W pracy sekretarka poczuła się dziwnie, więc wyszła na zewnątrz: usiadła na ławce w cieniu kasztanów, przymknęła powieki, a gdy znów otworzyła oczy, zobaczyła, iż jakiś starzec próbuje zdjąć jej z ręki złotą bransoletkę, która połyskiwała jak światło księżyca nad Wisłą
Co pan robi?! To prezent od mojego męża! wykrztusiła Jadwiga, a starzec spojrzał na nią z przerażeniem, jakby widział duchy pod starym dębem, i cicho odparł: Straciła pani przytomność przez ten bransoletkę. Proszę zerknąć.
Jadwiga spojrzała na rękę i wszystko zamigotało jak światełka na krakowskim rynku.
Jadwidze zrobiło się źle w trakcie zebrania.
W pracy sekretarka poczuła się niedobrze, wyszła więc z biura, zostawiając za sobą gwar Warszawy, i usiadła na ławce w małym parku przy ulicy. Przymknęła oczy, jej głowa wirowała jak karuzela na majowym festynie. Gdy się ocknęła, zobaczyła, jak starzec przykuca obok i patrzy na jej rękę, jakby szukał oznak złota pod ziemią.
Podczas spotkania, tuż obok dyrektora, Jadwiga skrupulatnie notowała jego słowa, próbując nie okazywać zmęczenia. Sala konferencyjna była duszna, a powietrze jakby miało kolor starego żelaza. W jej skroniach pulsowało, serce zaczęło bić nieregularnym mazurkiem. Jadwiga wzięła głęboki oddech, ale wcale nie poczuła się lepiej. W piersi pojawiło się uciskanie, jakby ktoś powoli przykrywał ją ciężką pierzyną.
W pewnym momencie sala rozmyła się jak obraz na mglistej Warszawie. Jadwiga chwyciła się brzegu stołu, by nie upaść, szepnęła przeprosiny i wstała, starając się iść prosto. Dyrektor coś mówił z oddali, ale jej uszy zamieniały jego głos w szum wiatru.
Na zewnątrz było chłodno. Wiatr pachniał jabłkami, ale nie przyniósł ulgi. Jadwiga szła kilka kroków i opadła na ławkę przy starym skwerze. Zamknęła oczy, mając nadzieję, iż to tylko chwilowe.
Serce grało polską polkę.
Kiedy otworzyła oczy, zobaczyła starca nachylonego nad nią. Wyglądał jakby miał siedemdziesiąt lat. Ubrany w skromną, znoszoną kurtkę i kapelusz, patrzył na nią spokojnie, ale czujnie. Delikatnie trzymał jej nadgarstek, przyglądał się bransoletce z uważnością, jakby rozwiązywał zagadkę z dawnych opowieści.
Co pan robi? wyszeptała Jadwiga ochryple, próbując zabrać rękę. Nie dotykaj pan tego. To prezent od mojego męża.
Starzec nie zaprzeczył, tylko odparł cicho:
W pracy sekretarka poczuła się źle, więc wyszła na zewnątrz; usiadła na ławce i zamknęła oczy, budząc się, gdy starzec próbował zdjąć jej bransoletkę.
To przez nią jest pani słabo. Proszę spojrzeć uważnie.
Jadwiga spojrzała na gruby, złoty bransoletki, który od miesięcy nosiła bez zdejmowania. W tym momencie poczuła dreszcz, jakby mroźny wiatr przeciągnął po jej skórze. Dalej w pierwszym komentarzu
Złoto pociemniało dokładnie tam, gdzie dotykało jej skóry. Nie całe, tylko plamy, jakby ktoś przejechał nad nim czarną kredką.
Kim pan jest? wyszeptała Jadwiga, czując, jak coś ściska ją w środku.
Jestem emerytowanym złotnikiem powiedział spokojnie starzec. Czterdzieści lat pracowałem ze złotem. Gdy zobaczyłem, iż pani się źle czuje, przypadkiem spojrzałem na bransoletkę. Zwykły człowiek nie zauważyłby.
Co to oznacza? głos Jadwigi drżał jak liście na drzewie.
To ślady talu stwierdził cicho. Groźna trucizna. Niewidoczna gołym okiem, nakładana bardzo cienko. Wchłania się przez skórę i powoli zatruwa człowieka. Ale złoto reaguje: ciemnieje.
Pan chyba
Starzec skinął głową.
W pracy sekretarka poczuła się źle, wyszła więc na zewnątrz; usiadła na ławce i gdy odzyskała przytomność, zobaczyła starca próbującego zdjąć jej bransoletkę.
Ten, kto podarował pani bransoletkę, wiedział, co robi. Chciał, by była pani słaba, by pani chorowała, aż pewnego dnia nie wstanie.
Jadwiga spojrzała na bransoletkę, potem na dłonie. W głowie pojawił się obraz męża jego chłodne spojrzenie, dziwna troska ostatnimi czasy i powtarzane słowa: Noś, nie zdejmuj. To mój prezent.
Wtedy wszystko stało się jasne.
Starzec ostrożnie zdjął bransoletkę i zawinął ją w chusteczkę.
Musi pani natychmiast udać się do lekarza i na policję powiedział. Proszę już nigdy jej nie zakładać.
Jadwiga skinęła głową. Siedziała na ławce, zaciskając drżące palce i rozumiejąc, iż właśnie cudem ocalała w środku dziwnego, sennego miasta, gdzie złoto może być trucizną, a prezent może kryć tajemnicę nie do odkrycia za jeden dzień.






