jej urody była wyrazista linia kości policzkowych i nosa coś, czego Aneta odziedziczyła w wersji piękniejszej.

Patrząc na córkę, Teresa w duchu była dumna, choć martwiła ją ostra natura Anety i jej bezkompromisowość zawsze na pierwszym miejscu były jej interesy, choćby jeżeli wszyscy musieli przez to zaciskać pasa.

Mamo, muszę mieć te buty, nie rozumiesz? Na rozmowę kwalifikacyjną nie mogę pójść w starych. Wygląd to klucz!

Teresa sięgała po oszczędności z wakacji. Morze poczeka, byle Anetę wszystko się udało.

Ślub z Karolem był kulminacją wszystkich wysiłków. Płacząc ze wzruszenia, Teresa patrzyła na piękną córkę idącą przez salę najdroższej restauracji w Krakowie. Karol nigdy nie wzbudził jej sympatii, ale uspokajała się, iż córka ma plan na życie.

Mamo, ten ślub to nie tylko uczucie, to też umowa. Taki układ jest mocniejszy niż same westchnienia.

Myślisz?

Tak!

A jaki to układ?

Że od dnia ślubu wszystko robimy wspólnie, partnersko. Na jego majątek z czasów sprzed ślubu nie liczę. Oczekuje ode mnie adekwatnie niewiele.

Co takiego?

Że urodzę mu syna. Wtedy warunki umowy się zmienią na moją korzyść.

To dziwne…

Ale skuteczne i nowoczesne, mamo. Świat się zmienia.

Byleś ty była szczęśliwa.

Po tym rozmowy się już nie powtarzały. Aneta oddaliła się w swój biznes. Problemy ze zdrowiem długo nie pozwalały jej spełnić warunku umowy. Pojawienie się Julki było więc niespodzianką.

Tyle tych nowomodnych badań! przewracała błękitnymi pieluszkami, które wybrała pewna, iż będzie chłopiec. Trzy razy, mamo! Powiedzieli, iż chłopak! A gdzie on?!

Córko, czy dziewczynka to źle?

No… nie, mamo! Po prostu to nie to, na co się nastawiałam.

Jeszcze będzie syn…

Ale coś się zacięło. Aneta biegała po lekarzach między zebraniami, bez efektu. W końcu rozkładała ręce:

Nie wiem już, co jeszcze zrobić, mamo.

Może lepiej skupić się na tym dziecku, które już masz?

Mamo!

Słuchaj, Julka ma już cztery lata, za chwilę pięć. Jest cudowna. A kto powiedział, iż ojciec powinien kochać tylko syna? Zmień może umowę

Aneta przez chwilę się zamyśliła. W słowach matki było trochę racji.

W takim razie Julka powinna być w domu.

Aneto…

Mamo, nie dyskutuj. Za dużo czasu spędza z tobą.

Ale się już do mnie przyzwyczaiła!

Nikt nie musi się odzwyczajać! Aneta przejrzała Julki rysunki. Całkiem nieźle rysuje, trzeba ją zapisać do szkoły plastycznej.

Chodzi do plastyka już rok… Teresie łamał się głos.

Mamo, nie rób tragedii. Zawsze będziesz z wnuczką. A może w ogóle do nas się wprowadzisz? Dom duży.

Nie, to zły pomysł. Ale chcę z nią spędzać tyle samo czasu, co dotychczas.

Życie i tak napisało własny scenariusz. Zaraz po ogłoszeniu, iż Julka będzie mieszkać z rodzicami, dziewczynka się rozchorowała Teresa więc przeprowadziła się do ich domu.

Mamo, tutaj są wygody, przestrzeń. Najważniejsze, iż dziecko blisko, nie musisz się martwić!

Teresa rozejrzała się po pokoju i niechętnie przytaknęła.

Tak Julka blisko

Skupiona na wnuczce, starała się nie dostrzegać napięć między córką a zięciem. Ale nie mogła przestać myśleć o małej dziewczynce, której rodzice poświęcali coraz mniej czasu.

Babciu, tu jest więcej miejsca niż u ciebie! Mogę mieć psa?

Nie wiem, skarbie. O to musisz zapytać mamy albo taty.

Dlaczego nie ciebie? Czy to nie jest też twój dom?

To dom twoich rodziców. Ja mam swoje mieszkanie, gdzie mogę pozwalać albo zabraniać. Tutaj nie.

Czyli nie możesz tu niczego zabronić?

Zależy Rozlewać mleko mogę! A pies nie.

Rozumiem!

Julka chwilę się zastanawiała, a Teresa wiedziała, iż takie zamyślenie córki prowadziło zwykle do skutecznej realizacji planów.

Pogadam z tatą! postanowiła i wyszła z pokoju.

Wieczorem weszła do gabinetu taty, nie przejmując się jego zaskoczeniem:

Tato, kochasz mnie?

Karol był zaskoczony. Spędzał z córką mało czasu, ograniczając kontakty do krótkiego: Cześć, malutka!. Teraz osłupiał.

Oczywiście! Wszyscy rodzice kochają swoje dzieci.

Nie wszyscy, tylko ty. Chcę psa!

Robota?

Zaskoczenie Julki było rozbrajające:

Żadnego robota! Chcę prawdziwego psa!

Karol podrapał się po głowie, zdjął okulary i westchnął:

Dużego?

Może być mały. Byle był fajny.

Jak wybierzesz daj znać. Będzie pies.

Aneta, gdy się o tym dowiedziała, była przeciwna. Wieczorem długo się z Karolem kłócili za zamkniętymi drzwiami, nie wiedząc, iż Julka siedzi za drzwiami, wsłuchana w każde słowo. Teresa miała podwyższone ciśnienie i także była rozżalona.

To nie zabawka! Pies to odpowiedzialność!

Jest babcia, jest pomoc domowa. Dopłaci się i będzie. Dziecko z psem będą zdrowsze, nie?

Weterynarz, wystawy, koszt

Weterynarzy w Krakowie nie brakuje. Wystawy? Weźcie kundelka, po problemie. Co chcesz ode mnie? Dziecka prawie nie widuję, mogę jej sprawić psiaka.

To nie drobiazg, to uczy, iż można wszystko dostać od razu.

A czy to źle? Moje dziecko, nie twoje. Niech będzie miała, co chce!

Potem było już jasne pies będzie. Niedługo po urodzinach Julka dostała małego szpica. Dwa miesiące później, kilka dni po urodzinach Julki, razem z babcią wróciły do mieszkania Teresy. Aneta zamknęła się w sobie codziennie rano piła kawę i wychodziła, nie rozmawiając z córką i matką.

Babciu, co z mamą?

Sama ci kiedyś powie Teresa głaskała wnuczkę i pieska.

Dlaczego znowu u ciebie, babciu? Na dwa dni?

Nie, skarbie, to raczej na długo

Kiedy Aneta z walizką weszła do pokoju Teresy, ta od razu zrozumiała, iż coś się kończy.

Pakuj się, mamo. Jedziemy. Przy okazji spakuj rzeczy Julki. Ja nie mam czasu.

Teresa chciała zapytać, co się stało, ale jedno spojrzenie córki wystarczyło.

Zrobię wszystko, dziecko… Daj mi pół godziny.

Wieczorem Aneta siadała skulona na kanapie.

Nie pytaj, mamo. Rozwodzimy się.

Teresa wstrzymała oddech. W drzwiach Julka oglądała bajkę i nic nie słyszała.

Ma inną. I syna

Aneta schowała twarz w dłoniach. Teresa podeszła, by ją przytulić, ale widząc jej gorzki śmiech, zrezygnowała.

Pół roku później Aneta przeprowadziła się do własnego mieszkania w sąsiednim bloku, odnowionego i dużego. Ich życie znów weszło w utarty tor, trudniejszy i mniej wygodny, ale już jako taki, który mogły ogarnąć.

Julka rosła, była bardzo pojętna i uparta. Wszystko miało być po jej myśli. Aneta spełniała niemal każde jej życzenie, rzadko ją ograniczając.

Nie możesz tak, Aneto mówiła Teresa.

Mamo, chcę, by umiała upominać się o swoje, wygryźć sobie miejsce na świecie. Liczy się własny interes.

Boję się o nią. Myślisz, iż zawsze wszystko będzie po jej myśli?

Oczywiście. Bo wie, czego chce.

A gdy życie przyniesie coś innego?

Mamo, ja to wiem! I nie chcę, by ona się o tym przekonała!

Teresa milczała. Argumentować nie miało już sensu. Julka wiedziała, iż matka ją popiera, a babcia zawsze kocha więc o nic nie musi się martwić.

Aneta rzadko interesowała się córką. Bywały wspólne zakupy, podczas których uczyła Julkę dobierać ubrania i makijaż.

Musisz być lepsza niż inne. Uroda to nie wszystko, za to wygląd i gust są konieczne.

Julka słuchała matki. Garderoba mamy stała się jej inspiracją.

W szkole dziewczynki zazdrościły jej kosmetyków, nie rozumiejąc, jak mama może kupować dziewczynce tak drogie rzeczy.

Dbaj o skórę i siebie, to ważne! Aneta wyrzucała tanie prezenty z kosmetyczki córki.

Teresa widziała, co się dzieje, ale już nie próbowała ingerować, choć próbowała łagodzić charakter wnuczki. Julka po maturze dostała się na ten sam wydział co matka i babcia. Zniknęła z domu, zagłębiając się w studenckie życie. Teresa o jej sprawach dowiadywała się ostatnia.

Wyjść za mąż? Za kogo?! dłoń Teresy drżała i filiżanka stłukła się na podłodze.

Władysław Nowak Julka śpiewała, wpełzając na kanapę. Ale jaki Władysław, proszę cię! Po prostu Władek.

Kim on chociaż jest?

Pracuje na uczelni! Nie u mnie! No, nie rób takich oczu…

O tym, iż Władysław jest żonaty, Teresa dowiedziała się od Anety.

Jak to? chwyciła się za głowę. I ty tak spokojnie o tym mówisz?

A dlaczego mam się niepokoić? Mam się martwić o jego żonę czy dziecko? Mamo, liczy się Julka! A ona chce tego mężczyzny.

Panie Boże, gdzie ja was wychowałam Teresa oparła się o stół.

Czego nie można?

Niszczyć rodziny!

Czy on jest jak pacynka? Sam wyszedł Mamo, pomyśl o szczęściu wnuczki!

A czy ono w ogóle będzie? Teresa dopiła wodę i rzuciła szklanką o ścianę.

Ślub był smutny. Rodzice Władysława nie przyszli, ojciec Julki przesłał tylko akt notarialny nowego mieszkania dla córki. Aneta umeblowała je, nie pytając Julki o zdanie. To jednak nie miało znaczenia.

Mamo, zobacz! Sukienka jest jak marzenie! Chcę ją!

Ta sukienka nazywa się Wróżka.

Sprzedawczyni rozkładała welon, wiedząc, kto tu decyduje.

To znak, Julka! Pamiętasz, jak marzyłaś o byciu wróżką?

Tak! Teraz będę! Moje życie będzie jak bajka!

Wszystko będzie powtórzyła Aneta, trzymając delikatną koronkę welonu.

Teresa, odstała swoje w urzędzie i wróciła do siebie.

Źle się czuję, nie chcę psuć wam święta.

Pocałowała wnuczkę i wyszła. Zerkając przez okno taxi, zobaczyła Julkę z Władkiem dziewczyna trzymała w dłoniach białego gołębia, gotowa wypuścić go w niebo. Teresa aż się wzdrygnęła: wydawało jej się, iż wnuczka jest podobna do tej spłoszonej ptaszyny, jakby pragnęła uciec z czyjegoś uścisku.

Panie Boże Teraz już nic nie mogę. Daj mi siłę, jeszcze się przyda…

Julka rozstała się z mężem przed upływem roku, zaraz po narodzinach córki. Nową wybranką Władysława była jej koleżanka z roku. Julka, w zaawansowanej ciąży, zobaczyła męża z kochanką na uczelni. Po cichu wycofała się, ale trzasnęła drzwiami tak, iż wszyscy usłyszeli.

Co się dzieje, Julka?

Trzeba odkazić salę. Karaluchy się pojawiły.

Zabrała dokumenty i zadzwoniła do ojca po pomoc.

Uciekasz z podkulonym ogonem? Aneta patrzyła na nią z wyrzutem. Próbowałaś wytłumaczyć mu wszystko?

Po co, mamo? Julka spokojnie przebierała rzeczy Małgosi, swojej córki.

Bo to twoje. Tak trzeba.

A co znaczy trzeba, mamo? Myślisz, iż jak się walczy, wszystko się układa? Nigdy nie myślałam, co czuje ta, która była przede mną. Może ona też chciała mieć rodzinę. Potem przyszłam ja, czarodziejska, i odebrałam jej wszystko. Teraz ktoś inny robi to mnie Taka jest prawda, mamo.

Bzdury gadasz! Aneta nie wytrzymywała nerwowo. Nigdy nie sądziłam, iż będziesz zachowywać się jak rozkapryszone dziecko.

Już nie jestem dzieckiem, mamo. Zbyt dorosła stałam się przez to wszystko. Wróżka mi nie wyszła Skrzydła już nie niosą.

Aneta coś jeszcze mówiła, ale Julka już jej nie słuchała. Musiała zająć się przyszłością.

Teresa pakowała ich rzeczy, ocierała łzy i zajmowała się prawnuczką.

Nie martw się, skarbie. Twoja mama jest silna. Damy radę

Aneta nie pojechała z nimi. Teresa zostawiła jej klucze do mieszkania i poprosiła, by podlała kwiaty, a potem machnęła ręką:

Nieważne. Najważniejsze, byś dbała o siebie.

Po kilku latach starą aleją w parku szła młoda kobieta. Obok niej biegała dziewczynka zadziwiająco do niej podobna.

Zobacz, mamo, co dziś robiliśmy w przedszkolu! Małgosia grzebała w plecaku i wyciągnęła różdżkę z gwiazdką z pogniecionej folii. O nie! Pogniotła się

Co to, Gosiaczku?

Różdżka! Jak u wróżki! Tylko pognieciona.

I co z tego? Julka wyprostowała gwiazdkę i machnęła różdżką. Widzisz? Działa! Więc się nie martw!

Po czym poznasz, iż działa? Małgosia otworzyła szeroko oczy. Co sobie życzyłaś?

Żeby wszystko było dobrze i żebyśmy byli zdrowi.

Nie działa Małgosia posmutniała. Przecież babcia jest w szpitalu.

A właśnie, iż nie! Już jest w domu.

Naprawdę? Małgosia aż podskoczyła.

Naprawdę. Przyjdziemy do domu i babcia cię przywita.

Daj, teraz ja! Małgosia odebrała różdżkę i szepnęła życzenie.

Co sobie zażyczyłaś?

Nie powiem!

To nie w porządku! zaśmiała się Julka, poprawiając córce loki spod czapki.

No dobra, jedno powiem. Żebyśmy zawsze byli razem Małgosia prawie szeptała, a Julka uklękła przy niej.

Mówisz o babci?

Dziewczynka kiwnęła głową.

Nie mogę ci tego obiecać. Nie jestem prawdziwą wróżką, tylko troszeczkę uśmiechnęła się smutno Julka. Nie wszystko w życiu zależy od nas. Ale możemy być razem tyle, ile się da, i kochać się, choćby gdy nas nie ma obok siebie. Przecież kiedy ty jesteś w przedszkolu, a ja w pracy, ciągle o sobie myślimy, prawda?

Małgosia przytaknęła i znów machnęła różdżką.

To ja zmienię życzenie, mogę?

Pewnie, co tylko chcesz!

Chcę, żeby babcia całkiem wyzdrowiała i żebyśmy byli razem długo, długo. Dobrze, mamo?

Julka wstała, otrzepała spódniczkę i bardzo poważnie przytaknęła.

Tak, to jest najwspanialsze życzenie na świecie! A teraz chodźmy pokazać je babci. Może też coś sobie zażyczy. Ona jest jak prawdziwa wróżka.

Naprawdę?

Oczywiście! Najlepsza na świecie!

Bo życie, choć może nie zawsze wygląda jak bajka, jest największym cudem, kiedy przeżywa się je razem, choćby jeżeli czasem trzeba posklejać pogięte gwiazdki na końcu różdżki.

Idź do oryginalnego materiału