Wykupienie ubezpieczenia powinno być podstawą podczas planowania wakacji. Tym bardziej, jeżeli wybierasz się za granicę, a w planach masz niecodzienne aktywności. Dzięki temu w razie jakiegokolwiek wypadku możesz liczyć na fachową opiekę bez dodatkowych kosztów. Pamiętaj jednak, by usługę dobrze dopasować do swoich preferencji oraz tego, w jaki sposób będziesz spędzać czas. Inaczej możesz zostać z przysłowiową ręką w nocniku. Na własnej skórze przekonała się o tym para z Wielkiej Brytanii.
REKLAMA
Zobacz wideo Atrakcja i tortury. Słonie cierpią dla turystów
Wybrali się na przejażdżkę. Doszło do poważnego wypadku
Jo i Stu Ingram wybrali się na wymarzoną dwutygodniową podróż do Tajlandii. Przedostatniego wieczoru pobytu zdecydowali się skorzystać z niecodziennej atrakcji, jaką była przejażdżka na kucykach wzdłuż plaży w Krabi. Wszystko było dobrze do momentu, w którym kobieta spadła na piasek i na chwilę straciła przytomność. Jak informuje serwis bbc.com, udało jej się wstać, jednak odczuwała "znaczny ból", dlatego wezwano pogotowie. W szpitalu okazało się, iż doznała złamania kręgosłupa w trzech miejscach, do tego fragmenty uszkodzonego dysku uciskały na rdzeń kręgowy. Konieczna była pilna operacja. - Byliśmy w Tajlandii, tysiące kilometrów od domu, w strasznej sytuacji, zupełnie sami - powiedziała kobieta.
Mimo ubezpieczenia, nie otrzymali pieniędzy. "Odrzucił nasze roszczenie"
Para musiała z góry zapłacić szpitalowi 12 tys. funtów (ok. 59 tys. zł), by w ogóle rozpocząć leczenie. Sięgnęli więc do swoich oszczędności, a następnie skontaktowali się z ubezpieczycielem. Byli przekonani, iż wykupiona polisa uratuje ich przed ogromnymi kosztami. Okazało się jednak inaczej. Jazda konna, w tym również przejażdżka na kucykach, zaliczana była do sportów ekstremalnych, czyli usługi, której para nie dobrała do pakietu. - Ubezpieczyciel odrzucił nasze roszczenie - powiedział Stu. - Kiedy powoli jechaliśmy kucami wzdłuż brzegu, wcale nie wydawało się to ekstremalne, ale to nasza wina, iż nie przeczytaliśmy dokładnie drobnego druku - dodał.
Musieli zapłacić ponad 100 tys. zł. "Popełniliśmy błąd i drogo za niego zapłaciliśmy"
Za dwutygodniowy pobyt w szpitalu para musi zapłacić 21 tys. funtów (ponad 100 tys. zł), jednak to nie koniec kosztów. Należy do nich jeszcze doliczyć fizjoterapię, rehabilitację oraz konieczność pozostania w Tajlandii co najmniej 7 tygodni. Ze względu na swój stan, Jo nie może polecieć zwykłym samolotem pasażerskim, więc jedynym rozwiązaniem jest długoterminowe wynajęcie pokoju w hotelu, co również nie jest tanie. - Odzyskałam częściowo sprawność i mogę poruszać się z chodzikiem, ale miną jeszcze długie miesiące, zanim wrócę do normalności - zdradziła kobieta.
Para przyjęła stanowisko ubezpieczyciela. Teraz starają się uczulić innych, by dokładnie przeglądali swoje polisy i decydowali się jedynie na takie aktywności, które w nich się znajdują. - Popełniliśmy błąd i drogo za niego zapłaciliśmy - powiedziała kobieta. - Zawsze należy zakładać, iż jeżeli czegoś nie ma na liście, to nie jest objęte ubezpieczeniem - wyjaśnił Tom Vaughan z serwisu Confused.com. Specjalista dodał, iż choć ubezpieczenia zwykle obejmują szeroki zakres aktywności, może się zdarzyć, iż niektórych nie zawierają. Dlatego przed wykupieniem należy je porządnie sprawdzić. Wykupujesz ubezpieczenie przed wyjazdem za granicę? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.





