W fabryce często żartowano z nazwiska Sawelija – zarówno mężczyźni, jak i kobiety, zwłaszcza gdy słyszeli je po raz pierwszy.

newskey24.com 17 godzin temu

W fabryce nazwisko Wojciecha często stawało się powodem do żartów wśród mężczyzn. Kobiety też nie pozostawały obojętne, zwłaszcza gdy pierwszy raz je usłyszały.

Tego ranka na portierni fabryki pojawiła się nowa ochroniarka, kobieta około czterdziestki. Gdy sprawdzając przepustkę Wojciecha, zobaczyła jego nazwisko, od razu się uśmiechnęła.
O, Duszyński! Naprawdę są takie nazwiska? zachichotała.
No widzisz przecież odpowiedział Wojciech, od razu przechodząc na „ty”, bo ochroniarka wyglądała młodziej od niego. Są i jeszcze jakie!
A ciekawe, skąd taka nazwa u ciebie w rodzinie? ciągnęła temat kobieta. Duszyński hmm?
Wojciech dawno miał wypracowaną odpowiedź na takie pytania.
Mówią, iż moja praprababcia, gdzieś tam w przeszłości, miała romans z jakimś duszkiem domowym. No i potem pojawiło się to nazwisko w naszej rodzinie.
Zamiast się roześmiać z jego żartu, kobieta zrobiła taką minę, iż Wojciech sam się zaśmiał.
Ty to na poważnie mówisz? wyszeptała przestraszona.
A jakże kontynuował z uśmiechem. Wszyscy Duszyńscy mają od tej prababci jakieś paranormalne zdolności. Lepiej się ze mną nie kłóć, piękna, bo jak się w nocy do ciebie pojawię w postaci duszka, to spać nie dasz rady!
Ochroniarka spojrzała na niego podejrzliwie i powiedziała stanowczym tonem:
Nie strasz mnie! Jak trzeba, to i na duszka sposób znajdę. Przechodź, nie blokuj kolejki!

Wieczorem, gdy Wojciech wychodził z pracy, ochroniarka była znów na stanowisku. Widząc go, natychmiast skrzywiła się niezadowolona.
Hej, piękna, czemu taka nie w humorze? zapytał z życzliwością.
Nie jestem żadna piękna, tylko Grażyna Kurowska! oburzyła się szorstko. I nie gap się tak! Przechodź!
„No to sobie znalazłem wroga” pomyślał Wojciech przechodząc przez bramę. „Widocznie to kobieta, która nie rozumie żartów…”

Następnego ranka na portierni nie było Kurowskiej, ale podczas obiadu w stołówce sama podeszła do jego stolika. Usiadła, gdy zjadał ziemniaki z mielonym, i szeptem zapytała, by nikt nie usłyszał przy sąsiadujących stolikach:
Przyznaj się, Duszyński! To twoja robota dzisiejszej nocy?
Wojciech aż się zakrztusił.
Ale o czym pani mówi, pani Grażyno? odchrząknął i przeszedł na „pani”. Co to znaczy moja robota?
Nie udawaj! Przecież ostrzegałeś, bym z tobą nie zadzierała!
No i co z tego?
Groziłeś, iż możesz przyjść do mnie w nocy jako duszek! Pamiętasz?
Ależ skąd! Przecież to tylko żartowałem!
Ta, jasne! uparcie ciągnęła. A kto mi w nocy ściągał kołdrę z nóg?
Słucham? zdziwił się Wojciech.
Położyłam się spać tuż po północy, nagle czuję, jak mi kołdrę ktoś ściąga i łagodnie łapie mnie za stopę! Myślałam, iż zawału dostanę!
Ależ pani Grażyno, co też pani mówi? Uważa pani, iż ja się do pani włamałem przez okno i szarpałem za nogę?
Nie wiem jak wszedłeś, ale wyraźnie czułam twoją rękę!
Moją? A może to Twój mąż zrobił sobie żart?
Jaki mąż? Od pięciu lat jestem rozwiedziona! Na pewno to byłeś ty!
Ale dlaczego tak myślisz?
Bo jesteś Duszyński! Sam opowiadałeś o tej prababce i duszku! Sam!
Mówiłem to była tylko anegdota. Wszyscy się śmieją, tylko nie pani
No i masz! Niemal zabiła go wzrokiem. Przez ciebie całą noc nie zmrużyłam oka. Ledwo przysypiam, a już jakieś szmery po kątach.
To tylko przewidzenia. Naprawdę, to nie ja próbował ją uspokoić.
Lecz Grażyna uparcie kręciła głową.
Nie wywiniesz się tak łatwo. Sam zacząłeś tę bajkę, to teraz rozwiąż ten problem.
Ale jaki problem? Wojciech patrzył zaskoczony. Co mam niby zrobić?
Dowiedziałam się, iż nie masz żony, prawda?
No i co z tego?
A to, iż tej nocy nie mam wyrzutów sumienia, by poprosić cię, żebyś spał przy mnie. Kto ci zabroni?
Ale jak to przy pani? Co pani przez to rozumie?
Chcę, żebyś odganiał od mojego łóżka swoich kuzynów-duszków! Śpię boję się w ciemności, a przy świetle nie mogę zasnąć. Zrozumiałeś?
Rozumiem przytaknął Wojciech z obawą, wiedząc, iż z Grażyną dyskusja kilka da. I kiedy mam przyjść?
Po zmianie. Razem pójdziemy, żebym miała pewność, iż nie uciekniesz. Nakarmię cię, położę do snu, a o dziewiątej obudzę, byś pilnował mnie przez całą noc.
I tak już zostało, bo po tej pierwszej nocy Wojciech już nie odszedł od Grażyny. Okazała się dobrą kobietą może trochę nerwową, może nieco strachliwą, ale przede wszystkim opiekuńczą i, ku zaskoczeniu Wojciecha, czułą.
A cóż trzeba facetowi więcej od kobiety? Tylko ciepła i zrozumienia. Reszta nie ma znaczenia.
Morał jest prosty: czasem choćby z żartu i niespodziewanego zdarzenia może wyniknąć coś dobrego, trzeba tylko pozwolić się sobie nawzajem poznać i nie bać się otwartości wobec drugiego człowieka.

Idź do oryginalnego materiału