Wizyta u cioci, żona ze łzami w oczach Robert obudził się na dźwięk dzwonka do drzwi. Po drugiej st…

twojacena.pl 1 dzień temu

Dawno temu, w jednym z krakowskich bloków, wydarzyła się pewna historia, którą wspominam z uśmiechem do dziś. Było już późno w noc, gdy nagle rozległ się dźwięk domofonu. Za oknem wiatr szarpał firanki, a ja z żoną, Urszulą, przewracałem się niespokojnie w łóżku. Położyłem jej dłoń na ramieniu i szepnąłem:
Śpij spokojnie, kochanie, ja już otworzę.

Podszedłem do drzwi, po cichu pytając:
Kto tam, proszę pana, o takiej godzinie?

Gdy otworzyłem drzwi, zobaczyłem na progu moją ciotkę Halinę z wielką, wypchaną torbą. Za nią dreptał jej mąż, wujek Janusz.

Mój kochany siostrzeniec! wykrzyknęła ciotka Halina. Cieszysz się, iż mnie widzisz? Dawaj no, przytul ciotkę! Złapała mnie za ramię z takim impetem, iż o mało mnie nie udusiła.

„Wspominałem z nostalgią te ciche wieczory” pomyślałem sobie, niosąc bagaże cioci do przedpokoju.

Reszta nocy upłynęła w prawdziwym zamieszaniu. Ciotka narzekała, iż kanapa jest niewygodna i nie zamierza na niej spać, a potem poradziła, iż może to ja powinienem zorganizować jej miejsce do spania.

Urszula przez cały czas była zaskoczona. Minęło zaledwie kilkadziesiąt minut od przyjazdu gości, a nasze mieszkanie już wyglądało, jakby przeszedł przez nie huragan. W końcu udało się wszystkich położyć spać ciotka z wujkiem zajęli nasze łóżko, a my z Urszulą wylądowaliśmy na rozchybotanej kanapie.

Ile, myślisz, tu posiedzą? szepnęła mi rano Urszula, podając mi śniadanie.
Sam nie wiem, zapytam po powrocie z pracy.

Urszula ze zniecierpliwieniem słuchała chrapania dobiegającego z naszej sypialni, potem poprosiła:
Robert, boję się ich. Wrócisz dzisiaj szybciej?
Postaram się odpowiedziałem i wyszedłem.

Po powrocie w domu czekał na mnie stół suto zastawiony. Z kuchni dobiegło donośne:
Wchodź, siostrzeńcze, świętujemy spotkanie rodziny! wołała ciotka Halina.

Urszula szepnęła mi:
Dobrze, iż już wróciłeś…

Zasiedliśmy wszyscy wspólnie do stołu.
Halinko, długo jeszcze u nas zostaniecie? zapytałem z nieśmiałością.
Już nas wyrzucasz? Słyszysz, Janusz? Chyba nie jesteśmy tutaj mile widziani… mruknęła ciotka do wujka.

Ależ bzdura, ciociu! Możecie zostać tyle, ile chcecie! próbowałem zapanować nad sytuacją.
Robert, nie mamy już gdzie wracać. Sprzedaliśmy mieszkanie na Wadowickiej. Tylko wy nam zostaliście, nie wygoniłbyś swojej ciotki na bruk, prawda? Jeszcze trochę wytrzymacie! teatralnie otarła łzę z policzka.

Opadła mi szczęka, a Urszula rozpłakała się i wybiegła z pokoju. W pokoju zapadła niezręczna cisza. Wujek Janusz spokojnie przeżuwał sałatkę z talerza.

Co się tak gapisz? obruszyła się Halina do męża. Pożytek z ciebie żaden, tylko jesz i jesz. Powiedz coś chociaż raz.
Oczywiście, kochanie, masz rację mruknął Janusz cicho.

Fajtłapa fuknęła ciotka. Wszystkim muszę się zajmować sama. Robert, szczęśliwy jesteś w tym swoim małżeństwie?
Chcecie tu mieszkać, zostańcie. odparłem, słysząc już płacz żony za drzwiami.

Zabrałem się do jedzenia, choć smaków żadnych już nie czułem. Moi krewni wciąż pałaszowali z takim zapałem, jakby od dawna nie mieli w ustach obiadu.

Gdy ciotka zjadła już wszystko do końca, opadła na oparcie i stwierdziła:
Jestem najedzona. Robert, żartowałam. Przyjechaliśmy tylko na badania do szpitala, za trzy dni wrócimy do siebie. Naprawdę jesteś dobrym siostrzeńcem widać, iż dbasz o rodzinę. Po mojej śmierci dostaniesz mój lokal, nie mamy przecież dzieci.

Odetchnąłem z wielką ulgą i zażartowałem:
Niech ciocia żyje sto lat! W te dni, gdy odwiedzali nas wujostwo, Urszula była jak dziewczynka wciąż płacząca. Nic nie pasowało ciotce: zupa nie taka, kotlety jak podeszwy, pranie źle wyprane, a podłoga źle zmyta.

Podczas pożegnania ciotka szepnęła mi do ucha:
Jakżeś się ożenił z taką płaczką? Może ona w ciąży, iż tyle łez wylewa?

Gdy drzwi zamknęły się za rodziną, Urszula zaczęła tańczyć z zachwytu na środku pokoju:
Może już nigdy tu nie wrócą? zapytała z nadzieją w głosie.
Nic nie powiem, cioci chyba się tu podobało!
Mam dość! jęknęła.

Nagle znów zadzwonił dzwonek.

Znowu oni? podskoczyłem, a potem się roześmiałem. Ah, to tylko budzik! uśmiechnąłem się, bo czekał nas nowy, lepszy dzień.

Idź do oryginalnego materiału