Wczoraj się spisali, a jutro przeprowadza się – oznajmił syn na korytarzu

polregion.pl 1 dzień temu

Rozwiedliśmy się wczoraj, ona wprowadza się jutro oznajmił syn w korytarzu.
Zofiu, popatrz na te ceny! sąsiadka Walentyna Kowalska wbiła palcami w wystawę sklepu. Za kilogram pomidorów trzydzieści złotych żądają! To już najazd w środku dnia!

No cóż, to nie życie, a czysta ruina, Zofia Szymańska pokręciła głową, poprawiając torbę na ramieniu. Kiedyś na emeryturę człowiek mógł przeżyć, a teraz ledwo związuje koniec z początkiem.

A pan mieszka sama? Syn nie pomaga?

Mieszkam z synem. Antoni jest ciągle w biegu, pracuje dużo. Pieniądze przychodzi, ale w domu prawie go nie widać.

No przynajmniej tak, wzdychała Walentyna. A moi już wyjechali, wnuków widzę tylko na święta.

Pożegnały się i Zofia skierowała się do mieszkania. Ręce trzymały torby, nogi męczyły po zakupach. Sześćdziesiąt trzy lata coraz głośniej przypominały o sobie.

Mieszkanie przy ulicy Zielnej w Warszawie przywitało ciszą. Antona nie było, jak zwykle. Zofia rozłożyła zakupy, postawiła czajnik i usiadła przy oknie z herbatą, patrząc na szary, jesienny podwórze.

Życie jej było spokojne i poukładane. Po śmierci męża minęło już piętnaście lat. Przyzwyczaiła się do samotności, nauczyła radzić sobie samodzielnie. Wychowała syna, dała mu wykształcenie, pomogła stanąć na nogi.

Antoni ma już pięćdziesiąt pięć lat, pracuje programistą w dużej firmie, zarabia nieźle. Mieszkają razem w trzypokojowym mieszkaniu, które ojciec Zofii dostał od fabryki. Syn zajmuje jeden pokój, ona drugi, a trzeci służy jako salon. Każdy żyje własnym życiem, spotykają się tylko przy kolacji, a czasem choćby nie przy niej.

Zofia nie narzekała. Antoni był dobrym synem, wspierał ją pieniężnie, nie pił, nie awantował. Jedynie jego życie miłosne nie układało się najlepiej jedna dziewczyna po drugiej, ale nic poważnego.

Mamo, nie spiesz się, mówił, kiedy ostrożnie zaczynała rozmowę o małżeństwie. Znajdę odpowiednią.

I tak, jakby los wpadł w pułapkę, on ją znalazł. Ostatnie pół roku Antoni zaczął częściej zostawać po pracy, przychodził rzadziej do domu, odpowiadał wymijająco, ale Zofia widziała w jego oczach, iż jest zakochany.

Przedstawisz mi ją? zapytała pewnego dnia.

Przedstawię, mamo. Kiedy przyjdzie pora.

Czas przybył nieoczekiwanie. Zofia myła naczynia po kolacji, gdy usłyszała otwarcie drzwi wejściowych. Antoni wrócił wcześniej niż zwykle.

Mamo, jesteś w domu? zawołał podekscytowany głosem.

Na kuchni!

Wyszedł w progu, rozczochrany, z rozpalonymi oczami. Zofia od razu wyczuła, iż coś ważnego się stało.

Muszę ci coś powiedzieć.

Mów, słucham.

Antoni przeszedł do pokoju, a Zofia podążyła za nim. Chodził nerwowo tam i z powrotem, szukając słów.

Rozwiedliśmy się wczoraj, ona jutro wprowadza się wypluł w końcu, zatrzymując się w środku pokoju.

Zofia usiadła na krześle, a świat wokół niej zakręcił się.

Co? tylko i wykrzyknęła.

Żeniłem się. Wczoraj się pobraliśmy. Magdalena jutro wprowadza się tutaj.

Antoni, żartujesz?

Nie, mamo. To serio.

Dlaczego mi nic nie powiedziałeś?

No to było spontaniczne.

Spontanicznie? Małżeństwo spontanicznie? drżącym głosem zapytała.

Mamo, nie zaczynaj. Jestem dorosły, sam podejmuję decyzje.

Nie widziałam tej jak ją Magdaleny!

Zobaczysz jutro. To dobra osoba, spodoba ci się.

Zofia siedziała, nie mogąc ruszyć się. Szok był tak silny, iż słowa użądziły w gardle.

Mamo, powiedz coś, siadł na kolanach przy niej.

Co mam powiedzieć? Gratulować? Gdy choćby nie uprzedziłeś mnie?

Ostrzegam cię. Już teraz.

Po tym, jak się pobrałeś! To nie ostrzeżenie, to fakt!

Przepraszam, tak się stało.

Wstała, poszła do swojego pokoju, zamknęła drzwi i usiadła na łóżku, opierając twarz w dłoniach. Łzy spływały po policzkach, ale powstrzymywała jęki.

Syn wziął ślub bez jej wiedzy i błogosławieństwa. Jutro przywiózł do domu nieznajomą kobietę co ma robić? Cieszyć się?

Zofia nie spała całą noc. Przewracała się, myślała, rozpaczała. Kim była ta Magdalena? Dlaczego Antoni tak pospieszył z małżeństwem? Może jest w ciąży?

Rano wstała z ciężką głową i czerwonymi oczami. Antoni już był w pracy, zostawił notatkę na kuchni: Mamo, wrócimy wieczorem. Przygotuj coś na kolację. Kocham cię.

Kocham cię łatwo rzec. A jak jej serce?

Zofia automatycznie zaczęła gotować. Ugotowała rosół, usmażyła kotlety, przygotowała sałatkę. Ręce pracowały same, a głowa była pełna myśli.

Do wieczora umyła podłogi, wytrzeć kurz, nakryła stół. Dom był czysty i przytulny, tylko w duszy drapały koty.

Drzwi otworzyły się około ósmej. Zofia stała w kuchni, wycierając ręce ręcznikiem. Serce biło tak, iż zdawało się zaraz wyskoczyć.

Mamo, jesteśmy w domu! zawołał Antoni, radosny i szczęśliwy.

Wyszła na korytarz. Syn stał z dziewczyną. Wysoka, szczupła, długie blond włosy, wyrazisty makijaż. Wyglądała na dwadzieścia pięć lat, nie więcej.

Mamo, to Magdalena. Magdalena, to moja mama, Zofia.

Dzień dobry podała rękę, uśmiechając się niepewnie.

Dzień dobry odpowiedziała Magdalena, chwytając zimną dłoń.

Magdalena miała na sobie drogą skórzaną kurtkę, modne dżinsy, na szyi złoty łańcuszek. Wyglądała, jakby wyszła z okładki magazynu.

Antoni mówił, iż gotujesz obiad. Ależ to miłe! ćwierkała Magdalena, zrzucając kurtkę.

Antoniowi nie spodobało się, iż ją tak nazywa.

Proszę, wejdźcie do kuchni powiedziała Zofia suchym tonem.

Podczas kolacji Magdalena nie przestawała gadać. Opowiadała o ślubie, o tym, jaki Antoni jest cudowny, jak jest szczęśliwa. Antoni patrzył na nią zakochany, łapczywie łapając każde słowo.

Zofia milczała, jedząc rosół, od czasu do czasu przytakując. Nie podobała się jej ta roztrzepana dziewczyna, nie podobało się, jak syn na nią patrzy, nie podobało się, iż wszystko stało się tak nagle.

Zosiu, mogę cię nazywać mamą? zapytała nagle Magdalena, mrugając rzęsami.

Jak chcesz odpowiedziała Zofia chłodno.

Ojej, super! Nie mam już mamy, odchodziła dawno. A teraz mam taką wspaniałą teściową!

Po kolacji Antoni poprowadził żonę po mieszkaniu. Zofia została sprzątać przy stole, słysząc ich głosy, śmiech Magdaleny, stukanie po pokojach.

To będzie nasza sypialnia mówił Antoni.

Gdzie mama będzie spała? dopytała Magdalena.

Oczywiście ma własny pokój.

Aa, tak, oczywiście.

Zofia ściśnęła wargi. Czy Magdalena myśli, iż odda jej pokój? Nie tak.

Wieczorem, kiedy młodzi zasiedli w pokoju Antona, Zofia położyła się w swoim. Słyszała przez ścianę ich przytłumione głosy i śmiech. Czuła się samotna i gorzko.

Rano wstała wcześnie, jak zwykle, poszła do kuchni przygotować śniadanie. Za godzinę pojawiła się Magdalena, ziewając i przeciągając się.

Dzień dobry, mamo! zakrzyknęła.

Dzień dobry mruknęła Zofia.

O, już gotujesz śniadanie? Jak miło!

Zawsze gotuję.

Ja nie lubię jeść rano, tylko kawę.

Anton lubi poobfite śniadanie.

Nic, przyzwyczai się odparła Magdalena, nalewając sobie kawę.

Zofia stała przy palniku, przewracając serniczki. Przyzwyczai się znaczy, iż ta dziewczyna już planuje zmieniać nawyki syna.

Antoni przyszedł, usiadł przy stole. Zofia położyła mu talerz serniczków, podała herbatę.

Dzięki, mamo uśmiechnął się.

Antonku, naprawdę zamierzasz to jeść? skwitowała Magdalena z grymasem. Tyle kalorii!

Zawsze tak jem.

Nie wiem, ja bym dbała o sylwetkę.

Antoni spojrzał najpierw na żonę, potem na matkę. Zofia odwróciła się, by nie pokazać, jak bardzo boli ją to.

Po śniadaniu Magdalena zaczęła rozpakowywać rzeczy. Przywiozła trzy wielkie walizki, mnóstwo pudełek. Rozkładała je w pokoju Antona, wieszając w szafie.

Antonku, gdzie będę trzymać kosmetyki? Tu mało miejsca!

Nie wiem, znajdziemy.

Może poprosimy mamę, żeby zwolniła półkę w łazience?

Zofia, przechodząc obok, zatrzymała się.

W łazience nie ma wolnych półek.

Jak nie? spojrzała Magdalena z łazienki. Tam jest cała szafka!

To moje rzeczy.

Nie da się trochę przestawić!

Nie mogę.

Magdalena napukała wargami, spojrzała gniewnie na Antona.

Mamo, zwolnij jedną półkę, proszę poprosił syn.

Zofia cicho poszła do łazienki, przestawiła kilka słoików, uwolniła jedną półkę i wróciła. Łzy znów ją dusiły. Czuła się obca w własnym domu.

Minął tydzień. Magdalena osiedliła się, przestawiała meble, wieszała obrazy.

Zosiu, może przestawimy kanapę w salonie? zaproponowała. Będzie przytulniej!

Stała tu dwadzieścia lat.

No i co? Zmiany są dobre!

Nie potrzebuję zmian.

No nie! Antonku, powiedz mamie, iż tak będzie lepiej!

Antoni kręcił się między żoną a matką, starając się wszystkim dogodzić. Kanapę w końcu przestawili. Zofia nic nie powiedziała, po prostu poszła do swojego pokoju.

Magdalena nie lubiła gotować. Przychodziła na jedzenie, zostawiała brudne naczynia. Zofia sprzątała po niej.

Mamo, jesteś taka gospodyni! zachwycała się Magdalena. Ja wcale nie umiem gotować.

Mogę się nauczyć.

Po co? Przecież jesteś świetna!

Zofia zdała sobie sprawę, iż synowa po prostu przerzuca na nią obowiązki.

Pewnego wieczoru Zofia zamierzała iść do sklepu. Magdalena leżała na kanapie, oglądając telewizję.

Magdalena, idź proszę po chleb, ciężko mi.

Och, Zosiu, dziś jestem zmęczona! Poproś Antka?

Antoni w pracy.

To sama idź, zawsze to robisz!

Zofia wzięła torbę i wyszła. Łzy przytłaczały ją, a winda w budynku wydawała się wiecznie wolna. Zanim dotarła do sklepu, zatrzymała się na klatce schodowej, złapała oddech.

W domu Magdalena wciąż leżała na kanapie. Antoni jeszcze nie wrócił.

O! Wróciłam! Co kupiłaś?

Zofia milczała, podeszła do kuchni i zaczęła rozpakowywać zakupy. Ręce drżały, serce waliło jak pięść.

Wieczorem przy kolacji Magdalena ogłosiła:

Antonku, zróbmy imprezę! Zaproszę znajomych!

Dobry pomysł ucieszył się Antoni.

Mamo, nie masz nic przeciwko? zapytała, ale w głosie nie było pytania, a jedynie pewność.

Czy moje zdanie kogoś interesuje? zmęczona zapytała Zofia.

Mamo, co z tym? zmartwił się Antoni. Oczywiście, iż interesuje!

W takim razie jestem przeciw. Czuję się źle, potrzebuję ciszy.

Och, Zosiu, przynajmniej raz możesz się odstresować! Będziemy cicho! namawiała Magdalena.

Nie.

Antonku, powiedz jej!

Antoni spojrzał najpierw na matkę, potem na żonę.

Mamo, proszę. Magdalena chce uczcić nasz ślub z przyjaciółmi.

Ślub był miesiąc temu.

No i co? Lepiej późno niż nigdy!

Zofia wstała od stołu.

RóbcieZofia, z lekko podniesionym brwiami, położyła rękę na sercu i powiedziała: Niech więc jedność i szacunek będą fundamentem naszego domu, a nie walka o przestrzeń.

Idź do oryginalnego materiału