Wiem o twoich wyskokach powiedziała żona. Andrzej zesztywniał.
Nie, nie drgnął nawet. Nie pobladł choć w środku wszystko zwinęło mu się w ciasny węzeł, jak kartka papieru przed wyrzuceniem. Po prostu zastygł.
Grażyna stała przy kuchence, mieszała coś w garnku. Zwykła domowa scena plecy do męża, fartuch w drobne kropki, zapach smażonej cebuli. Ciepły obrazek. Tylko głos brzmiał jak reportera w “Wiadomościach”.
Andrzej aż pomyślał: może się przesłyszał? Może mówi o ogórkach iż wie, gdzie najlepsze na targu? Albo o sąsiedzie z czwartego piętra, co sprzedaje auto?
Nie.
O wszystkich twoich wyskokach powtórzyła Grażyna, wciąż się nie odwracając.
Dopiero teraz naprawdę zrobiło mu się zimno. W jej głosie nie było rozpaczy ani krzyku. Nie było tego, czego zawsze się obawiał: płaczu, wyrzutów, tłuczonego talerza. Usłyszał jedynie suchy fakt. Jakby mówiła o tym, iż skończyło się mleko.
Pięćdziesiąt dwa lata miał Andrzej na karku. Dwadzieścia osiem z nich z tą kobietą. Znał ją jak własną kieszeń: gdzie pieprzyk na lewym ramieniu, jak marszczy nos przy próbowaniu zupy, jak wzdycha rankiem. Ale tego głosu od niej jeszcze nie słyszał.
Grażynko… zaczął, ale głos mu się załamał.
Odchrząknął. Spróbował jeszcze raz.
Graża, o czym ty?
Odwróciła się. Spojrzała na niego długo, spokojnie, jakby pierwszy raz go widziała. Albo raczej jakby patrzyła na stare zdjęcie, gdzie już kilka widać.
O Ewelinie na przykład rzuciła. Z twojej księgowości. Dwa tysiące osiemnasty rok, nie mylę się?
Andrzej poczuł, jak grunt usuwa mu się spod nóg. I to nie przenośnia naprawdę zapadła się ziemia, a on zawisł w powietrzu.
Boże. Ewelina?!
Twarzy choćby dobrze nie pamiętał. Coś było firmowa impreza? Albo po niej? Krótka historia. Nic poważnego. Obiecał sobie wtedy: nigdy więcej.
I Kasia dodała niewzruszenie Grażyna. Ta z fitness klubu, co do ciebie podeszła. To było dwa lata temu.
Otworzył usta. Zamknął. A o Kasi skąd wie?!
Grażyna wyłączyła gaz, zdjęła fartuch powoli, starannie złożyła go na pół, usiadła przy stole.
Chcesz wiedzieć, jak się dowiedziałam? zapytała. Czy ważniejsze, dlaczego milczałam?
Andrzej nic nie powiedział. Nie dlatego, iż nie chciał po prostu nie mógł.
Po raz pierwszy zaczęła Grażyna zauważyłam pewne rzeczy już dziesięć lat temu. Zacząłeś wracać późno z pracy. Zwłaszcza w piątki. Wchodziłeś cały w skowronkach, z błyskiem w oku. Pachniałeś perfumami.
Uśmiechnęła się ironicznie, gorzko.
Wmawiałam sobie wtedy miesiąc, iż to złudzenie. Że może ktoś nowy w biurze używa mocnych perfum? A potem znalazłam paragon z restauracji w kieszeni twojej marynarki. Kolacja dla dwojga. Wino. Deser. My tam nigdy nie byliśmy.
Andrzej chciał coś powiedzieć wytłumaczyć się, okłamać, jak zawsze. Ale słowa utkwiły mu w gardle.
Wiesz, co zrobiłam? Grażyna spojrzała mu w oczy. Popłakałam w łazience. Potem się opłukałam, zrobiłam kolację, przywitałam cię z uśmiechem. I córce nic nie powiedziałam miała wtedy piętnaście lat. Egzaminy, pierwsza miłość… Po co jej wiedzieć, iż tata…
Zamilkła. Przesunęła dłonią po stole jakby ścierała niewidoczny kurz.
Myślałam: przetrwam. Przejdzie mu. Kryzys wieku średniego… Przecież ważne, by rodzina była razem.
Graża… wymamrotał Andrzej.
Nie przerywaj uciszyła go. Daj mi dokończyć.
Umilkł.
Potem była druga. Trzecia. Czwarta. Straciłam rachubę. Twój telefon zawsze bez hasła myślałeś, iż nie zaglądam? Czytałam rozmowy, te śmieszne sms-y: Tęsknię, kiciu, Jesteś najlepszy. Patrzyłam na zdjęcia jak się tulicie, śmiejecie. Jej głos się zachwiał pierwszy raz. Ale wzięła się w garść, głęboko westchnęła.
I ciągle pytałam siebie: po co mi to? Czemu mieszkać z kimś, kto mnie nie kocha?
Kocham cię! wybuchnął Andrzej. Grażyna, ja…
Nie, powiedziała stanowczo. Ty kochasz wygodę. Czyste mieszkanie. Gorący obiad. Wyprasowaną koszulę. Żonę, która nie zadaje pytań.
Wstała. Podeszła do okna, patrzyła w ciemność.
Wiesz, kiedy się zdecydowałam? zapytała, dalej się nie odwracając. Miesiąc temu. Córka przyjechała na weekend. Siedziałyśmy w kuchni przy herbacie. Mówi: Mamo, jakaś dziwna się zrobiłaś. Cicha, nie jesteś sobą. I wtedy pomyślałam: ma rację. Już od lat nie żyję dla siebie.
Andrzej patrzył na jej sztywne, proste plecy i nagle zrozumiał: nie iż może ją stracić. Już ją traci. Teraz.
Nie chcę rozwodu, wyszeptał chrapliwie. Grażyna, błagam.
A ja chcę, odpowiedziała spokojnie. Dokumenty złożone. Rozprawa za miesiąc.
Ale dlaczego teraz?! wybuchł Andrzej.
Odwróciła się. Spojrzała na niego uważnie, przez chwilę, i uśmiechnęła się smutno.
Bo zrozumiałam, iż nigdy mnie nie zdradziłeś, Andrzej. Bo zdradzić można tylko kogoś, kto jest ważny. Ja dla ciebie byłam po prostu. Zawsze. Jak powietrze.
Tak właśnie było.
Andrzej siedział na kanapie, zgarbiony, o dziesięć lat starszy. Grażyna stała w przedpokoju przy drzwiach. Między nimi dwadzieścia osiem lat małżeństwa, wspólna córka, mieszkanie, w którym każdy kąt ich pamiętał. I przepaść. Ogromna, nie do przeskoczenia.
Wiesz przecież, wyszeptał, iż bez ciebie zginę.
Nie zginiesz, przeżyjesz, przerwała. Jakoś.
Nie! Zerwał się, podbiegł. Grażyna, zmienię się! Przysięgam! Żadnych…
Andrzej, uniosła dłoń, zatrzymując go. To nie chodzi o nie. Wcale nie o nie.
To o co?
Milczała. Szukała słów tych, które chciała już dawno wypowiedzieć, ale brakowało jej odwagi. Albo nie wierzyła, iż zasługuje, by zostać usłyszaną.
Wiesz, jak mi było? Zawsze, gdy po kolejnej Ewelinie czy Kasi leżałeś obok, czułam się jak nicość. choćby nie próbowałeś się kryć! Telefon na widoku. Koszule z pomadką w pralce. Myślałeś, iż jestem ślepa. Głupia.
Andrzej aż się cofnął, jakby został uderzony.
Nie chciałem…
Nie chciałeś? podeszła blisko, oczy jej błyszczały ale nie od łez. Od złości. Nagromadzonej przez lata. Ty po prostu o mnie nigdy nie myślałeś. Co miałeś w głowie, całując inną? Grażyna się nie dowie? Czy Jaką to robi różnicę?
Milczał.
Bo prawda była gorsza.
Nie myślał o niej wcale. Grażyna była w jego życiu faktem. Był pewien: przecież zostanie. Zawsze będzie.
Wracałeś po swoich wypadach i czułeś się świetnie. Przecież w twoim świecie wszystko było na miejscu. Żona w domu. Rodzina. Wszystko gra.
Odwróciła się.
A mnie tam nie było. W twoim świecie. W ogóle.
Andrzej podszedł, wyciągnął rękę dotknąć jej ramienia, objąć, zatrzymać.
Grażyna się odsunęła.
Nie trzeba, powiedziała cicho. Za późno.
Złapał ją za ręce.
Grażyna, proszę! Daj mi szansę! Zmienię się! Będę inny!
Spojrzała na ich splecione dłonie. Na jego twarz wykrzywioną, przerażoną. Zrozumiała: naprawdę się boi. Ale nie jej utraty.
On bał się samotności.
Wiesz, powiedziała bardzo cicho, wysuwając dłonie z jego uścisku, ja też się bałam. Zostać sama. Bez ciebie. Bez rodziny. Ale wiesz co?
Sięgnęła po torebkę, klucze.
Ja już jestem sama. Od dawna. Z tobą obok ale sama.
I wyszła.
Minęły trzy tygodnie.
Andrzej siedział w pustym mieszkaniu Grażyna wyprowadziła się do córki zaraz po tej rozmowie i przeglądał telefon. Ewelina z księgowości. Kasia z fitness klubu. Jeszcze kilka imion, które coś kiedyś znaczyły.
Wybrał numer Kasi.
Odrzuciła.
Napisał do Eweliny odczytała, nie odpowiedziała.
Pozostałe choćby nie przeczytały.
Dziwna sprawa: kiedy był żonaty, wszystkie go chciały widzieć. Teraz, gdy teoretycznie jest wolny…
Nikomu niepotrzebny.
Siedział w tej kanapie, w mieszkaniu, które nagle stało się ogromne i obce, i pierwszy raz od pięćdziesięciu dwóch lat poczuł prawdziwą samotność.
Sięgnął po telefon. Odnalazł Grażynę. Długo patrzył na ekran. Drżały mu palce.
Wystukał wiadomość. Skasował. Wpisał znowu. Skasował.
W końcu napisał po prostu: Możemy się zobaczyć?
Odpowiedź przyszła po godzinie: Po co?
Zastanawiał się. Co napisać? Przepraszam? Za późno. Wróć? Niedorzeczne. Zmieniłem się? To by było kłamstwo.
Wpisał prawdę:
Chciałbym spróbować od nowa. Czy mogę?
Pojawiły się trzy kropki. Zniknęły. Pojawiły się znowu.
Wreszcie: Przyjdź w sobotę. Do córki. O czternastej. Porozmawiamy.
Odetchął.
Nie wiedział, co będzie dalej. Czy mu wybaczy, czy wróci. Czy w ogóle ma prawo do drugiej szansy.
Spojrzał na obrączkę na palcu.
I pierwszy raz od wielu lat poczuł, iż chciałby zacząć wszystko od nowa.
Jeśli pozwoli.
A czy Grażyna powinna była tyle czasu przymykać oko na wybryki męża? Może lepiej zrobić awanturę i postawić sprawę jasno przy pierwszej zdradzie? Co o tym sądzicie?











