Wojciech Gałziński – aktor filmowy, teatralny i telewizyjny, od lat związany z polską sceną artystyczną oraz produkcjami audiowizualnymi. Karierę rozwijał zarówno w kraju, jak i za granicą, kształcąc się m.in. w Lee Strasberg Actors Studio. Występował w filmach, serialach i spektaklach teatralnych. Publiczność zna go z produkcji takich jak „Każdy ma swoje lato”, „Red Yellow Pink” – austriacko-polskiej produkcji, „Na bank się uda” czy „Barwy szczęścia”. Szczególne miejsce w jego działalności zajmują także projekty biograficzne oraz monodramy, w tym poświęcony Andrzejowi Wajdzie spektakl „Miałem wielkie szczęście”, łączący aktorską interpretację z refleksją nad historią polskiego kina.
Jak zaczęła się Pana przygoda z aktorstwem?
Moja przygoda z aktorstwem zaczęła się wieki temu, kiedy byłem jeszcze na studiach. Byłem niepokorny, dlatego zmieniałem uczelnie w Krakowie i w końcu zdałem egzamin do Łodzi, za pierwszym razem w 1974 roku – i miałem wejście na Wydział Aktorski. Ale wtedy stworzyła się szansa, iż mogłem pojechać do mojej rodziny do Stanów i tam zostałem na dłużej, skończyłem też studia. Miałem inne plany – miałem krewnego, który prowadził firmę z końmi wyścigowymi i miałem choćby jeździć w kłusakach. Zostałem jednak w Ameryce, gdzie studiowałem ekonomię na Long Island Uniwersity i marketing. Skończyłem w 1978 roku, mam tytuł MBA (Master of Business Administration). Na uczelniach były też teatrzyki studenckie, kabarety. Zaczynałem od Wyższej Szkoły Rolniczej, potem była anglistyka, Akademia Ekonomiczna. Trochę narozrabiałem i mnie wyrzucano – ale nie za wyniki, tylko za tryb życia – i nie mogłem się dogadać z władzami uczelni, więc wyjechałem. Zacząłem studia w USA. Dziekan mówił, iż mam zacięcie aktorskie i żebym robił kursy. Uczyłem się też w praktyce – to zupełnie inny system niż szkoła teatralna, tam uczy się obserwacji ludzi. Poprzez konie poznałem choćby Alaina Delona na zawodach – jego koń wygrał, to była historia jak z filmu. Potem pracowałem w holenderskiej firmie marketingowej w Ameryce, która później przyszła też do Polski, czyli w latach 90. Warsztat jest potrzebny, ale jak ktoś nie ma talentu, ta szkoła nic nie da.
Źródło: archiwum prywatneJakie interesujące projekty udało się Panu zrealizować?
Wie Pani, iż jestem , ,Świętym Mikołajem’’ oranżady Helena? Od 2019 roku, co grudzień. Muszę być zawsze uśmiechnięty, a ja przecież – to serce, to cukrzyca. Ale nie myślę o chorobach, kiedy pracuję. Widzi Pani, to jest ważne. o ile senior ma zajęcie, ma jakieś hobby, to nie myśli o tym, iż cukier będę mierzył, ciśnienie, arytmię… Jaka arytmia? Przecież ja muszę zasadzić rzodkiewkę.
Z ciekawostek: był Pan radnym miasta w samorządzie. Co chciał Pan zmienić – oraz co realnie zmienił – w polskim samorządzie po powrocie do Polski?
Jak przyjechałem do Polski, byłem radnym w Krakowie w latach 1994-2002, przez dwie kadencje. Chciałem wprowadzić rzeczy, które widziałem na Zachodzie, gdzie lokalna społeczność jest niezwykle ważna. Ten system właśnie chciałem przenieść. Pisałem około 150 numerów gazety lokalnej i byłem przewodniczącym wszystkich gazet lokalnych, jakie były w dzielnicach Krakowa. Chciałem pokazywać te dobre rzeczy, a nie tylko te złe. Pisałem też m.in. o wejściu Polski do NATO, pisałem też o UE.
Jakie są Pana ulubione miejsca w Krakowie?
Kocham Nową Hutę. jeżeli jednak chodzi o sam Kraków – Kazimierz mi się podoba. Mam dom w Swoszowicach, a Swoszowice to uzdrowisko. Teatr Bagatela, „Piwnica pod Baranami’’ oraz klub Tip Top na Łobzowskiej, którego już niestety nie ma.
Źródło: archiwum prywatneCzy Pan wszędzie widzi artyzm?
Teraz są takie rzeczy jak Banksy i tak dalej. Ja, jak gdzieś jadę, to nie robię sobie zdjęć na plaży z palmą. Raczej fotografuję coś, czego inni może nie chcą pokazywać – czasem ludzi. Byłem ostatnio w Palermo, gdzie kręciłem kilka scen do francusko-włoskiego filmu. Fotografowałem też ludzi śpiących na ulicy. I powiem szczerze: mam takie zdjęcie, którego nikomu nie pokazuję. Kobieta spała przy dworcu, w zagłębieniu ściany, przykryta kołdrą. Miała piękne czarne włosy. Widać było, iż coś w jej życiu musiało się stać. Ja nie publikuję takich rzeczy – to zostaje dla mnie. Ale to daje do myślenia. Bo przecież choćby śmietniki mogą być tematem – kiedyś były brudne i obrzydliwe, teraz te plastikowe albo metalowe, zardzewiałe. A wie Pani, co zrobił burmistrz Werony? Pojechał na Akademię Sztuk Pięknych i powiedział: ,,słuchajcie studenci, dostajecie ode mnie farbę i malujcie swoje dzieła na śmietnikach’’. I ja mam je sfotografowane. Najpiękniejsze śmietniki na świecie.
Dlaczego uważa Pan, iż seniorzy powinni mieć hobby i być aktywni po przejściu na emeryturę? I jakie Pan ma hobby?
Senior jest bardzo istotną instytucją. Ja to mówię nieraz: ja żyję i robię swoje, chce mi się wstać, chce mi się iść – mam obowiązek. o ile ktoś kocha przyrodę, ogródek, malowanie – wszystko jedno – każde hobby jest dobre. Moja kochana rzeźbiarka z ASP prowadzi kurs choćby dla takich, co malują. Jak ci ludzie malują – to się w głowie nie mieści. Ale cieszą się z każdego spotkania, bo jeszcze oprócz tego ktoś upiekł ciasto, wypili kawę i poplotkowali sobie. Chodzenie, kijki – to polecam. Chodzę wokół Błoń, spaceruję tak choćby cztery godziny. Lubię też śpiewać, mam gitarę.
Źródło: archiwum prywatneJaka jest mało znana ciekawostka na Pana temat?
Jestem spod znaku Raka. Może to tłumaczy moją wrażliwość – dużą, czasem aż zbyt dużą. Mam też otwarte serce i jestem strasznie czuły na biedę, na ludzi, którzy mają problemy niewynikające nie z ich winy i na takie rzeczy jak głód czy inne. Mam też taka naturę, iż lubię ludzi i najpierw widzę w nich dobro, a potem dopiero zło.
Gdyby mógł Pan zmienić jedną jedyną rzecz na świecie, co by to było?
Chciałbym, żeby nikt nie był głodny. Czy Pani wie, ilu ludzi na świecie jest głodnych? Ogrom. Moim marzeniem jest, żeby przede wszystkim żadne dziecko nie było głodne. Uważam, iż obowiązkowo w Polsce powinny być darmowe, ciepłe obiady dla wszystkich dzieci w szkołach – i żeby były finansowane przez państwo. Dla wszystkich, bez wyjątku. Bo wtedy nikt nie czuje się gorszy. A jeżeli ktoś nie chce, to nie zje – ale jedzenie będzie.
Czy uważa Pan, iż emeryci w Polsce są w tej chwili zaniedbywani?
Musimy zadbać o to, żeby rencista, emeryt czy senior miał godne warunki. Żeby emerytura była coraz większa, żeby nie był biednym emerytem, tylko żeby mógł kupić bilet do teatru. Nie mówię, iż ma chodzić codziennie, ale żeby nie musiał myśleć: „nie mogę dziś kupić chleba”. Czy Pani wie, iż za jakieś 10 lat seniorzy będą największą grupą społeczną w Polsce? Więc chodzi o to, żeby emeryt mógł kupić wiaderko, wąż ogrodowy, żeby mógł normalnie żyć, jeżeli ma ogródek – i to wszystko.
Źródło: archiwum prywatneDlaczego uważa Pan, iż seniorzy powinni mieć hobby i pozostawać aktywni po przejściu na emeryturę?
Ja to mówię nieraz: ja żyję i robię swoje, chce mi się wstać, chce mi się iść – mam obowiązek. o ile ktoś kocha przyrodę, ogródek, malowanie – wszystko jedno – każde hobby jest dobre. Senior jest bardzo istotną instytucją. Jeden pójdzie w ogórki, drugi w rzodkiewkę, jeszcze inny w spacery. Moja kochana rzeźbiarka z ASP – ona prowadzi kurs choćby dla takich, co malują. Pani redaktor, gdyby Pani wiedziała, jak ci ludzie malują – to się w głowie nie mieści. A jak oni się cieszą z każdego spotkania, bo jeszcze oprócz tego ktoś upiekł ciasto, wypili kawę, poplotkowali. A tak to co robić, w 4 ścianach. Senior jest bardzo istotną instytucją.
Dlaczego warto przypominać dziś postać Andrzeja Wajdy i dlaczego takie wydarzenia są ważne dla seniorów?
Jest Rok Wajdy. Senior nie musi wysupływać tych 30 czy 50 złotych na bilet, żeby zobaczyć spektakl – a często nie ma z czego. A tak to przyjdzie, bo zapłaci gmina, miasto czy Wydział Kultury. O to chodzi. Gramy monodram. Seniorzy bardzo się z tego ucieszą – i taka była myśl. W zeszłym roku prezentowaliśmy monodram „Miałem wielkie szczęście” w Paryżu. Większość publiczności stanowili seniorzy reprezentujący Polonię francuską – osoby, które znały mistrza Andrzeja Wajdę z czasu, gdy w 1982 roku kręcił we Francji film „Danton”. To było dla nas szczególne spotkanie z ludźmi, którzy mieli własne wspomnienia związane z jego twórczością i obecnością we Francji.Jak im przypomnimy Wajdę, to ktoś powie: „Ja byłem wtedy młody”, „Pamiętam „Panny z Wilka””. Widzimy aktorów, którzy byli młodzi, a dziś są starsi. Senior nie musi „umierać przy telewizorze”. Zapraszamy go na spektakl, żeby przypomniał sobie młode czasy i filmy Andrzeja Wajdy. To jest ważne, bo ludzie, którzy pamiętają, mówią: „O, to ten, co gra Wajdę”. To jest bardzo ważne.
Najbliższa okazja już 9 października o godz. 18.30 w Centrum Kultury w Wieliczce, gdzie zagramy ten spektakl. Wydarzenie jest finansowane przez Wydział Kultury UM Wieliczka, a wstęp jest wolny. Serdecznie zapraszam – seniorów również, a choćby przede wszystkim!

Przeczytaj także: Mariusz Kalaga: Nie rezygnujcie z młodości!
Miss Kultury 60+: emocje, talenty i wielka energia na finałowej Gali!








