W zakładzie pracy nad nazwiskiem Sawelija często żartowali mężczyźni. Kobiety również, szczególnie gdy słyszały je po raz pierwszy.

twojacena.pl 1 dzień temu

Na fabryce nazwisko Bartłomieja było regularnym powodem do żartów. I to nie tylko wśród facetów, kobiety też lubiły się pośmiać. Zwłaszcza gdy słyszały je pierwszy raz.

I akurat tego ranka, w portierni pojawiła się nowa ochrona kobieta około czterdziestki. Kiedy sprawdzała przepustkę Bartłomieja i przeczytała jego nazwisko, od razu się uśmiechnęła.

Ojej! Duszyński! Naprawdę istnieją takie nazwiska?

No widzisz przecież, istnieją jak najbardziej odpowiedział Bartłomiej, od razu zwracając się do niej na ty, bo wyglądała na młodszą od niego. A co, dziwne?

Ciekawe, skąd się wzięło u was takie nazwisko? pyta dalej kobieta. No, Duszyński?

Bartłomiej był już zaprawiony w takich rozmowach i miał gotową ripostę.

Mówią, iż moja praprababcia w jakimś tam pokoleniu trochę narozrabiała z domowym duchem. I potem z tego romansu powstało właśnie to nazwisko.

Zamiast się zaśmiać, kobieta zrobiła taką minę, iż Bartłomiej aż parsknął śmiechem.

Mówi pan serio? wyszeptała wystraszona.

A jakże! kontynuował żartobliwym tonem. Od tej praprababci wszyscy Duszyńscy mają paranormalne zdolności. Więc, piękna, lepiej się ze mną nie kłóć. Bo jak coś, to cię w nocy odwiedzę i w postaci ducha domowego spać nie dam!

Kobieta spojrzała na niego podejrzliwie i powiedziała z powagą:

Nie strasz mnie! A jak będzie trzeba, to na ducha też znajdę sposób. Przechodź już, nie blokuj ruchu.

Wieczorem, gdy Bartłomiej wracał z pracy, ochrona była przez cały czas na posterunku i widząc go, od razu zrobiła minę niezadowoloną.

Ej, piękna, czemu taka nadęta jesteś? zagadnął ją dobrodusznie.

Ja ci nie piękna, tylko Bogusława Krystynowna! fuknęła. I nie gap się na mnie, przechodź!

No pięknie, pomyślał Bartłomiej wychodząc, chyba sobie właśnie wroga narobiłem. Kobiece żarty to chyba nie jej bajka…

Następnego dnia rano na stanowisku ochrony już jej nie było. Ale podczas lunchu, w fabrycznej stołówce, Bogusława Krystynowna pojawiła się przy jego stoliku akurat, gdy wcinał puree z kotletem i wysyczała cicho, aby sąsiedzi nie słyszeli:

Przyznaj się, Duszyński! To ty w nocy się popisałeś?

Bartłomiej o mało nie zakrztusił się ziemniakami.

Słucham? O czym pani mówi, Bogusławo Krystynowno? Co znaczy, iż ja?

Nie udawaj głupiego, Duszyński! patrzyła na niego jakby chciała spalić wzrokiem. Ostrzegałeś mnie sam wczoraj!

Że o co niby chodziło?

Mówiłeś, żebym się nie kłóciła, bo przyjdziesz do mnie jako duch domowy! To chyba groźba była, czy nie?

No wie pani… jęknął Bartłomiej. Przecież to był żart!

Tak, żart! nie dawała za wygraną. A kto mi w nocy ciągnął za nogę?

Przepraszam, co panią ciągnęło?

Ledwo zasnęłam koło północy i czuję, kołdra mi się zsuwa, a tu nagle ktoś mnie, tak milutko, cap za nogę! Omal nie dostałam zawału ze strachu!

Ależ Bogusławo Krystynowno, serio pani myśli, iż ja się do pani w nocy przez okno wdarłem?

Nie wiem jak wlazłeś przez okno, pod drzwiami czy przez kominek ale ewidentnie to była twoja ręka!

Moja? Bartłomiej zgłupiał. Może to mąż pani tak zażartował?

Jaki mąż?! obruszyła się jeszcze bardziej. Od pięciu lat jestem rozwiedziona. Tylko ty mogłeś to zrobić!

Ale skąd pani to wzięła?

Boś ty Duszyński! I twoja babcia z duchem romans miała! Sam się przyznałeś!

Ależ mówiłem, iż to żart. Każdemu to opowiadam wszyscy się śmieją, tylko pani…

No, widzisz, się doigrałeś… spojrzała na niego jak na największego winowajcę. Przez ciebie całą noc oka nie zmrużyłam. Co tylko przysnęłam, to jakieś szelesty po kątach!

Pani się przewidziało próbował ją uspokoić Bartłomiej. Naprawdę, nie mam z tym nic wspólnego.

Ale Bogusława Krystynowna tylko pokręciła głową.

Nie, kolego… Rozpętałeś tę burzę, to teraz sam się musisz z nią zmierzyć.

Ale co ja mam teraz zrobić? Bartłomiej patrzył na nią jak na szaloną.

Dowiedziałam się, iż nie masz żony.

No i?

No to dziś w nocy śpisz ze mną. I pilnujesz, żeby żaden z twoich krewnych-duszków się do mnie nie zbliżył! Przecież nie narobisz sobie przez to kłopotów, prawda?

Jak to mam z panią spać? Pani żartuje?

Mało mi już twoich dowcipów! Chcę, żebyś w nocy odstraszał swoich Duszyńskich! A ja chcę spać. W ciemności się boję, a przy zapalonym świetle zasnąć nie umiem! Zrozumiano?

Zrozumiano… przytaknął Bartłomiej, dobrze wiedząc, iż nie ma sensu się sprzeczać. I kiedy mam przyjść?

Zaraz po zmianie. Idziemy razem. Nakarmię cię, położę do łóżka, a o dziewiątej pobudka i czuwasz przy mnie przez całą noc.

I jak się łatwo domyślić, po tej nocy Bartłomiej już nigdy nie wyprowadził się od Bogusławy Krystynowny. Bo okazało się, iż to dobra kobieta była. Trochę nerwowa i trochę strachliwa, ale troskliwa i o dziwo czasem choćby czuła! A czego facetowi więcej trzeba? Tylko czułości i zrozumienia. Niczego więcej.

Idź do oryginalnego materiału