Fen
Lekko i chmurnie stąpam po ścieżce z rąk moich sług.
Przekraczam wysokie, postrzępione granie.
zamarłe turnie i niestabilne piargi.
Nikt nie wie, iż nadchodzę. Jestem niezauważalna.
To dobrze, taką chciałam być.
Uroda mnie zmęczyła.
Teraz jestem wolna.
Mogę wszystko.
Unoszę się, lecę i wiem, iż zaraz,
za chwilę odzyskam to, co mi odebrano.
Lekka półprzezroczystość nabrzmiewających
piersi jest piękna. Ale… tylko na razie.
Kiedy nabiorą ciepła i mocy,
zmaterializują się w cumulonimbus capillatus.
Mogę wszystko.
Uroda mnie zmęczyła.
Teraz jestem wolna.
I wtedy. Wtedy; w błyskach-rozbłyskach
ogarniającego mnie szału władza
i przynależny jej strach na zawsze
będą moje.
Nie dotarłam do celu.
Wiatr katabatyczny − ten mój wróg? przyjaciel?
ściągając w dół − przedwcześnie
podciął skrzydła, albo… uroda
mnie zmęczyła?
Statystyki: autor: Lucile — 25 kwie 2026, 14:08










