Wnuczka
Od samego początku swojego życia Ola nie była potrzebna swojej matce, Żanecie. Żaneta traktowała córkę jak kolejny mebel w mieszkaniu była, ale równie dobrze mogło jej nie być.
Żaneta wiecznie kłóciła się z ojcem Oli, a kiedy on odszedł do swojej żony, zupełnie straciła panowanie nad sobą.
Odszedł, tak? Czyli wcale nie miał zamiaru porzucać tej swojej sprzątaczki! Nerwy mi tylko strzępił! Kłamał wrzeszczała w słuchawkę a teraz zostawił mnie z tym bachorem? Wywalę ją przez okno albo zostawię na dworcu z bezdomnymi!
Ola zatkała uszy i popłakała się cicho. Nielitościwość własnej matki chłonęła jak gąbka.
Mam gdzieś, co zrobisz ze swoją córką. I tak nie jestem pewien, czy to moje dziecko. Żegnaj! odpowiedział jej w słuchawce Rafał, ojciec dziewczynki.
Jak oszalała, Żaneta spakowała ubranka Oli do torby, wrzuciła tam dokumenty, chwyciła pięcioletnią córkę i kazała sobie zamówić taksówkę.
„Wszyscy zobaczą, na co mnie stać! Jeszcze wam pokażę!” powtarzało się jej w myślach. Wysokim, wyniosłym głosem podała taksówkarzowi adres.
Chciała zostawić Olę matce Rafała. Pani Nina mieszkała pod Warszawą.
Taksówkarzowi nie podobała się wyniosła dziewczyna, która odpowiadała szorstko, gdy wystraszona Ola próbowała coś zapytać.
Mamusiu, muszę do toalety Ola wciągnęła głowę w ramiona, nie licząc na nic dobrego.
I, rzeczywiście. Gdy tylko Żaneta usłyszała prośbę córki, warknęła tak, iż aż taksówkarz zacisnął pięści, żeby jej nie przyłożyć.
On sam miał wnuczkę w podobnym wieku synowa dmuchała i chuchała na małą, a nie podnosiła głosu!
Wytrzymaj! U babci na wsi pójdziesz!
Żaneta odwróciła się od dziecka, rozdrażniona.
Proszę pani, spokojniej. Bo zaraz panią wysadzę, a dziewczynkę odprowadzę do opieki społecznej.
Słucham? Lepiej się nie odzywaj. Jeszcze na ciebie doniosę, iż dziwnie patrzysz na moje dziecko i składasz mi nieprzyzwoite propozycje! Kto mi uwierzy jakiś taksówkarz czy zapłakana matka? To moja córka, wychowuję jak chcę. Więc zamknij się i nie wtrącaj!
Mężczyzna poczuł złość, ale wiedział, iż z taką osobą nie ma co zaczynać. Szkoda mu jednak było dziewczynki.
Po półtorej godziny jazdy dotarli na miejsce.
Poczekaj tu! gwałtownie wrócę! rzuciła Żaneta i już usłyszała, jak taksówka gwałtownie rusza spod domu.
Dasz radę na piechotę, zmijo! krzyknął za sobą taksówkarz.
Skończony drań! syknęła pod nosem, chwyciła córkę za rękę i szybkim krokiem weszła do ogródka, trzaskając furtką.
Proszę, oto wasze „szczęście”, róbcie z nią, co chcecie. Wasz syn sam się zgodził. Mnie ona potrzebna nie jest! obszczekała Żaneta swoim zachrypniętym od papierosów głosem, odwróciła się na pięcie i wybiegła.
Nina ze zdumieniem patrzyła za uciekającą synową.
Mamo! Nie zostawiaj mnie! dziewczynka rozpłakała się rozpaczliwie, rozmazując łzy brudnymi rączkami po twarzy.
Pobiegła za matką, która już była na ulicy.
Spadaj ode mnie! Idź do babki! To z nią masz teraz żyć! wykrzykiwała Żaneta, usiłując odczepić małe rączki od swojej spódnicy.
Ciekawscy sąsiedzi wyglądali przez płoty. Nina złapała się za serce i dogoniła, jak mogła, zapłakaną wnuczkę.
Chodź, kochanie, chodź moja jagódko łzy ciekły po jej pooranej zmarszczkami twarzy. Przecież choćby nie wiedziała o istnieniu dziewczynki!
Rafał nie uznał za stosowne poinformować o dziecku z romansu.
Ja cię nie skrzywdzę, nie bój się. Chcesz, to zaraz zrobię racuszki? Mam choćby śmietanę mówiła ciepło, prowadząc Olę do domu.
Przy furtce Nina odwróciła się i zobaczyła, jak Żaneta łapie okazję i odjeżdża, zostawiając przy domu tylko tumany kurzu.
Więcej już o niej nie słyszeli. A wnuczkę Nina przyjęła jak dar od Boga natychmiast uznała ją za swoją. Bo taka podobna do małego Rafała! Syn rzadko odwiedzał ją na wsi, więc wszelką czułość przelała na Olę.
Wychowam cię, Oleńko. Na własnych nogach postawię, zrobię wszystko co w mojej mocy.
I tak ją wychowywała w miłości i trosce. Odprowadzała do pierwszej klasy. Czas leciał jak szalony.
Już jedenasta klasa, lada dzień studniówka. Ola wyrosła na piękną, wrażliwą i mądrą dziewczynę. Marzyła o medycynie, choć póki co dostała się tylko do szkoły pomaturalnej.
Szkoda, iż tata nie chce mnie uznać westchnęła Ola, obejmując Ninę na werandzie. Po wieczorach lubiły siedzieć na schodach i patrzeć na zachód słońca.
Drżącą ręką Nina głaskała jedwabiste włosy wnuczki. Co miała odpowiedzieć? Jej syn Rafał nie zamierzał brać udziału w wychowaniu córki. Odnowił relacje z pierwszą żoną, ich wspólny syn był oczkiem w głowie, Oli natomiast nie znosił. Podczas wizyt poniżał ją, wytykając biedę.
Sam jesteś biedak! nie wytrzymała kiedyś Nina odwiedzasz mnie tylko na dzień emerytury po pieniądze, choć z żoną dobrze zarabiacie. Synku, zejdź mi z oczu i więcej nie przyjeżdżaj. Lepiej wcale się nie widywać niż tak!
To tak, mama? Dobrze! Nie licz, iż choćby na pogrzebie się zjawię! warknął Rafał, i zawoławszy syna Wiktora, który pod domem prześladował Olę, odjechał wściekły. Od tamtej pory rzeczywiście się nie pokazywał.
Bóg go osądzi, Oleńko westchnęła Nina chodź, wypijemy herbatę na dobranoc. Jutro odbierasz świadectwo!
Lato minęło szybko. Pochłonięte było pracą w ogródku oraz przygotowaniami do wyjazdu do miasta na naukę.
Nie damy sobie rady sami, poproszę sąsiada Jurka, odwiezie nas do akademika Nina także śpieszyła do miasta, czuła, iż czas rozstrzygnąć pewną sprawę póki czuje się w miarę dobrze.
Pod akademikiem długo się żegnały.
Jesteś moim największym szczęściem. Ucz się dobrze, bo w życiu możesz liczyć tylko na siebie. Starę już jestem, nie wiem ile mi jeszcze zostało…
Ola przełknęła łzy.
Babulko, co ty mówisz? Jesteś kobietą w sile wieku, nie żadna staruszka!
Nina uśmiechnęła się, przytuliła wnuczkę, pożegnała i pojechała z Jurkiem do kancelarii notarialnej. Sprawę załatwiła i spokojna wróciła na wieś.
Ola odwiedzała babcię w każde wolne. Martwiła się o jej zdrowie, dużo się uczyła i marzyła, iż z wyróżnieniem ukończy szkołę pomaturalną i pójdzie na studia medyczne. Była pewna, iż swoimi umiejętnościami przedłuży babci życie.
Później wizyty były coraz rzadsze Ola zakochała się w koledze z roku, Szymonie. Był sympatyczny, dobrze się uczył i też planował studia.
Nina cieszyła się szczęściem wnuczki. Po szkole pomaturalnej, którą Ola ukończyła z czerwonym paskiem, młodzi wzięli ślub. Mieli po dwadzieścia lat.
Na skromnym obiedzie weselnym, w taniej restauracji, ze strony Oli była tylko babcia.
Babciu, dla mnie jesteś nie tylko najukochańszą babcią, ale też mamą i tatą naraz. Wszystkie te lata dawałaś mi całe ciepło serca i miłość. Opiekowałaś się mną, martwiłaś i wychowywałaś mnie, karmiłaś, ubierałaś… głos Oli załamał się, oczy zaszkliły się łzami Dzięki tobie mam dom. Prawdziwy, ciepły dom. Kocham cię. Dziękuję za wszystko!
Ola uklękła i przytuliła się do babci. Goście wzruszyli się, niektórzy płakali razem z panną młodą.
Wstań, Oleńko, już nie przesadzaj szeptała Nina, zmieszana, choć przepełniała ją duma.
A dlaczego? głośno powiedział Szymon, sadzając Ninę obok siebie teraz pani jest głową naszej dużej rodziny! Witamy serdecznie! objął wszystkich swoją rodzinę.
Przez cały wieczór wznoszono toasty za szczęście młodych i zdrowie Niny, która wychowała tak wspaniałą wnuczkę.
Wkrótce Nina położyła się do łóżka, jakby już spełniła swój obowiązek. Ola i Szymon na zmianę dojeżdżali do niej z miasta, opiekując się oraz studiując.
Pewnego razu, Nina mocno ścisnęła wnuczkę za rękę i powiedziała:
Jak mnie zabraknie, Rafał z żoną rzucą się na dom. Nie daj im się! Zapisałam cały majątek na ciebie, wszystko u notariusza, potwierdzone według prawa.
Babciu…
Nie mów już więcej. Oprócz mnie nie miałaś bliskich, chciałam byś miała swój kąt. Sprzedacie dom z Szymonem, kupcie sobie mieszkanie w mieście.
Ola popłakała się, nie umiała mówić łzy dławiły w gardle.
Po tej rozmowie, dzięki troskliwej opiece Nina pożyła jeszcze półtora roku, po czym zmarła spokojnie we śnie.
Jak przewidywała, po czterdziestu dniach przyjechał z Warszawy ojciec z rodziną.
Wynosić się! powiedział Rafał dopóki mama żyła, mogłaś tu mieszkać. Teraz się wynoś!
Ola patrzyła na niego zaskoczona na jego pogardliwą twarz, na żonę ojca i nieznanego sobie brata, który z gumą w ustach już oglądał babciny dom i myślał, jak przekonać rodziców, by go sprzedali i kupili mu auto.
W tym momencie do domu wrócił Szymon.
Kto to? Już sobie kochanków sprowadzasz? wrzasnął Rafał.
Szymon spokojnie minął go, położył siatkę na stole i rzekł:
Jestem mężem Oli. A kim pan jest? Nie przypominam sobie, żebyśmy się kiedykolwiek poznali.
Rafał poczerwieniał.
Wynocha! Oboje! wrzeszczał, pokazując na drzwi.
Przepraszam, ale trochę szacunku! Po drugie, Ola jest prawną właścicielką, pokazać panu akt darowizny? Szymon patrzył z ironią.
Jaki akt? niemal się jąkał Rafał.
Rafał, ta żmija omotała twoją matkę! Trzeba iść do sądu! podpuściła go druga żona.
Udowodnię, iż nie jesteś moją córką i nie wnuczką Niny! krzyczał Rafał.
Szykuj się do wyprowadzki, nędzarko. Zrobimy wszystko, żeby się ciebie tu pozbyć dodał zły brat.
Oni wyszli, zostawiając po sobie pustkę. Ola osunęła się na podłogę i załkała. Za co oni tak ją traktują? Ojciec nigdy choćby cukierka jej nie kupił, a teraz chce ją jeszcze z domu wyrzucić.
Przecież mają gdzie mieszkać, żyje im się dobrze! Szymon, to jedyne co mi zostało po babci! powiedziała przez łzy.
Szymon podniósł ją i przytulił.
Dam jutro ogłoszenie o sprzedaży domu. Lepiej się go pozbądźmy, zanim cię wykończą. Będziemy żyć, jak chciała Nina sprzedać dom i przeprowadzić się do miasta.
Tak ale nie sądziłam, iż tak gwałtownie będę musiała sprzedać dom dzieciństwa.
Dom gwałtownie się sprzedał. Znalazło się zamożne małżeństwo, które samo zgodziło się na cenę bez targowania.
Posiadłość była ogromna, pełna drzew owocowych, z piękną altaną wśród winorośli, z dala od drogi i w oknach widok na las. Solidny, murowany dom zachwycił nowych właścicieli.
Ola i Szymon kupili przytulne mieszkanie bliżej centrum miasta, gdzie spodziewali się niedługo dziecka, tak bardzo wyczekiwanego i kochanego.
Zasypiając, Ola w myślach dziękowała babci: „dziękuję ci, kochana, dałaś mi życie”












