Lubiłem dachowaną przyczepność taryfiarza z otuliny Kampinosu.
Żona z salonu, miała dobrą rękę do cieniowania moich włosów i zaplatania cebuli.
Kiedyś, gdy zabrakło nam płynu do wycieraczek od wewnątrz
i ruszył z ambitem po dolewkę,
pierwszy raz postawiła mu się sztorcem,
w poprzek ścieżki do furtki.
Odrzucił rower i odpowiedział kobiecie grzebiącej z uniesioną motyką
– Jadzia, na chuj mi twoja miłość.
To nie była ta śmierć, która ich rozdzieli.
Statystyki: autor: Strood — 18 lut 2026, 11:49











