Siedziałam naprzeciw niego w warszawskiej restauracji z górnej półki, gdzie kelnerzy suną bezszelestnie, a na kartach dań nie ma złotówek, bo jeżeli pytasz o ceny, to najwyraźniej nie powinnaś tu być. On zamówił butelkę burgunda za kilka tysięcy złotych, nie patrząc na rocznik ani nazwę, tylko skinął sommelierowi pewnie, jak ktoś, kto nigdy nie liczy. […]