Wesela nie będzie – Czemu dziś taki cichy jesteś? – zapytała Ania. – Przecież umawialiśmy się, iż w sobotę jedziemy wybierać meble do sypialni. A Ty jakiś smutny. Co się stało? Darek wiedział: teraz albo nigdy. Ale trzeba powiedzieć teraz. – Aniu… Chciałem pogadać o weselu. Ania długo czekała na tę rozmowę. Oboje z Darkiem ustalili, iż będzie skromnie, ale widziała, iż Darek chce dla niej prawdziwego wesela – dużo gości, kamerzysta, organizatorzy… Jak ona czekała na tę rozmowę! – Tylko bez owijania w bawełnę. Chyba wiem, co powiesz – uśmiechnęła się Ania. A Darek powiedział: – Przełóżmy… Przełóżmy ślub. To nie była ta rozmowa, na którą była gotowa. – Przełóżmy? – zatkało ją. – Skąd nagle taki pomysł? Czemu? Przed chwilą ustalaliśmy, iż trzeba zamówić zaproszenia… Sam je wybierałeś… Umawialiśmy się, kogo zaprosimy! Zmieniłeś zdanie co do ślubu?! Jak w melodramacie, zaraz powie, iż uczucia wygasły. Ale Darek znowu mówił nie po scenariuszu. – Z kasą teraz kiepsko – wymamrotał – Wypłatę opóźniają. Nie dajemy rady odkładać. No i… mieszkamy razem dopiero pół roku. Może trochę za wcześnie, co? – Za wcześnie? – Ania aż się zakrztusiła. – Darku, jesteśmy razem trzy lata! Trzy lata związku i pół roku wspólnego mieszkania to dla Ciebie „za wcześnie”? Darek nie wyglądał już na przestraszonego. – Nie zaczynaj, Aniu. Nie chcę kłótni. To tylko… przerwa. Nie zrezygnowałem ze ślubu, ale wesele to duży wydatek. – Dobrze… To może po prostu się pobierzemy, a potem świętujemy z przyjaciółmi. – Aniu, wtedy nie będzie prawdziwego wesela. – To niech i nie będzie! – Przecież marzyłaś o weselu… – Przeżyję! Dziwne wymówki sobie znajduje. – Aniu… – Powiedz szczerze. Coś się stało? Nie jesteś pewien, iż mnie kochasz? Czy może… poznałeś kogoś innego? Bo „wesela nie stać nas” brzmi mało przekonująco. Darek pokręcił głową. – Nie, Aniu, przysięgam. Po prostu chcę, żeby wszystko było idealnie, rozumiesz? A teraz nie mogę zapewnić nam idealnego wesela. No i ten wspólny rok, musimy naprawdę sprawdzić, czy do siebie pasujemy… Logika brzmiała sensownie… Był przekonujący, ale Ania czuła niepokój. Rzadko kiedy Darek tak bardzo próbował ją do czegoś przekonać. Przecież to on nalegał, by szybciej się pobrać. Ale udawała, iż wierzy. Po tej rozmowie Darek stał się nie chłopakiem, a idealnym chłopakiem, bardziej dbał o szczegóły, które dotąd ignorował, jakby próbując zmazać winę za odwołane wesele. W sklepie zawsze pytał, czego ona chce… zmywał naczynia sam… Ale był ponury. Nie tylko zamyślony – posępny, wzdychał nocą wpatrując się w sufit, i zbywał pytania Ani: „A tam, po prostu zmęczony”. Ania starała się nie naciskać. „Potem, potem, potem” – powtarzał jej wewnętrzny głos. Po kilku tygodniach zaproszono ich do rodziców Darka. Ania nie miała wielkiej ochoty jechać. Darek o weselu już nie wspominał, a rodzice pewnie zapytają – niekomfortowo. Ale pojechali. Wesele oczywiście zostało poruszone. – To kiedy wreszcie nam sprawicie frajdę? – spytała jego mama, gdy tata poszedł oglądać telewizję. – Mamy już na oku miejsce na przyjęcie. Sala na dwadzieścia osób. Na kiedy zamawiać? Darek siedział z tak skrzywioną miną jak Ania. Co zamawiać? Nie będzie niczego. – Mamo, przecież rozmawialiśmy. Przełożyliśmy – wychrypiał. – Przełożyliście? A czemuż to? Kasy nie ma? Darku, jako mężczyzna mogłeś pomyśleć o tym wcześniej! Po obiedzie, kiedy mężczyźni z zapałem dłubali przy nieczynnej wieży stereo, Ania poszła do łazienki się ogarnąć. Czysto jak w szpitalu. Ani śladu kurzu. choćby kosmetyków, poza żelem pod prysznic i szamponem, nie było. Mama Darka wszystko trzymała w pokoju. Ania zawsze się śmiała, iż jej się chce to nosić tam i z powrotem. Wytarła twarz i nagle usłyszała… Ściany w tej łazience idealnie przenosiły dźwięki, zwłaszcza cudze tajemnice. Darek wrócił do kuchni i rozmawiał z matką. Ania usłyszała… – …Darku, naprawdę chcesz z Anią zerwać? Ania znieruchomiała z ręcznikiem pod brodą. Co? Nie zamierzała sobie wmawiać, iż jej się przesłyszało. Delikatnie przykleiła ucho do kafli. – Mamo, mówiłem – przełożyliśmy. Ale nie zerwaliśmy. – Przełożyliście – to wymówka! – syknęła pani Grażyna. – Wiem, jak się męczysz. Po co ci ona? To nie żona – żona powinna słuchać męża, a ta… Po co ślub, jak za rok się rozwiedziecie? – Kocham ją, mamo – powiedział Darek. Ania na moment była wzruszona. Ale kolejne słowa matki sprawiły, iż zapomniała o sentymentach. – Mówisz, iż ją kochasz? Ta dziewczyna jest chytra, Darku. Ostrzegałam cię! choćby żoną nie została, a już cię od nas odwiodła. Przestałeś pomagać siostrze, przestałeś przyjeżdżać na działkę… Ona cię zmienia i to na gorsze. Ania aż przylgnęła do zimnej kafelki. Odwiodła go od nich? Kiedy taki moment był? Zawsze starała się być miła wobec rodziców Darka, choć kiedy pan Andrzej skrytykował jej nową fryzurę, było przykro, ale przemilczała! Nie przypominała sobie momentów, kiedy próbowała nastawić Darka przeciwko rodzinie. Wręcz przeciwnie – zachęcała go do kontaktów, bo wiedziała, jak ważna jest dla niego ich rodzina. Wtedy ją olśniło: to nie pieniądze, to nie on – jego mama, która patrzy jej w oczy i kłamie, nie chce ich ślubu! Ania wyszła do nich. – O, Aniu, już gotowa! Właśnie rozmawialiśmy, iż nie warto zwlekać z rejestracją. Młodość zrozumiała, ale życie bez papierka nie pochwalałam. Jakie to miłe z jej strony. – Oczywiście, pani Grażyno – powiedziała Ania. – Nie będziemy długo odkładać. Zbierzemy pieniążki i do USC. Prawda, Darku? – Tak, Aniu, możemy uznać, iż już po ślubie – podchwycił. Tej nocy, gdy wracali do domu, Darek próbował ją objąć, ale Ania cały czas się odsuwała. Nie wiedziała, jak zacząć rozmowę. Czy w ogóle pytać? Skoro Darek jej nie zostawił na żądanie rodziny, to chyba kocha… Ale ślub odwołał. – Zachowywałeś się dziwnie, gdy twoja mama zaczęła mówić – powiedziała, obserwując gaśniejące światła miasta. – Ja? Po prostu ona naciska, żebyśmy się pobrali, i… – Nie zmyślaj. Ona wcale nie naciska. Jest przeciwna naszemu ślubowi. Stwierdziła, iż cię nastawiłam przeciw niej. I żebym odeszła. Darek nerwowo szarpnął kierownicą. – Słyszałaś to? Aniu, mama się boi, iż syn się ożeni i o niej zapomni. Typowa sytuacja. Nie bierz tego do siebie. Minie jej. Ania i nie brała do siebie słów matki, która nie chciała puścić syna. Martwiły ją słowa Darka – nie bronił jej. Po prostu zgodził się, byle nie kłócić się z matką. Kwestia ślubu pozostała nierozstrzygnięta. Darek przez cały czas chodził jak zgryzione cytryny, a na wzmianki o przyszłości zawsze mówił: „Może potem…” I wtedy trafił jej w ręce nie zablokowany telefon Darka. „Tylko zerknę na godzinę – usprawiedliwiała się – Nie będę czytać wiadomości. Po prostu… jednym okiem”. Na ekranie świeciła ostatnia wiadomość od jego siostry, Weroniki. Weronika była dwa lata młodsza od Ani, ale zachowywała się jak dwunastolatka. Bez pracy, bez studiów, mieszka z rodzicami i żyje na ich koszt. Wiadomość była wymowna: – Jasne, pieniędzy nie zobaczę. Znowu jesteś pod pantoflem. No to żyj sobie z tą dziewuchą, skoro ważniejsza niż rodzina. Ania przeczytała: „znowu pod pantoflem”. I przypomniało się jej coś… Jeszcze przed odwołaniem ślubu, kiedy Weronika po raz kolejny dzwoniła do Darka po pieniądze, Ania, nie wytrzymując, powiedziała Darkowi: – Darku, ona ma dwadzieścia siedem lat, mieszka z rodzicami i prosi cię o kasę na głupotki. Może czas, żeby sama zaczęła pracować? Nasz budżet nie jest z gumy. Gdyby nie to, iż chodziło też o jej pieniądze… nie ingerowałaby. Darek się wtedy zgodził. Niezbyt chętnie, ale „masz rację, Aniu, czas kończyć z tym”. Teraz było jasne, kto ich nastawia przeciwko Ani. Wzięła telefon Darka, skopiowała wiadomość z chat’u z Weroniką i wysłała sobie, by mieć dowód. Potem odłożyła sprzęt jak był. Darek strzepywał śnieg z kurtki w przedpokoju: – Kupiłem chleb i twoją ulubioną czekoladę z orzechami. Pomyślałem, Aniu, może jednak przydałoby się… – zaczął. – Darku – przerwała mu. – No, Darek. Kogoś innego się spodziewałaś, hę? – zażartował. Ale Ania nie odwzajemniła żartu. – Co Weronika ci pisze? – zapytała. Darek wiedział, iż jeżeli nie chcesz być przyciśnięty do muru, musisz zaatakować pierwszy. – Ty grzebiesz mi w telefonie kiedy mnie nie ma?? Klasyczna defensywa. Próba przerzucenia winy. – Nie ważne, co robiłam. Chcę wyjaśnień. Teraz. Kilka sekund stał w milczeniu, na twarzy miał gradację emocji – od złości po panikę. – Oj, Aniu, nie przejmuj się. Młoda jest, obraża się o wszystko. – Na co się obraża? Że poprosiłam ją o dorosłość? – doprecyzowała. – Logiczne, przywykła, iż brat zawsze pomoże. Nowych nawyków trudno się pozbyć. Daj spokój, przejdzie jej. – To ona nastawiła twoją rodzinę? – No… tak – przyznał Darek – Próbowałem tłumaczyć im, iż to nasze pieniądze, iż Weronika powinna sama… Ale mama od razu: Ania cię pod pantofel wzięła, odwróciłeś się od rodziny! Ale ja tak nie uważam… – Ale odwołałeś ślub… Dobrze. Ona nastawiła twoją rodzinę przeciw mnie. Rozumiem, nie mogę się z nimi dogadać. Ale ty – co ty sam myślisz? Chcesz ożenić się ze mną? Czy tylko odkładasz, bo boisz się powiedzieć mamie „nie”? – Pewnie, iż chcę się z tobą ożenić! Ale na razie nie potrafię… Może później… gdy wszystko się ułoży… No i odpowiedź. – Wiesz, Darku, coś zrozumiałam… Nie chcę wychodzić za kogoś, kto nie jest pewien uczuć i drży za każdym razem, gdy jego siostra kichnie. Dobrze, iż odwołaliśmy ślub.

newsempire24.com 10 godzin temu

Ślubu nie będzie

Czemu taki dziś cichy jesteś? zapytała Zosia. Przecież ustaliliśmy: w sobotę jedziemy wybrać meble do sypialni. A ty taki jakiś przybity. Co się dzieje?

Marek wiedział: teraz albo nigdy. Teraz musiał powiedzieć.

Zosiu… Chciałem z tobą o czymś porozmawiać. O ślubie.

Zosia na tę rozmowę czekała już długo. Razem z Markiem zdecydowali, iż wesele będzie skromne, ale ona widziała Markowi marzy się prawdziwa polska uroczystość, z wieloma gośćmi, kamerzystą, orkiestrą… Jak bardzo czekała na tę chwilę!

Tylko bez długich wstępów. Wydaje mi się, iż wiem, co powiesz uśmiechnęła się Zosia.

Ale Marek zaskoczył ją zupełnie.

Może… przełożymy? Może jednak odłożymy nasz ślub.

To nie była rozmowa, na którą była gotowa.

Przełożymy? Zosia aż zaniemówiła. I to tak nagle? Dlaczego? Ledwo co rozmawialiśmy o zaproszeniach… Sam wybierałeś wzory… Ustalaliśmy listę gości! Zmieniłeś zdanie? Nie chcesz już się ze mną ożenić?

Myślała, iż jak w melodramacie powie, iż uczucie wygasło.

Ale Marek odpowiedział zupełnie inaczej.

Wiesz, z pieniędzmi nie najlepiej bąknął pensję znów opóźniają. Oszczędności jakoś się nie uzbierały. No i… razem mieszkamy dopiero od pół roku. Może za wcześnie, co?

Za wcześnie? powtórzyła z niedowierzaniem Zosia. Marku, jesteśmy razem trzy lata! Trzy lata związku i pół roku wspólnego życia i to jeszcze za wcześnie?

Marek już nie wydawał się taki przestraszony.

Nie zaczynaj, Zosiu. Nie chcę awantury. Chcę tylko… chwilowej przerwy. Nie rezygnuję przecież, ale wesele to jednak ogromny wydatek.

W porządku… to może po prostu podpiszemy w urzędzie, a potem spotkamy się ze znajomymi?

Zosiu, to nie byłby już prawdziwy ślub.

I niech tam! Zosia rzuciła ręką.

Ale przecież o tym marzyłaś…

Przeżyję i bez tego!

Szukasz, chłopie, wymówek, dziwne jakieś.

Zosiu…

Powiedz szczerze! Stało się coś? Nie jesteś pewien, iż mnie kochasz? A może… poznałeś kogoś innego? Bo “ślub kosztuje” to mało przekonujące.

Marek pokręcił głową.

Nie, Zosiu, przysięgam. Po prostu chcę, żeby wszystko było idealnie, wiesz? A teraz nie mogę nam tego zapewnić. No i te pół roku… Nie poznaliśmy się jeszcze do końca. Musimy się upewnić, iż to to…

Niby rozsądne przekonywał. Ale intuicja Zosi krzyczała alarmem. Tak dobrze nigdy nie potrafił jej przekonywać. A to przecież sam naciskał, żeby ślub był jak najszybciej.

Ale udawała, iż uwierzyła.

Po tej rozmowie Marek stał się nie chłopakiem, a wzorowym partnerem: zaczął zwracać uwagę na drobiazgi, które dawniej mu umykały jakby próbował zrekompensować odwołany ślub. W sklepie pytał, na co ma ochotę, w domu sam zmywał naczynia… Ale chodził ponury. Nie zamyślony, ale właśnie posępny, nocami wzdychał wpatrzony w sufit, na pytania Zosi odpowiadał: Nic, po prostu zmęczony.

Zosia starała się nie naciskać. Jeszcze przyjdzie czas, powtarzał jej wewnętrzny głos.

Po paru tygodniach zostali zaproszeni do rodziców Marka. Zosia długo się wahała. Nie miała ochoty tam jechać. Zresztą o ślubie Marek już nie wspominał, a jego rodzice pewnie zapytają niezręcznie…

Ale trzeba było pojechać.

Oczywiście temat ślubu się pojawił.

Kiedy w końcu nas uszczęśliwicie? spytała jego mama, gdy ojciec poszedł oglądać wiadomości. Mamy już upatrzone miejsce na przyjęcie. Stolik na dwadzieścia osób. Rezerwować na który dzień?

Marek siedział tak samo markotny jak Zosia. Co tu rezerwować? Nic z tego nie będzie.

Mamo, przecież mówiliśmy. Przełożyliśmy mruknął.

Przełożyliście? A to czemu? Nie macie pieniędzy? Marku, mogłeś wcześniej pomyśleć jako głowa rodziny!

Po obiedzie, gdy panowie z zapałem próbowali naprawić popsuty radioodbiornik, Zosia poszła do łazienki się odświeżyć.

W łazience aż lśniło. choćby kosmetyków poza żelem pod prysznic i szamponem nie było. Jego mama wszystko trzymała w sypialni. Zosię zawsze zadziwiało, jak jej się chce to wszystko każdorazowo nosić.

Sięgnęła po ręcznik i wtedy… usłyszała głosy. Te ściany zawsze doskonale przenosiły dźwięk, zwłaszcza cudze sekrety. Marek rozmawiał z mamą. Zosia nastawiła uszu…

…Marku, czy ty nie zamierzasz zerwać z Zosią?

Zosia zamarła z ręcznikiem przy brodzie. Co? Nie zamierzała siebie oszukiwać, wiedziała, iż dobrze słyszy. Przytuliła się delikatnie do kafelków.

Mamo, już mówiłem. Przełożyliśmy. Ale się nie rozstajemy.

Przełożyliście to tylko wymówka! szeptała pani Halina Widzisz, jak się męczysz. Na co ci ona? Przecież to nie żona! Żona powinna męża słuchać, a ta… Po co ci małżeństwo, skoro za rok rozwód?

Mamo, ja ją kocham odparł Marek.

Zosia aż się rozczuliła.

Ale następne słowa matki wybiły jej wzruszenie z głowy.

Mówisz, iż kochasz? Sprytna z niej dziewczyna, Marku. Mówiłam ci! Jeszcze nie żona, a już nastawia cię przeciwko nam. Przestałeś pomagać siostrze, na działkę nie przyjeżdżasz… Ona cię zmienia, i to na gorsze.

Zosia aż przykleiła ucho do płytek, próbując pojąć, kiedy miała rzekomo nastawić Marka przeciw nim. Przecież zawsze była dla jego rodziców miła, choćby wtedy, gdy pan Stefan wyśmiewał jej nową fryzurę. Przykro było, ale milczała!

Nie pamiętała żadnej sytuacji, w której chciała źle nastawić Marka do rodziny. Wręcz przeciwnie, zachęcała go, by się z nimi spotykał, wiedząc, jak są dla niego ważni.

I wtedy ją olśniło: to nie chodzi o pieniądze, nie chodzi o ślub. To matka Marka, w oczy jej mówiąca słodkości tak naprawdę jest przeciwko temu ślubowi!

Zosia czym prędzej wróciła do kuchni.

Ach, Zosieńka już wróciła! rozpromieniła się pani Halina My tu właśnie ustalałyśmy, iż nie ma co zwlekać z formalnościami. Młodzi, jasne, ale bez obrączek nie popieram!

Jakie to miłe…

Oczywiście, pani Halino odparła Zosia Nie będziemy zwlekać. Jak tylko uda się coś odłożyć, od razu do USC. Prawda, Marku?

Tak, Zosiu, adekwatnie to już po wszystkim dodał z wymuszonym uśmiechem.

Tej nocy, wracając do domu, Marek próbował ją objąć, ale Zosia cały czas się odsuwała. Nie wiedziała, czy w ogóle to poruszać. jeżeli Marek nie zostawił jej na żądanie matki, to znaczy iż kocha… Ale ślub odwołał.

Jakoś dziwnie się zachowywałeś, gdy twoja mama zaczęła mówić o ślubie powiedziała, patrząc, jak światła miasta zostają za nimi.

Ja? Nie, ona po prostu się spieszy, i…

Nie kłam. Nie spieszy jej się ona jest PRZECIWKO. Powiedziała, iż nastawiłam cię przeciw niej. I iż mamy się rozstać.

Marek nerwowo ścisnął kierownicę.

Więc słyszałaś? Zosiu, mama po prostu boi się, iż o niej zapomnę, jak wyjdę za mąż. Typowe. Nie bierz sobie tego do serca. Przejdzie jej.

Zosia nie brała do siebie słów teściowej, która nie potrafiła odciąć pępowiny. Bolały ją słowa Marka. Nie stanął za nią. Po prostu przytakiwał, żeby się nie kłócić.

Sprawa ślubu pozostała otwarta. Marek wciąż chodził jakby przeżuł cytrynę, a na każde wspomnienie przyszłości powtarzał: Może kiedyś…

I wtedy… zobaczyła niezamknięty telefon Marka.

Sprawdzę tylko godzinę, tłumaczyła sobie. Nie będę czytać wiadomości… no, może jednym okiem…

Na ekranie widniała świeża wiadomość od siostry Marka, Iwony. Iwona była tylko dwa lata młodsza od Zosi, ale zachowywała się, jakby miała wciąż dwanaście. Nie studiowała, nie pracowała, mieszkała z rodzicami i żyła na ich koszt.

Wiadomość była jasna:

No pięknie, znowu nie zobaczę pieniędzy. Znowu jesteś pod pantoflem. To żyj tak sobie, skoro jakaś laska ważniejsza niż rodzina.

Zosia przeczytała. Pod pantoflem.

Coś sobie przypomniała…

Jeszcze przed odwołaniem ślubu, gdy Iwona kolejny raz prosiła Marka o kasę, Zosia nie wytrzymała i powiedziała mu:

Marku, ona ma dwadzieścia siedem lat, siedzi u mamy i taty i ciagle prosi cię o pieniądze na imprezy. Może czas iść do pracy? Nasz budżet nie jest z gumy.

I normalnie by się nie wtrącała, ale to były też jej pieniądze; zarabiała tyle co Marek i nie zamierzała utrzymywać jego rodziny. Marek przyznał jej rację niechętnie, ale powiedział: Masz rację, Zosiu. Trzeba z tym skończyć.

No i wyszło, kto tak naprawdę nastawił wszystkich przeciwko Zosi.

Zosia wzięła telefon, skopiowała wiadomość od Iwony i wysłała ją do siebie żeby mieć dowód. Potem położyła telefon dokładnie tam, gdzie leżał.

Marek stukiwał buty z śniegu w przedpokoju:

Wziąłem chleb. I czekoladę twoją ulubioną, z orzechami. Tak się zastanawiałem, może trzeba było jednak iść…

Marku przerwała mu Zosia.

No co? Kogoś innego się spodziewałaś? zażartował.

Zosia nie podchwyciła.

Co ci napisała Iwona? zapytała.

Marek, czując się w potrzasku, poszedł na atak.

To ty mi grzebiesz w telefonie, jak mnie nie ma?

Klasyka obrona przez atak, próba zrzucenia winy.

Nieważne, co robiłam, Marek. Wytłumacz się. Teraz.

Marek zawahał się, w oczach od złości do paniki.

Daj spokój, Zosiu. Ona po prostu jest dziecinna, wszystko zaraz ją uraża.

Uraża ją co? Że powiedziałam, żeby dorosła?

No tak, od zawsze była przyzwyczajona, iż brat jej pomoże. A odwyknąć od darmowych pieniędzy ciężko. Przejdzie jej.

To ona nastawiła twoich rodziców?

No… tak przyznał Marek. Tłumaczyłem im, iż to nasze pieniądze, iż Iwona powinna zacząć sama zarabiać, ale mama zaraz w szpilki: Zosia cię pod siebie wzięła, dla niej rodziny nie masz! Ale ja tak nie myślę…

A jednak odwołałeś ślub… W porządku. Ona nastawiła rodzinę przeciwko mnie. Nie mogę się z nimi zadawać. Ale co ty myślisz? Chcesz się ożenić, czy po prostu nie umiesz powiedzieć matce nie?

Chcę się z tobą ożenić! Ale teraz nie mogę… Może później… jak wszystko się uspokoi…

Odpowiedź znana.

Wiesz, Marku, coś zrozumiałam… Nie chcę wychodzić za kogoś, kto nie jest pewny swoich uczuć i drży na każdy foch siostry. Dobrze, iż ślubu nie będzie.

Idź do oryginalnego materiału