Wakacyjny raj z kasą fiskalną. Hiszpańskie plaże będą płatne

angora24.pl 3 godzin temu

Inspiracja pochodzi z Włoch. W Rzymie od lutego trzeba zapłacić dwa euro, by podejść do Fontanny di Trevi i wrzucić monetę na szczęście. Barokowe arcydzieło oglądało w ubiegłym roku 25 milionów ludzi. W szczycie – choćby 70 tysięcy dziennie. Władze długo kombinowały z barierkami i limitami, aż w końcu postawiły na najprostsze rozwiązanie: skoro nie da się zmniejszyć tłumu, można na nim zarobić. Szacunki mówią o milionach euro rocznie, które zasilą miejską kasę. Madryt patrzy więc na Rzym. Hiszpania pęka w szwach – w tym roku może paść rekord stu milionów odwiedzających. Turystyka to ponad dziesiąta część gospodarki i przeszło 130 miliardów euro rocznie. Nic dziwnego, iż pojawia się pokusa, by dołożyć „mikroopłatę” dla zwiedzających.

Na liście są miejsca, które dotąd były symbolem otwartości. W Sewilli chodzi o Plaza de Espana – monumentalny półkolisty plac, znany szerzej od czasu, gdy kręcono tam sceny do „Gwiezdnych wojen”. Zimą odwiedza go już niemal 19 tysięcy osób dziennie, dwa razy więcej niż dekadę temu. w okresie bywa tak ciasno, iż na stu metrach kwadratowych stoi ponad 80 osób – choć zalecenia dla obiektów dziedzictwa kulturowego mówią o trzydziestu. jeżeli zapadnie decyzja o bilecie, będzie to pierwszy publiczny plac w Hiszpanii z wejściówką. Drugi kandydat to Praia das Catedrais – Plaża Katedr w Galicji. Kamienne łuki przypominające gotyckie nawy już dziś podlegają limitom wejść w okresie letnim. Ochrona przyrody ma swoją cenę. Być może dosłownie.

Trzecie miejsce to ogólnodostępne otoczenie Alhambra w Grenadzie – te fragmenty ogrodów i przestrzeni wokół kompleksu, które dotąd były darmowe. jeżeli i tam pojawią się bramki, zakończy się epoka bezpłatnego spaceru. Wenecja już przetarła szlak. Pobiera od jednodniowych gości od 5 do 10 euro. Turystów nie ubyło, za to wpływy rosną. Logika jest prosta: skoro nie da się zatrzymać fali, można przynajmniej ustawić kasę przy wejściu. Hasło brzmi: walka z nadmierną turystyką. W praktyce chodzi o porządkowanie ruchu i dodatkowe środki na sprzątanie, ochronę i infrastrukturę. Pytanie tylko, gdzie kończy się ochrona dziedzictwa, a zaczyna biletowanie krajobrazu. Bo jeżeli płacić będziemy za wejście na plac, do ogrodu i na plażę, to czy kolejnym krokiem będzie opłata za zachód słońca?

Idź do oryginalnego materiału