W pracy sekretarka źle się poczuła, więc wyszła na zewnątrz. Usiadła na ławce, przymknęła oczy, a gdy je otworzyła, zobaczyła starszego mężczyznę, który próbował zdjąć jej z ręki złotą bransoletkę.
Co pan robi? To prezent od mojego męża! wykrzyknęła z przerażeniem. Staruszek spojrzał na nią zdumionym wzrokiem i odpowiedział cicho: Straciła pani przytomność przez tę bransoletkę. Proszę się jej przyjrzeć. Sekretarka spojrzała uważniej i zamarła ze strachu.
Bogusława źle się poczuła podczas zebrania.
Na pracy sekretarka źle się poczuła, wyszła więc na dwór, usiadła na ławce, zamknęła oczy, a kiedy ocknęła się, zobaczyła, jak starszy pan próbuje zdjąć jej złotą bransoletkę.
Siedziała obok dyrektora, jak zawsze notując każdą uwagę, starając się nie okazywać zmęczenia. W sali było duszno, powietrze stało jakby nieruchomo. W jej skroniach pojawił się pulsujący ból, serce biło szybciej niż zwykle. Bogusława nabrała głęboko tchu, ale poprawy nie poczuła. W piersi narastało nieprzyjemne napięcie, jakby powoli ktoś kładł na niej ciężki kamień.
W pewnej chwili sala nagle zaczęła się rozmazywać. Bogusława chwyciła róg stołu, by nie upaść, i przeprosiła cicho. Wyszła, próbując chodzić równym krokiem, choć nogi załamywały się pod nią. Dyrektor coś do niej mówił, ale Bogusława ledwo słyszała każde słowo.
Na zewnątrz było chłodno. Świeże powietrze uderzyło ją w twarz, ale zamiast ulgi, poczuła silniejszą słabość. Zrobiła kilka kroków i bez sił usiadła na ławce w małym skwerku. Zamknęła oczy liczyła, iż wszystko przejdzie za chwilę.
Jej serce biło jak szalone.
Gdy Bogusława otworzyła oczy, zauważyła się pochylającego nad nią staruszka. Mógł mieć ponad siedemdziesiąt lat. Miał wytartą kurtkę, starą czapkę i spokojne ale czujne spojrzenie. Ostrożnie trzymał ją za nadgarstek i przyglądał się jej ręce.
Co pan robi? zapytała szeptem Bogusława, próbując cofnąć rękę. Proszę nie dotykać. Ta bransoletka to prezent od mojego męża.
Staruszek nie protestował, tylko odpowiedział cicho:
Na pracy sekretarka źle się poczuła, więc wyszła na dwór, usiadła na ławce, zamknęła oczy, a gdy się ocknęła, zobaczyła, jak starszy pan próbował zdjąć jej złotą bransoletkę.
To ona sprawia, iż czuje się pani źle. Proszę zwrócić uwagę.
Bogusława spojrzała na swoją bransoletkę masywną, złotą, którą nigdy nie zdejmowała. I w tym momencie poczuła, jak włosy stają jej dęba. Dalszy ciąg w komentarzu
Złoto ściemniało dokładnie tam, gdzie dotykało skóry. Nie całkowicie, a plamami, jakby ktoś poprowadził po niej ciemną linię.
Kim pan jest? wyszeptała Bogusława, czując narastający niepokój.
Jestem byłym jubilerem, odpowiedział spokojnie staruszek. Czterdzieści lat pracowałem ze złotem. Gdy zobaczyłem, iż pani źle się czuje, zwróciłem przypadkiem uwagę na rękę. Zwykły człowiek by tego nie zauważył.
Co to oznacza? głos Bogusławy drżał.
To ślady talu, powiedział cicho. Bardzo podstępna trucizna. Gołym okiem nie widać. Nakładają ją cienką warstwą. Przenika przez skórę i powoli zatruwa organizm. Ale złoto reaguje. Ciemnieje.
Chce pan powiedzieć…
Staruszek skinął głową.
Na pracy sekretarka źle się poczuła, więc wyszła na dwór, usiadła na ławce, zamknęła oczy, a gdy się ocknęła, zobaczyła, jak starszy pan próbował zdjąć jej złotą bransoletkę.
Osoba, która podarowała pani tę bransoletkę, wiedziała, co robi. Chciała, by pani coraz gorzej się czuła, traciła siły, aż w końcu przestała wstać z łóżka.
Bogusława spojrzała na biżuterię, potem na swoje dłonie. W pamięci pojawił się obraz męża, jego chłodne spojrzenie, dziwna troska w ostatnim czasie oraz uporczywe słowa: „Nosi ją, nie zdejmuj. To mój prezent.”
W tej chwili wszystko stało się jasne.
Staruszek delikatnie zdjął bransoletkę i zawinął ją w chustkę.
Powinna pani natychmiast udać się do lekarza i na policję, powiedział. Proszę już nigdy jej nie zakładać.
Bogusława skinęła głową. Siedziała na ławce, zaciskając drżące palce, i uświadomiła sobie, iż właśnie cudem uniknęła najgorszego.










