…wszystko koduje echo
tylko gdzie szukać słów
które więzi wiatr …
=================
razem z latem
szukała szczęścia
nie udało się schwytać
niewyraźny cień wciąż się kołysze
na ścianach jurty
podałeś dłoń
szła zahipnotyzowana
przez pustynię Gobi
wiódł jedwabny szlak
zasłuchana w oktawy
śpiewających wydm
sięgała po kres
inny świat nie gwarantuje nic
poplątała drogi
węzeł zadzierzgnięty
jak rozplątać czas
&
wyobraźnia potrafi płatać harce
echo niosło
przysięgi i zaklęcia
nie rozumiała nic
chociaż wtórowało do znudzenia
skaliste rzeźby
niczym przydrożne kapliczki
wymuskane przez słońce
kłaniały się kusząc
ceglastą barwą
szczelinami wstającego dnia
wdzierał się zapach
dopiero co pączkujących
pocałunków
budziła ziemię
wplatając świt w warkocze
mówiłeś trzeba wierzyć
wszystko koduje echo
tylko gdzie szukać słów
które więzi wiatr
&
milknie
a wystarczyło popłynąć
na papierowej łódce
z czasem polubiła origami
Colorado rysowała
palcem na niebie
tylko echo wciąż się zatraca
w przestworzach
polubiła bezkresne prerie
i aromat skoszonej trawy
siekaczami w gwiazdy Girara
mijały enigmatyczne noce
przerywane nad ranem
rżeniem koni
gdy czas stał w miejscu
kładła onieśmielone oczy
na tubylcach
osmaleni przez słońce
szczerzyli bezzębne uśmiechy
w prześwicie powiek błądziły źrenice
zadziwiała ufność
a ona ciągle marzyła
o wikingu
z papierowej łódki
&
kiedyś
zatrzymała się z zapartym tchem
dwa kroki przed klifem
gdy wspomnienia płynęły zbyt daleko
podcinając rozpostarte oczy
w skwarze wiosłowała
na wydrążonym pniu
chłodna bryza budząc z letargu
niosła śpiew ryb z Selengi
a podobno głosu nie mają
zatrzymana w stanie nieważkości
ponad szczytami fantazji
błądziła niwelując stan
upojenia przeszłością
może zamknąć oczy
i płynąć do źródeł Orchon
tylko dlaczego pod prąd
&
Beduinom zwróciła ogromne
lazurowe niebo
bez jednej chmurki
tę zatrzymała na pamiątkę
czasem widzi na niebie
puszcza do niej oko
szalona
pustyni zabrać nie potrafi
chociaż próbowała
tuż po północy
zwinęła w ciepłych dłoniach
o świcie
wymknęła się bestia
oddałaby wszystko
aby wyczarować oazę
upstrzoną w malachitową
soczystą zieleń
nocą szeroko otwarte oczy
topiła w drodze mlecznej
rano zachłanne słońce
skradło nadzieję
&
pamięta czas
kiedy razem z pieśnią
cwałowała ku świętości
deszcz ujarzmiał ziemię
chłodne strugi spływały z impetem
szalony do granic mustang
lękał się grzmotów
piasek rysował
kształtne ślady kopyt
na firmamencie iskrzyły
srebrne miecze
zadziwiając oczy połyskiem
rodziły strach
nocą przeżywała
wszystko od nowa
była amazonką
jeden jedyny raz
we śnie płynęła canoe
w gęstwinie epifitów
brzegiem oszalałej rzeki
a krokodyl ciągle
chrapał za plecami

Statystyki: autor: Gajka — 18 mar 2025, 23:56