Gdy tylko weszła do mieszkania, Halina zatrzymała się w przedpokoju. Tuż obok jej i Janusza butów ktoś starannie ustawił szpilki wysokie, lakierowane i kosztowne, które od razu rozpoznała. To był fason, który nosiła tylko jego siostra, Dorota. Dlaczego ona się tu pojawiła? Halina nie pamiętała, by Janusz wspominał o tym, iż Dorota zamierzała ich odwiedzić.
Halina, twój znowu w delegacji? zawołał za nią Sławek, jej kolega z pracy, kiedy szła na przystanek autobusowy. Może usiądziemy w kawiarni? Zamówimy to twoje nieziemskie kakao i wreszcie pogadamy, ile można tylko dzień dobry, do widzenia w biegu.
Wybacz, Sławku, nie dam rady dziś. Janusz obiecał, iż będzie wcześniej w domu, mieliśmy wybierać kuchnię, bo po remoncie przez cały czas wszystko w proszku. Zresztą, w delegację już dawno nie jeździł.
I zawsze na czas w domu? ironicznie zapytał Sławek, starając się ukryć grymas.
Niekoniecznie, uśmiechnęła się Halina i pokręciła głową. Pieniądze są nam teraz bardzo potrzebne, więc Janusz zostaje dłużej w pracy. Jak meble będą na miejscu, to może będzie się spieszył do domu.
Rozumiem, mruknął Sławek, życząc jej miłego wieczoru i poszedł w swoją stronę.
Tym razem Halinie udało się, bo autobus podjechał szybko, a zwykle czekała długo. Ze względu na wcześniejsze wyjście z pracy, zdążyła bez żadnego stresu. Zajęła miejsce przy oknie i odpłynęła w zamyśleniu.
Kiedyś planowała związek ze Sławkiem, ale rozstanie nastąpiło w dziwnych okolicznościach, których już choćby nie pamiętała. niedługo pojawił się Janusz poszli do urzędu stanu cywilnego praktycznie na złość Sławkowi: zobacz, nie jestem sama, teraz to ty żałuj.
Sławek próbował się pojednać przepraszał, obiecywał wszystko, co najpiękniejsze, wierność, szczęście, ale Halina była już całkowicie oczarowana Januszem i w końcu uznała, iż Sławka nigdy adekwatnie nie kochała.
Potem praktycznie przestała o nim myśleć, aż przeniesiono go do ich oddziału z centrali, a on udawał zaskoczenie tym przypadkowym zbiegiem okoliczności. Halina miała wrażenie, iż Sławek sam się o to przeniesienie postarał, wiedząc, iż tu pracuje. Niemniej, było jej miło, iż Sławek przez cały czas nie miał nikogo i traktował ją z dawną serdecznością.
W głębi duszy życzyła mu szczęścia, a choćby trochę zazdrościła jego przyszłej żonie był romantykiem, umiał adekwatnie adorować.
Sama nie mogła narzekać na Janusza. Pracował ciężko dla dobra rodziny, żeby nie musieli się martwić o wygodę, ale dla żony niemal nie miał czasu.
Mieszkali w mieszkaniu Doroty. Siostra Janusza zaoferowała im je, zanim wyprowadzi się tu z dziećmi. Dorota i jej mąż nie znali finansowych trosk nie pracowała nigdy, mieszkania wynajmować nie musiała, inwestowali w nieruchomości, żeby dzieci miały gdzie mieszkać.
Remont robili po swojemu, Dorota pozwoliła na wszystko, teraz z Januszem wybierali meble. Czasem Halina myślała, iż lepiej byłoby wynająć mieszkanie wyposażone tyle środków włożyli w ten pustostan, iż starczyłoby na kilka lat najmu, a choćby na wkład własny do hipoteki. Ale Janusz był uszczęśliwiony, gdy Dorota im zaoferowała lokal.
Halina wysiadła z autobusu, przeszła pospiesznie przez ulicę i ruszyła do bloku, w powietrzu czuła zapowiedź deszczu ten charakterystyczny, przedwilgotny zapach. Tym razem nie cieszyła się z tej świeżości.
Myśli kotłowały się w jej głowie ile już minęło odkąd zamieszkali tu z Januszem? Rok? Siedemnaście miesięcy? Nie pamiętała dokładnie, ale wiedziała, iż wciąż czuła się tymczasowo. Remontowali, meblowali, czekali jakby prawdziwe życie miało zacząć się potem, tylko kiedy?
Powoli pięła się po schodach na czwarty piętro. Każdy kolejny stopień potęgował dziwną presję.
Wchodząc do mieszkania, Halina znów zawisła w progu. Obok własnych butów szpilki Doroty. Droga ozdobna para, na wysokim obcasie. Po co ona tutaj? Nie przypominała sobie, by Janusz zapowiadał jej wizytę.
Już miała zawołać, iż wróciła do domu, gdy coś ją powstrzymało. Intuicja podpowiadała, żeby nie wchodzić od razu do salonu. Zastygła i zaczęła nasłuchiwać.
Chcieliśmy z mężem odpocząć, rozległ się głos Doroty. Ale jemu nie wyszło z urlopem, więc pomyślałam by oddać te pakiety wypoczynkowe tobie. Ale pod jednym warunkiem pojedziesz nie z żoną, a z Anielą.
Halina zesztywniała. Z Anielą? Przypomniała sobie, iż Janusz kiedyś mimochodem wspominał o jakiejś przyjaciółce Doroty Anieli którą ta usiłowała mu zeswatać.
Nie przywiązała do tego zbytniej wagi. Teraz jednak, słysząc to imię, coś w niej zadrżało.
Nie potrzebuję Anieli, mruknął Janusz. Doroto, przecież mówiłem jestem z Haliną, mam żonę, przestań mi to sugerować.
Halina poczuła ulgę. Więc Dorota jak zwykle narzuca swoje pomysły. Już chciała wejść do pokoju, ale Dorota znów się odezwała.
Przestań kłamać. Przecież pamiętam, jak bardzo ją kochałeś. Chcieliście się z nią żenić, a potem obraziłeś się o drobiazg. Nie bądź uparty widzę, iż Halina nie jest ci pisana. Aniela to zupełnie inna liga.
Halinie z trudem przychodziło trzymanie się w ryzach. Kochał? Plany ślubne? Przecież mówił jej, iż Aniela była mu obojętna. Wpatrując się w podłogę, próbowała nie dać się emocjom, ale słowa Doroty nie dawały jej spokoju.
Co z tego? Mówił Janusz, ale jakoś dziwnie nieswojo irytacja przeplatała się z niepewnością. To przeszłość. Kocham żonę.
Kochasz? Daj spokój! westchnęła Dorota. Przecież żeniłeś się z Haliną tylko po to, by wzbudzić zazdrość, gdy Aniela odeszła do innego. Potem chciała wrócić, żałowała, przepraszała. A ty w złości się ożeniłeś na przekór.
Halina poczuła, iż grunt usuwa się jej spod nóg. Zemsta? Czy Janusz naprawdę ożenił się z nią tylko po to, by pokazać coś dawnej ukochanej? Ogarnęła ją dziwna pustka. Przypomniała sobie, jak sama chciała gwałtownie wyjść za Janusza po rozstaniu ze Sławkiem.
Ale czy to ma znaczenie? Teraz przecież naprawdę się kochali. Czyżby tylko ona? Z zamrożonym oddechem czekała, co Janusz odpowie.
Przyszłość jest naszym wyborem, powiedział w końcu Janusz. Mam zobowiązania wobec żony.
Jakie zobowiązania? Dorota prychnęła. choćby dzieci nie narobiliście, całe szczęście. interesujące czy wiesz, gdzie mieszkasz? Z Haliną zawsze będziecie tułali się po cudzych kątach. Aniela dostała od rodziców trzypokojowe mieszkanie nowiuteńkie, przestronne Czeka na ciebie, kocha cię nadal, wierzy iż się opamiętasz.
Halina oparta o chłodną ścianę czuła, jak popada w otępienie. Jak Dorota może mówić takie rzeczy? Jeszcze bardziej ciekawiło ją, co powie Janusz. Ledwo oddychała, wsłuchując się w ciszę.
Doroto, dość już, zaczął Janusz, ale nie był już tak pewny siebie. Mieszkanie to nie wszystko. Kiedyś kupimy własne, na razie mamy gdzie mieszkać.
Dorota nie dawała za wygraną.
Nie przyjmujesz faktów. Aniela była zawsze twoją najważniejszą, tylko żal ci nie przechodzi. Z nią będziesz miał wszystko: dom, stabilność, to na co zasługujesz. Przecież wiesz, iż z Haliną nigdy nie będziesz naprawdę szczęśliwy.
Poza tym, dorzuciła. Nie będę wam wiecznie udostępniać mieszkania. Mam własne plany, niedługo będziecie musieli się wynieść.
A Aniela wie o twoich intrygach? spytał Janusz.
Wie! To ona mnie prosiła. Zaplanowała to z tymi wyjazdami, żebym cię przekonała. Ona wie, iż ją kochasz.
Zapadła cisza. W środku Haliny wszystko się kręciło w szalonym tańcu. Dlaczego Janusz milczy? Czy naprawdę rozważa propozycję siostry?
Co powiem Halinie? wymamrotał w końcu.
Powiedz, iż jedziesz na działkę pomóc. Właśnie robimy tam remont. Z Anielą pojedziesz nad morze, prosta sprawa.
Halina więcej nie była w stanie słuchać. Cicho wymknęła się z mieszkania i ruszyła przed siebie, byle dalej.
Nogi zaprowadziły ją do kameralnej kawiarni. W półmroku grała spokojna muzyka, za oknem migały światła na mokrym asfalcie. Zamówiła kakao z wanilią i wpatrywała się w drżące od deszczu szyby, a w głowie przeplatały się fragmenty rozmowy z domu.
Nie mogła pojąć, gdzie się podziało jej życie czy jej związek był tylko rewanżem wobec byłych? Myślała, iż Janusz wybrał ją sercem, tymczasem motywacje były zupełnie inne. Sama nigdy nie rozważała spotkania z Sławkiem choćby na kawie, nie mówiąc już o wyjeździe nad morze. Kochając Janusza całym sercem, nie miała żadnego porównania do dawnych uczuć.
Deszcz bił w szyby, światła w mieście tworzyły plamy koloru w mroku, a ona przez cały czas nie ruszyła kakao. Czas rozmył się zupełnie, jakby wszechświat stanął w miejscu.
Janusz choćby nie zadzwonił, nie spytał gdzie jest. Pewnie szykuje się z Anielą na wyjazd, nie obchodzi go nic pomyślała z goryczą. Po telefon sięgnęła, by sprawdzić godzinę, ale bateria była już martwa.
Westchnęła ciężko. Nie była gotowa na powrót, ale nie dało się dłużej zwlekać.
Opuściła kawiarnię, ciaśniej opatuliła się płaszczem i ruszyła do domu, nocne wietrzenie przeszywało ją na wskroś. Każdy krok utwierdzał ją w przekonaniu, iż z Januszem to już koniec. Rozstanie wisiało w powietrzu.
Gdy zbliżyła się do bloku, miała wrażenie, iż oddycha coraz ciężej. Weszła, odkluczyła drzwi, a w środku powitała ją cisza. Żadnych dźwięków, żadnego gwaru. Jej uwagę przykuły walizki stojące w pokoju Janusz pakował rzeczy. A więc to już, pomyślała, on naprawdę zamierza odejść.
Co robisz? zapytała odruchowo, choć wszystko było jasne zaraz wyzna, iż jedzie na działkę do Doroty. Ale Janusz powiedział coś innego:
Halino, wyprowadzamy się. Znalazłem mieszkanie. Na razie, potem weźmiemy kredyt hipoteczny. Zamilkł, wpatrując się w żonę, jakby szukał czegoś w jej spojrzeniu. Czemu tak późno wróciłaś? Dzwoniłem, twój telefon wyłączony. Też wzięłaś fuchę?
Halina nie mogła w to uwierzyć. Wszystkie myśli, które układała, nagle przestały mieć znaczenie.
Wyjeżdżamy? powtórzyła cicho, nie rozumiejąc.
Janusz widocznie złapał jej zawahanie. Podeszli do siebie bliżej, usiedli na kanapie. Krótko streścił rozmowę z Dorotą.
Powinienem był wcześniej ci wszystko wyznać, rzekł cicho. Miałem romans z Anielą, tak, ożeniłem się, żeby wyrównać rachunki. Ale teraz liczy się tylko to, iż ciebie kocham naprawdę i nie chcę cię stracić.
Halina słuchała, a noc wokół nich gęstniała, jak senna mgła. Rozczarowanie pozostało, ale rozmowa oczyszczała.
Przepraszam, iż nie powiedziałem ci wszystkiego wcześniej, dodał Janusz. Gdy opowiedziałaś mi o Sławku, pomyślałem, iż moja historia wyda się śmieszna. Potem już nie chciałem wracać do przeszłości.
Halina odetchnęła, łzy szczęścia kręciły jej się w oczach.
Dobrze, powiedziała cicho, co było, to minęło. Mieszkanie już znalazłeś?
Tak, odpowiedział Janusz. Tymczasowo, ale własny kąt. Bez Doroty, bez jej rad. Poradzimy sobie, zobaczysz. Potem kredyt, wszystko po swojemu.
Halina czuła, iż to jest adekwatny krok. Niezależni, razem, własne decyzje. Przeszłość to sen, który w tej nocy rozmył się wraz z deszczem za oknem.
No to co? uśmiechnął się Janusz. Czas się szykować?
Potakiwała bez słowa. Pozostawała tylko wiara, iż ich nowe życie istotnie będzie inne. Czuła się tak, jakby nagle obudziła się z dziwnego, surrealistycznego snu, który może nareszcie ustąpi przyszłości.












