Wierny Jednej Miłości: W Dniu Pogrzebu Żony, Fedor Nie Przelał Ani Łzy, a Wioska Rozpoczyna Plotki o…

polregion.pl 1 miesiąc temu

W DNIU POGRZEBU

W dniu pogrzebu żony, Feliks nie uronił choćby łzy.
Popatrz, mówiłam ci, iż on wcale nie kochał tej Zosi szepnęła do sąsiadki Tosia.
Cicho bądź, i tak już po wszystkim. Dzieci zostały półsierotami z takim ojcem prychnęła Leokadia.
Mówię ci, jeszcze zobaczysz, on na pewno ożeni się z Kasią zapewniała Tosia.
Z Kasią? Niby dlaczego z Kasią? Ona mu nie w głowie, przecież jego pierwsza miłość to była Klara, zapomniałaś już, jak po stogach latał za nią? Kasia się w to nie wplącze, ma rodzinę i o Feliksie już nie pamięta.
Skąd wiesz?
Wiem, bo jej mąż to przodownik pracy. Po co jej Feliks z całym tym przychówkiem? Kasia jest praktyczna baba. A Klarka? Męczy się z tym swoim Mietkiem, to z nią zacznie kręcić miłosne interesy przytaknęła Leokadia.

Zosię pochowali. Dzieci trzymały się mocno za ręce. Michaś i Lidia osiem lat, bliźniaki. Zosia poślubiła Feliksa z wielkiej miłości. Ale czy Feliks kochał ją? Sama Zosia nie była tego pewna, podobnie jak cała wieś.

Mówili, iż Zosia zaszła w ciążę i Feliks nie miał wyboru. Klamka jednak zapadła po ślubie Klara urodziła się szybciej niżby wypadało, nie przeżyła długo, a potem długo cisza. Feliks zawsze chodził zamyślony, małomówny, choćby go zwali Wilkiem taki z niego był odludek. Ręki do czułości nie miał, a języka do słów już w ogóle. Kto ma wiedzieć, jak nie Zosia.

Bóg się jednak zlitował. Ile ona się namodliła, tylko On wie. I dał jej los dwoje dzieci naraz dwie kropki szczęścia.

Michaś charakter po mamie, ciepły, dobrotliwy. Lidia cała po ojcu. Słowa od niej się nie wydobędzie, siedzi cicho jak mysz pod miotłą, nikt nie wie, co jej w głowie siedzi. Paradoksalnie, bliżej jej do ojca, bo dwie jednakowe dusze twarde, zamknięte.

Jak Feliks coś tam strugał czy naprawiał w szopie, Lidia kręciła się obok, a on jej coś opowiadał, życiowych mądrości szeptał. Michaś zawsze przy mamie tu podłogę zamiecie, tam wody przyniesie malutkim wiadrem, choćby mógł tylko tyle pomóc. Zosia kochała dzieci, ale Lidii nie mogła rozgryźć. Do Michaśka całym sercem się przykleiła.

Gdy Zosia umierała, szepnęła do syna:
Synku, niebawem mnie zabraknie. Ty będziesz za gospodarza, siostry nie opuść, nie bij, a broń. Jesteś chłopcem, musisz jej pilnować, chronić bo ona dziewczynka, a dziewczynka słabsza.

A tata? zapytał Michaś.

Co? nie dosłyszała Zosia.
Tata nas obroni?
Nie wiem, synku… Życie pokaże.
To nie umieraj! Jak my bez ciebie? Michaś szlochał.

Oj, synku, gdyby to ode mnie zależało… westchnęła. Tak rzekła. Nad ranem już jej nie było.

Feliks siedział przy łóżku, trzymając ją za rękę. Ani słowa, ani łzy. Po prostu jakby się zapadał w sobie, przyciemniał. Tyle z niego zostało.

Życie powolutku wracało do normalności. Lidia przejęła obowiązki gospodyni próbowała gotować, sprzątać, ale była jeszcze za mała. Pomagała im siostra Feliksa, Natalia, uczyła Polcię prowadzenia domu.

Ciociu Natalio zapytała któregoś razu Lidia tata się teraz ożeni, prawda?
Nie wiem, dziewczynko, co twój tata w sercu skrywa. Ze mną się nie dzieli.

Natalia miała własne dzieci i męża Wacława. Jej rodzina była spokojna i zgodna.

A jakby co, zabierzesz nas do siebie? ciągnęła Lidia.
Nie wygłupiaj się. Ojciec was kocha i nikomu nie odda pocieszała Natalia.

Po wsi plotki szalały Feliks i Klara, stara miłość, znowu kwitnie.

No rozum ci odebrało tej Klarze plotkowała Tosia Feliksa znów sobie upatrzyła, a o rodzinie zapomniała.
Ech, głupia baba mówiły pod sklepikiem inne kobiety.
Spokój tam, baby! rozgonił je przewodniczący spółdzielni, Maksymilian.
Tylko plotkujecie, a nie znacie swoich ludzi sarknął w obronie Feliksa.

Fakt, kiedyś Klara i Feliks mieli romans z prawdziwego zdarzenia. Ale potem Feliksa wysłali na drugi koniec kraju pomagać przy żniwach. Dwa miesiące go nie było, a Klara nie czekała związała się z Mietkiem.

Jak Feliks wrócił i się dowiedział, to Mietkowi porządnie w gębę dał, ale z Klarą nie rozmawiał już nigdy. Klara wyszła za Mietka hulaka, pijaczyna, a Klarka płakała, iż nie utrzymała przy sobie takiego porządnego chłopa jak Feliks. Feliks nie pił, pracowity, tylko całkiem zamknięty.

Potem zauważono, iż Feliks skłania się ku Zosi. A Zosia rozkwitła cała wieś nie mogła się napatrzeć.

No popatrzcie, co ta miłość robi wzdychały sąsiadki.

Zosia dawno zakochana w Feliksie tylko wiadomo, milczała, gdzie jej tam do Klary…

Spotykali się z Feliksem, spacerowali, aż tu nagle ślub skromniutki w gminie. Ze strony Feliksa tylko Natalia, Zosia z wiekową mamą. Zosię matka późno urodziła, wszyscy wiedzieli, kto był ojcem, ale milczeli. We wsi rządził Wacław Prochowski, z nim matka Zosi miała romans piękna z niej kobieta, ale za mąż nigdy nie wyszła, nie lubiły jej inne. Rozrywkowa była, a Zosia jakby nie po niej charakterem.

Szkoda było Zosi. Gdy wyszła za Feliksa, Niusia Przeworska płakała:
Oj, co się dzieje, on jej nie kocha, będzie się męczyć do końca życia…

No, co by nie mówić, Feliks był żonie wierny, o tym cała wieś była przekonana. W końcu na wsi nic się nie ukryje!

Piętnaście lat byli z Zosią, nigdy się nie kłócili. Ale nagle Zosia zachorowała choroba, co nie wybacza, wieś od razu wiedziała, co i jak.

Tragedia.

Tamtego dnia Feliks wracał z pracy.
Feliks, może wstąpię na godzinkę, pogadam z tobą, dzieciom pączków napiekłam dobiegła go Klara z miską łakoci.
Nie trzeba, Klara, Natalia już wczoraj cały worek pączków przytargała.
Ale te z serca, Feliks.
Ona też z serca.
Feliks, a może spotkamy się wieczorem przy młynie… zaczęła negocjacje Klara.
Po co niby?
No, przecież pamiętasz, co było między nami?
To, co było, już przepadło. Kocham dzieci. Kochałem i Zosię…
Ale jej już nie wrócisz westchnęła Klara.
Miłość nie umiera rzucił Feliks.
Nie kochałeś jej, na złość mi się ożeniłeś.
Klara, idź do domu szepnął Feliks.

Przyspieszył kroku, choćby się nie obejrzał w domu czekały dzieci. Klara została sama, pod koślawą latarnią na środku wsi.

Minęło parę lat. Dzieci podrosły. Ciocia Natalia dalej odwiedzała dom, ale już na wylot widziała Feliks to prawdziwy jedynolub.

Lidka, słyszałam, iż chodzisz z Grześkiem Wroną rzuciła ciotka prosto z progu.
No, chodzę. A co?
Ale ładna z niej dziewczyna pomyślała Natalia.
Nic, tak pytam. Uważaj na siebie z nim.
Dlaczego niby?
Sama wiesz. Dorosłaś już odparła ciotka surowo.
Ciociu Natalko, ja go kocham do końca życia!
Taaaa… Tobie się tylko wydaje, iż to na całe życie.
Nie wydaje mi się. Jestem pewna.
Ty to wiesz, a Grzesiek?
Jak on mnie zawiedzie, więcej nikogo nie pokocham.
W to akurat mogę uwierzyć przyznała ciotka.

Wieczorem Michaś i Lidia czekali na ojca.
Tata coś długo nie wraca. Michaś wyjrzał przez okno.
Piątek dzisiaj przecież.
No i co?
W środy, piątki i w niedziele zawsze idzie na cmentarz do mamy.
Skąd ty wiesz? zdziwił się Michaś.
Oj, głuptasie, jeżeli nie czujesz duszy ojca, nic nie zrozumiesz.

Po cichu poszli na cmentarz. Lidia znała skrót przez ogródki.
Patrz, tam jest tata.
Michaś nastawił uszu. Słyszał, jak ojciec z kimś rozmawia.

No Zosiu, co u nas. Lidia niebawem wychodzi za mąż, wyprawkę zebrałem, Natalia z pomocą. Jakoś sobie radzimy.
Wybacz, Zosiu, iż za życia mówiłem mało miłych słów, ale sercem ci ich powiedziałem tysiąc razy. Słowami nie potrafię, ja wszystko sercem… powiedział chrapliwie Feliks, powoli wychodząc z cmentarza.

Lidia spojrzała na Michaśka. W oczach brata lśniły łzy.

Idź do oryginalnego materiału