Wchodziłem po drabinie, żeby obciąć suche gałęzie z drzewa, gdy nagle mój pies zaczął uporczywie szczekać i szarpać mnie za spodnie, żebym zszedł na dół – na początku myślałem, iż po prostu zwariował albo się bawi i przez przypadek może ściągnąć mnie z drabiny 😱😢

twojacena.pl 5 dni temu

Wyobraź sobie, dziś rano miałam przygodę, którą muszę Ci opowiedzieć, bo do tej pory trzęsą mi się ręce. Stałam na drabinie, żeby przyciąć suche gałęzie starej jabłoni, która rośnie tuż przy domu. Pogoda od samego świtu była jakaś dziwna niebo zasnute ciężkimi, nisko wiszącymi chmurami, powietrze takie wilgotne i nieruchome, czuć było w kościach, iż zaraz spadnie deszcz. Ale wiesz, te gałęzie już od dawna się o to prosiły i stwierdziłam, iż nie będę dłużej zwlekać. Zaraz po śniadaniu ustawiłam solidnie drabinę pod pniem i dwa razy sprawdziłam, czy dobrze stoi bo to już nie te lata, żeby ryzykować.

Podchodzę do drabiny, w rękach sekator, wspinam się spokojnie parę szczebli do góry, jeszcze tylko kilka ruchów i po kłopocie. A tu nagle czuję, jak ktoś ciągnie mnie za nogawkę spodni! Odwracam się, a to mój Kajtek ten nasz ukochany kundel ze wzrokiem szeroko otwartym, prawie wyłazi na drabinę za mną, łapy mu się ślizgają po metalowych szczeblach, pazury stukają jak szalone, a on nie daje za wygraną.

Mówię do niego trochę nerwowo: Kajtek, co Ty wyprawiasz, chłopie? Zejdźże stamtąd! Macham ręką, żeby się odsunął, ale on uparcie wspina się wyżej, łapie mnie mocniej za spodnie zębami i niesamowitą siłą ciągnie w dół! W pierwszym odruchu zdenerwowałam się okropnie, bo myślałam, iż mu się w głowie poprzewracało, albo iż sobie żarty robi i zaraz przez niego wyląduję pod drzewem ze złamaną nogą.

Zaczęłam go odganiać, już miałam na języku niemiłe słowa, ale wtedy przeszło mi przez myśl, iż on wcale nie próbuje się bawić. Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby miał taki poważny, przejęty wyraz oczu. Jakby próbował coś powiedzieć, ostrzec mnie przed czymś.

Próbowałam wspiąć się wyżej, no bo jak już zaczęłam, to szkoda było przerywać. Ale gdy tylko postawiłam stopę wyżej, Kajtek szarpnął mnie tak gwałtownie za spodnie, iż w ostatniej chwili złapałam się drabiny obiema rękami, żeby nie spaść.

Wzięłam głęboki oddech, zrezygnowana zeszłam na dół i burknęłam pod nosem: Dobra, starczy tych cudów. Jeszcze trochę i zamknę Cię w kojcu. Kajtek od razu spuścił głowę, wyglądał jakby robił coś bardzo niedobrego, ale nie miałam wyjścia zaprowadziłam go do zagrody, zamknęłam furtkę i znowu podeszłam do drabiny, myśląc, iż wreszcie spokojnie skończę robotę.

Już stawiałam nogę na pierwszy szczebel, kiedy nagle nad moją głową rozległ się taki trzask, iż aż mnie zatrzęsło. Instynktownie spojrzałam do góry i Dosłownie sekundę później ogromna, sucha gałąź oderwała się od jabłoni i z łoskotem runęła dokładnie tam, gdzie stałam. Przeleciała mi tuż nad głową, rozpadła się na kawałki i upadła kilka centymetrów ode mnie.

Nogi mi się ugięły i przez długi moment nie mogłam wykrztusić słowa, stałam jak wmurowana obok drabiny, a serce waliło mi jak dzwon po całym ciele. Dopiero wtedy dotarło do mnie, co się stało. Kajtek mnie nie przeszkadzał. On mnie ratował.

On chyba wyczuł, iż zaraz się coś wydarzy, może usłyszał trzask pękającego drewna wcześniej albo po prostu czuł nadchodzące niebezpieczeństwo. Obróciłam się w stronę kojca i zobaczyłam, jak Kajtek stoi z uszami do góry, spokojny, ogonem lekko macha na boki, jakby pytał: No i kto miał rację?

Podbiegłam do niego, otworzyłam furtkę i od razu go uściskałam, klęcząc na trawie. Przytulił się do mnie, jak tylko psy potrafią i wyszeptałam mu do ucha: Uratowałeś mi życie, Kajtek

Od tego dnia wiem jedno już nigdy nie zignoruję sygnału od psa. Oni naprawdę coś czują wcześniej niż my.

Idź do oryginalnego materiału