Paulina Smaszcz (52 l.) odwiedziła Kubę Wojewódzkiego (61 l.). Nie była to wizyta w jego domu (nic nam w każdym razie o tym nie wiadomo), tylko można by rzec publiczna, bo z udziałem sporej widowni – w telewizyjnym show w TVN. Była żona Macieja Kurzajewskiego (52 l.) i najbardziej znany polski showman bezwstydnie ze sobą flirtowali na oczach widzów w studiu i przed telewizorami. Były komplementy, było uwodzenie, chciałoby się rzec: gra wstępna. Prezenter złożył choćby deklarację, iż w tej chwili jest singlem, co mogło zabrzmieć wręcz jak obietnica. Paulina też nie sprawiała wrażenia, iż jest zajęta znajomością z jakimś panem. Gdyby nie fakt, iż wszystko działo się w programie rozrywkowym, a te rządzą się przecież swoimi szczególnymi prawami, można by sądzić, iż oto na naszych oczach rodzi się nowy wiosenny romans. Ale nie dajcie się zwieść szołmeńskim sztuczkom – to wszystko jedynie na potrzeby rozrywki w telewizji. Koniec miłości i małżeństwa był dla Smaszcz w jakimś sensie ożywczy, bo wróciła popularność, posypały się zaproszenia do wywiadów i udziału w warszawskich imprezach. Była prezenterka TVP znów stała się łakomym kąskiem dla kolorowej prasy.
Nie inaczej było jakiś czas temu w przypadku porzuconego przez Katarzynę Cichopek (42 l.) Marcina Hakiela (41 l.). A teraz Macieja Peli (35 l.) – wciąż jeszcze formalnie mąż, ale de facto już były Agnieszki Kaczorowskiej (32 l.) nabiera właśnie silnego wiatru w żagle. Gdy o rozpadzie ich związku zaczęło być głośno, on też zacząć przebierać w zaproszeniach do wywiadów. Po paru zwierzeniach przed kamerami przyszła kolej na poważniejsze propozycje: tancerz pojawił się właśnie na nagraniu kolejnego odcinka tanecznego show „You Can Dance”. Na razie zasiadł na widowni, ale TVN wyraźnie testuje jego popularność, sonduje, jakie komentarze pojawiają się na temat Peli w sieci i czy jest materiałem na gwiazdę jakiegoś programu.
W szołbiznesie nic nie dzieje się przez przypadek. I to dlatego na widowni tego samego tanecznego show zasiadła ostatnio także Joanna Koroniewska (46 l.). Aktorka pojawi się niedługo na małym ekranie jako prowadząca program „Zróbmy sobie dom”. Dziewięć par będzie w nim walczyć o własne lokum, ale wcześniej będą musiały je wyremontować. Biorąc pod uwagę niebotyczne ceny nieruchomości w Polsce, to może być najtańszy sposób, by zapewnić sobie dach nad głową. Magdalena Ogórek (46 l.) również dba o to, by nie zniknąć z portali plotkarskich. W ramach pielęgnowania wizerunku umówiła się więc na sesję fotograficzną z jedną z najpopularniejszych agencji fotograficznych w kraju. jeżeli zobaczą państwo prawicową celebrytkę wychodzącą z bukietem tulipanów z kwiaciarni, to wiadomo już, iż nie są to zdjęcia zrobione przypadkowo. To rezultat klasycznej ustawki, kiedy fotografie mają wyglądać na niepozowane, jakby podejrzane mimo woli przez paparazzo, a są tak naprawdę pieczołowicie i szczegółowo dopracowane. Każdy detal stroju – błękitny płaszczyk, markowa torebka i niebotycznie wysokie szpilki, w których na pewno nie biega się wygodnie po mieście – to wszystko zostało wcześniej dokładnie przemyślane.
Zdaje się, iż zupełnie inaczej było u sporej części gości premiery w Teatrze Dramatycznym. Większość przyszła tak, jakby chciała zrobić wszystko, żeby ubrać się niedbale czy wręcz niechlujnie. I może nie wytykalibyśmy widzom „Aniołów w Warszawie” strojów niezbyt dobrze dobranych do okazji, ale przez media przetoczyła się ostatnio debata właśnie o tym, jak ubierać się do teatru. Dwie aktorki publicznie wyrażały całkowicie odmienne opinie. Anna Mucha (44 l.) jest zdania, iż to nie szata zdobi w teatrze człowieka i najważniejsza jest po prostu obecność w przybytku sztuki, chęć udziału w wydarzeniu kulturalnym. Do wywiadu na ten temat Mucha stawiła się więc w spodniach dresowych i podkoszulku z hasłem „Teatr czy ciuch”, gdzie to drugie słowo zostało przekreślone. Z kolei Marta Żmuda-Trzebiatowska (40 l.) przekonywała, iż staranny dobór odzieży jest wyrazem szacunku dla aktorów, twórców i szerzej: dla sztuki. Zdecydowanie widownia na premierze w Dramatycznym mogłaby sobie w mediach społecznościowych wpisać #teamAnia. Może chodziło o to, iż trzeba jakoś wytrwać na teatralnym krześle przez cztery godziny, bo tyle trwa spektakl. A może, by przenieść się stylistyką stroju do lat 80. ubiegłego wieku, kiedy wszystko – od marynarek po spodnie – było za duże i bez specjalnego kształtu. jeżeli tak, to się udało.
Staranne stroje rzucały się z kolei w oczy podczas warszawskiego wydarzenia zatytułowanego „Armani in the Spotlight”, co znaczy po prostu: „Armani w centrum uwagi”. To impreza promująca kosmetyki do makijażu znanej marki, która tym razem przekonuje kobiety, iż dzięki nowemu tuszowi do rzęs czy innym produktom poczują się wreszcie jak gwiazdy. Oczywiście nie ma w tym ani odrobiny prawdy, ale dajmy się czasem uwieść marketingowym sztuczkom, jeżeli mają nam gwałtownie i bezboleśnie poprawić humor. Nad wizerunkiem celebrytek, które pojawiły się na imprezie, na pewno pracował wcześniej cały sztab ludzi: od stylistów, poprzez fryzjerów, aż po makijażystów. Do zdjęć na ściance pozowała dawno niewidziana Osi Ugonoh (30 l.). Modelka, była uczestniczka telewizyjnego show „Top Model”, wyglądała fantastycznie w nowej fryzurze pełnej naturalnych loków. Biała marynarka w drobne prążki i białe spodnie podkreśliły wiosenny styl. Ten kolor jest modny już od kilku sezonów i kobiety wciąż go kochają – podkreśla wiele typów urody i zawsze dodaje efektownej nonszalancji. Wie o tym także doskonale stylistka, ekspertka od makijażu Magdalena Pieczonka (40 l.), która również zdecydowała się na garnitur w odcieniu złamanej perłowej bieli. Nie mogło być lepiej. I może to jest właśnie najlepsza opcja na tę wiosnę, która wciąż się do nas tylko skrada, ale w końcu przecież przyjdzie. Zafundować sobie romans z jakimś białym ciuchem, który gwałtownie sprawi, iż będziemy wyglądać i czuć się jak gwiazdy. choćby z nieumalowanymi rzęsami.