W podstawówce ciągle mnie wysyłali na jakieś olimpiady. Raz kazali mi jechać na olimpiadę z chemii. Uznałem to, oczywiście, za uznanie moich wybitnych zdolności intelektualnych. Jak tylko się o tym dowiedziała moja mama chemiczka z rodowodem, która zanim poznała mojego ojca, nosiła staropolskie, szlacheckie nazwisko to zachowała się wyjątkowo jak typowa pani Krysia z warzywniaka. […]