Pamiętam, jakby to było wczoraj, choć minęło już tyle lat To była późna zimowa noc, kiedy Stanisław jechał swoim ciężarowym samochodem przez jedną z licznych wiosek na Mazowszu. W kabinie unosił się zapach świeżych pierogów z kartoflami, które przygotowała mu na drogę mama, bo choć była to niedziela i wszyscy szykowali się do świętowania Trzech Króli, Stanisław musiał jeszcze dostarczyć towar do miasta.
Droga była pusta, a światła jego ciężarówki rozświetlały śnieżne pobocza. Wtedy właśnie, przy przystanku autobusowym, dostrzegł młodą dziewczynę, która z wyraźną nadzieją wystawiała rękę, by zatrzymać przelotowe auto. Zahamował natychmiast. Dziewczyna wyglądała na zmęczoną i zmarzniętą.
Podwiezie mnie pan? spytała cicho.
Oczywiście, wsiadaj. Tu obrazek jak z bajki nikogo, późno, samochodów nie widać. Długo już czekasz?
Długo wyszeptała, a po chwili łzy pociekły jej po policzkach.
Stanisław spojrzał na nią z troską.
Coś się stało? zapytał spokojnie.
Dziewczyna otarła oczy i zaczęła opowiadać z przerwami na ciche szlochy:
Mam na imię Dobrosława. Dzisiaj, w Trzech Króli, zaprosiła mnie koleżanka do swojego domu pod Warszawą świętować. Miała być biesiada, barszcz z uszkami, śmiechy przy stole. Ucieszyłam się, bo tuż przed Bożym Narodzeniem rozstałam się z chłopakiem. Agnieszka chciała, żebym nie siedziała sama.
Wsiadłam do autobusu do Bronisz, wysiadłam przy sklepie, dzwonię do niej mówi, żebym chwilkę poczekała. Mijam przystanek, patrzę na znak, a tam napisane Milanówek. Okazało się, iż w pośpiechu wsiadłam nie w ten autobus co trzeba. Bronisze były zupełnie gdzie indziej.
Już miałam biec za odjeżdżającym autobusem, ale było za późno. Stałam, potem chodziłam wkoło, aż zrozumiałam, iż to był ostatni kurs. Po drodze nie przejeżdżał nikt; zdecydowałam, iż będę łapać okazję choćby do świtu.
Siedzę tak i stoję od trzech godzin. Gdyby nie pan, nie wiem, co by się stało. Bardzo dziękuję
Przejdźmy może na ty uśmiechnął się Stanisław ciepło.
Dobrosława skinęła głową, lekko się uśmiechając.
Stanisławowi Dobrosława bardzo się spodobała. Skromna, miła, prawdziwa polska dziewczyna. Żadnych grymasów, żadnego wywyższania się.
Zatrzymał auto przy poboczu.
Rozgrzałaś się już trochę? To czas coś zjeść, mama upiekła pyszne pierogi z ziemniakami.
Podzielili się jedzeniem. Dobrosława miała w torebce wędlinę, trochę sera i gorzką czekoladę. Po wspólnej kolacji przygotowali się do snu; Dobrosława na górnej kojce, Stanisław na siedzeniach.
Ledwo zdążyli się położyć, Dobrosława zapytała:
Staśku, a ty żonaty jesteś?
Nie odparł.
Dlaczego?
Bo dopiero dziś poznałem dziewczynę, która mi się bardzo spodobała, ale jeszcze jej o tym nie powiedziałem.
Rozumiem.
Dobrze, śpijmy. Muszę rano ruszyć z ładunkiem.
Droga mijała wesoło, Dobrosława śmiała się, iż nigdy w życiu nie przeżyła podobnej przygody. I cieszyła się, iż wszystko tak się ułożyło.
Stanisław czuł, iż los postawił na jego drodze wyjątkową osobę.
Gdy wracali do Warszawy, poprosił Dobrosławę o numer telefonu.
A co z tą dziewczyną, co ci się spodobała?
O tobie mówiłem roześmiał się Staś. Bardzo mi się spodobałaś i chciałbym cię lepiej poznać, jeżeli nie masz nic przeciwko.
Nic a nic, ty też mi się spodobałeś. Zachowałeś się jak prawdziwy mężczyzna nie zostawiłeś mnie w biedzie, byłeś uprzejmy i serdeczny.
Stanisław i Dobrosława pobrali się w kwietniu. Los potrafi pisać niezwykłe scenariusze… Po tylu latach przez cały czas uśmiecham się na wspomnienie tej podróży zimową nocą.











