W pracy często żartowano sobie z mojego nazwiska. I to zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Zwłaszcza kiedy słyszeli je po raz pierwszy.
Tak było i tym razem. Rano przy wejściu do fabryki pojawiła się nowa ochroniarka, kobieta pod czterdziestkę. Kiedy sprawdzała moją przepustkę i przeczytała nazwisko, od razu się uśmiechnęła.
O, Duszyński! Naprawdę są takie nazwiska? zapytała z rozbawieniem.
Widzisz przecież odpowiedziałem lekko, przechodząc od razu na ty, bo wyglądała na młodszą ode mnie. Są i mają się dobrze.
Ciekawe, skąd się wzięło w twojej rodzinie takie nazwisko, Duszyński? nie odpuściła, wbijając wzrok w przepustkę.
Już nie raz musiałem w podobnych sytuacjach żartować i byłem do tego przygotowany.
Mówią, iż moja prababcia, gdzieś tam kilka pokoleń temu, miała jakąś przygodę z domowym duszkiem. No i potem z tego się urodziło całe pokolenie Duszyńskich odpowiedziałem z przymrużeniem oka.
Kobieta zrobiła taką minę, iż sam parsknąłem śmiechem.
Serio? szepnęła zalęknionym głosem.
A jakże podtrzymałem żart. Dlatego wszyscy Duszyńscy mają teraz paranormalne moce. Uważaj, żeby się ze mną nie sprzeczać. Jak będziesz dla mnie niemiła, to w nocy przyjdę do ciebie w postaci duszka i nie dam ci spać.
Ochroniarka spojrzała na mnie spod byka i powiedziała dobitnie:
Nie strasz mnie! Jak coś, to i na duszka znajdę sposób. Przechodź, nie blokuj ludzi.
Wieczorem, jak wychodziłem z pracy, znowu stała na bramce. Kiedy mnie zobaczyła, od razu zrobiła kwaśną minę.
Ej, piękna, czemu taka zła? zapytałem ją żartobliwie.
Nie jestem twoją piękną, tylko Bronisława Marianówna! warknęła. I nie gap się na mnie. Przechodź!
No pięknie pomyślałem, wychodząc Chyba narobiłem sobie wroga. Chyba nie łapie żartów, ta kobieta
Następnego ranka nie było jej przy wejściu. Ale w porze obiadowej sama mnie znalazła przyszła do stołówki, gdzie siedziałem przy schabowym z ziemniakami. Usiadła naprzeciwko i wyszeptała, żeby tylko ja słyszał:
Przyznaj się, Duszyński! To przez ciebie nie spałam dziś w nocy?
O mało się nie zakrztusiłem.
O czym pani mówi, Bronisławo Marianówno? wydukałem grzecznie. Co to znaczy przez ciebie?
Nie udawaj! Przecież ostrzegałeś mnie wczoraj.
O czym?
Żeby się ze mną nie kłócić, bo możesz przyjść jako duszek! Przecież ostrzegałeś?
No proszę, pani! Przecież żartowałem!
Żartował! fuknęła. A kto mnie w nocy łapał za nogę?
Jak to łapał?
Normalnie! Ledwo zasnęłam, a tu nagle moje kołdra sunie na bok i czuję łaskotanie po stopach. Myślałam, iż umrę ze strachu!
Bronisławo Marianówno, na miłość boską! Ja bym miał oknem do panią wchodzić?
Nie wiem, jak się tu dostałeś, ale na bank to byłeś ty!
Może to ex-mąż taki psikus?
Jaki ex-mąż? Już pięć lat jestem sama! To byłeś ty, nie mam wątpliwości!
Dlaczego ja niby?
Bo jesteś Duszyński! Twoja prababka z duszkiem spała, twoje słowa!
Przecież to taki żart. Powtarzam go wszystkim. Zawsze się śmieją, a pani
Każdy się śmieje, a ja przez ciebie spać nie mogę. Całą noc słyszałam szmery po kątach.
To była wyobraźnia, ja naprawdę nie mam z tym nic wspólnego próbowałem ją uspokoić.
Bronisława tylko pokręciła głową.
Nie kręć. Sam zacząłeś, sam skończ. patrzyła na mnie wyzywająco.
Ale skończ co?
Popytałam ludzi, podobno nie masz żony?
No nie mam, i co z tego?
To dziś nocujesz u mnie. Przynajmniej nikt się nie obrazi, iż u mnie jesteś. Zresztą, ty sam mi te duszki będziesz odganiał.
Proszę?
No, będziesz pilnował, żebym mogła spać spokojnie, żadne duszki nie będą mnie straszyć. Przyjdziesz po zmianie, dam ci zjeść, położysz się, a ja cię obudzę na nocną wartę.
Nie muszę mówić, iż po tej nocy już nie chciałem odejść od Bronisławy Marianówny. Okazała się być dobrą kobietą trochę nerwową, trochę strachliwą, ale przede wszystkim troskliwą i co dziwne choćby czułą. A czego mężczyzna może chcieć od kobiety więcej? Trochę czułości i zrozumienia. Więcej nie trzeba. Takie to już są nasze polskie duszki potrafią na głowie postawić życie, a później zamienić codzienność w coś zwykłego i przytulnego. Tego się nauczyłem czasami warto rozbawić kogoś żartem, choćby jeżeli na początku grożą ci nocnymi wizytami duszków.













