W zakładzie pracy z nazwiskiem Sławomira często sobie żartowano. I to nie tylko mężczyźni, kobiety też. Zwłaszcza, kiedy pierwszy raz je słyszały.
Tak było i tym razem. Rano, przy wejściu na teren fabryki w Łodzi pojawiła się nowa ochroniarka, kobieta około czterdziestki. Gdy sprawdzając przepustkę Sławomira przeczytała jego nazwisko, od razu się uśmiechnęła.
O proszę, Duszyński! To naprawdę istnieją takie nazwiska?
No widzisz przeszedłem od razu na ty, bo wyglądała na trochę młodszą ode mnie. Jak widać, istnieją.
interesująca jestem, skąd się takie nazwisko wzięło w twojej rodzinie, Duszyński? dopytywała.
Już od lat wiedziałem, jak w takich momentach odpowiadać półżartem.
Podobno moja prababcia w którymś pokoleniu zaprzyjaźniła się z domowym duszkiem. No i potem, urodził jej się syn. Tak właśnie pojawiło się to nazwisko.
Kobieta, zamiast się roześmiać, popatrzyła na mnie tak poważnie, iż sam parsknąłem śmiechem.
Mówisz poważnie? wyszeptała przestraszona.
A jakże podkręciłem żarcik. Od tej prababci wszyscy Duszyńscy mamy teraz nadprzyrodzone zdolności. Więc lepiej się ze mną nie kłóć, piękna kobieto. Jak mi zajdziesz za skórę, to ci się w nocy objawię jako duszek domowy i nie dam spać.
Po tych słowach spojrzała na mnie nieufnie i powiedziała surowo:
Nie strasz mnie! jeżeli zajdzie potrzeba, i na duszka znajdę sposób. Przechodzisz dalej, nie blokuj kolejki.
Wieczorem, wychodząc z pracy, znowu trafiłem na tę samą ochroniarkę. Gdy mnie zobaczyła, skrzywiła się lekko.
Co taka poważna jesteś, śliczna? zagadnąłem przyjaźnie.
Ja nie jestem żadna śliczna, tylko Weronika Janik! odparła ostro. I nie patrz tak na mnie. Przechodź już!
Oho pomyślałem, wychodząc przez bramę chyba właśnie zyskałem wroga. Nie każda kobieta ma poczucie humoru
Następnego dnia rano przy bramie Weroniki nie było. Ale w czasie przerwy obiadowej pojawiła się niespodziewanie w stołówce. Usiadła przy moim stoliku, kiedy wcinałem ziemniaczane puree z kotletem mielonym, i szepnęła tak, by nikt nas nie słyszał:
No, przyznawaj się, Duszyński! To była twoja sprawka tej nocy?
Omal się nie zakrztusiłem.
O czym pani mówi, pani Weroniko? wykrztusiłem już na pan/pani. Co to miała być za sprawka?
Nie wykręcaj się, Duszyński! prawie przewiercała mnie wzrokiem. Przecież ostrzegałeś mnie sam!
O czym ostrzegałem?
No, iż lepiej się ze mną nie kłócić. zawahała się chwile Groziłeś, iż pojawisz się u mnie jako duszek domowy i spać nie dasz. Pamiętasz?
Ależ proszę pani, przecież ja tylko żartowałem!
Taa, jasne! naciskała jeszcze mocniej. A kto mnie w nocy ciągnął za nogę?
Ciągnął?! Jak to?
Normalnie! Już prawie zasypiałam, jak nagle poczułam, iż moje kołdra się zsuwa, a ktoś delikatnie łapie mnie za nogę. Myślałam, iż umrę ze strachu!
Pani Weroniko, pani żartuje? wytrzeszczyłem na nią oczy. Myśli pani, iż wszedłem przez okno i łapałem panią za nogę?
Skąd mam wiedzieć jak się dostałeś! Ale czułam twoją rękę!
Może to był pani były mąż? rzuciłem niepewnie.
Jaki mąż?! Od pięciu lat jestem rozwiedziona! To musiałeś być ty i już!
Skąd ten pomysł?
Bo jesteś Duszyński! Sam mówiłeś, iż twoja prababcia zadawała się z domowym duszkiem.
Ale to był żart, powtarzam go wszystkim w pracy! Każdy się śmieje, a pani
Dawałeś się już wyżartować, co? spojrzała na mnie groźnie. Przez ciebie całą noc nie mogłam spać, tylko coś szurało przy ścianie, łomotało po meblach
Wydaje się pani, serio! To na pewno nie ja
Ale Weronika Janik pokręciła głową.
Nie, Duszyński. Nie wymigasz się tak łatwo. Sam zacząłeś, sam dokończysz.
Co mam dokończyć? zdębiałem.
Dowiedziałam się, iż nie masz żony
No i?
To dzisiaj po zmianie idziesz ze mną do domu. Nikt cię za to nie będzie gonił, prawda?
Co pani przez to rozumie?
Będziesz siedział przy mnie całą noc i odganiał swoje duszki, żebym mogła wreszcie się wyspać. Przy świetle nie zasnę, a w ciemności się boję.
No dobrze skinąłem głową, czując, iż z tą kobietą nie ma sensu się sprzeczać. O której mam do pani przyjść?
Po pracy razem idziemy. Nakarmię cię, położę spać, a o dziewiątej cię obudzę i będziesz przy mnie czuwał do rana.
Nie trzeba dodawać, iż po tej nocy do Weroniki Janik już nie chciałem wychodzić. Bo okazała się całkiem dobrą kobietą. Może trochę nerwową i lękliwą, ale za to bardzo troskliwą, a choćby o dziwo czułą. A czego mężczyzna oczekuje od kobiety? Właśnie czułości i zrozumienia. Niczego więcej.













