W doli i w niedoli – Historia Antoniny z podlaskiej wsi, która po wczesnym wdowieństwie walczy o god…

polregion.pl 9 godzin temu

I w biedzie, i w szczęściu

Antonina została wdową wcześnie, bo w wieku czterdziestu dwóch lat. Do tego czasu jej córka, Jagoda, już zdążyła wyjść za mąż za porządnego chłopaka z sąsiedniej wioski i wyjechała z nim na zachód, żeby zarabiać wielkie pieniądze.

Czasami Jagoda dzwoniła do matki, żeby uspokoić jej nerwy i zapewnić, iż wszystko układa się wspaniale: nowi znajomi, praca, rodzina męża. W takich chwilach Antonina boleśnie zauważała, iż córka coraz bardziej się oddala. Oderwany plaster.

Roboty na wsi dla Antoniny nie było jedyną szkołę, gdzie pracowała jako pomoc kuchenna, zamknęli.

Została więc bez zatrudnienia, ale, jak to Antonina, nie poddała się. Autobusem jeździła do sąsiedniego sołectwa i dwa razy w tygodniu sprzedawała swoim stałym klientom mleko i twaróg.

Zarobione złotówki ledwie starczały na gospodarstwo, ale z drugiej strony na co miała narzekać? Żyła sama, jadła to samo mleko i twaróg, a do tego warzywa z własnego ogródka.

Nie bardzo miała czas na rozmyślania o samotności, bo podwórko pełne było kur, gęsi i kaczek, w oborze muczała krowa Jutrzenka, a pod nogami plątał się kotek, Maślak. Zanim wszystkich nakarmisz, posprzątasz i pogłaskasz, to już dzień minął.

Raz dziennie, zwykle po obiedzie, Antonina siadała na starym krześle przy oknie i gapiła się na wiejskie widoki.

A było na co patrzeć: na tle sielskiego nieba prezentowały się spokojne brzozy.

Za brzózkami biło źródełko z lodowatą wodą. Woda z tego źródła była krystaliczna i pyszna, zbierała się w niewielkim stawie.

Cóż, taki skarb nie mógł przejść niezauważony. Nic więc dziwnego, iż pewnego ranka Antoninę obudził rumor maszyn podjeżdżających pod jej dom.

Antonina ziewnęła, narzuciła na siebie stary flanelowy szlafrok po mamie i wyszła na ganek.

Wyciągnęła szyję i popatrzyła na grupkę ludzi kręcących się i dyskutujących, podeszła do jednego z nich, elegancko ubranego w płaszcz:

Dzień dobry, można spytać, co tu się dzieje?

Mężczyzna natychmiast zwrócił się do niej, rozejrzał i zerknął na jej chałupę:

Tu pani mieszka? Kupiłem tu działkę, chcę postawić dom. Wygląda na to, iż będziemy sąsiadami.

Sąsiadami?

Antonina wróciła do środka. Była oszołomiona. Musiała się dowiedzieć, kto tu się buduje, więc gwałtownie się przebrała i pomaszerowała do sklepu.

Ekspedientka, gadatliwa Tamara, oczywiście o wszystkim wiedziała.

Podobno to jakiś bogaty biznesmen kupił tamtą działkę. Dla brata bliźniaka ma dom stawiać, ten ponoć schorowany i lekarze kazali wieś, naturę, czyste powietrze.

Bogaty, mówisz zamyśliła się Antonina. Może mu się tu spodoba i sklep otworzy? Ludzie by pracę mieli.

Marzyć dobra rzecz! Tamara się roześmiała.

Wychodząc ze sklepu, Antonina niemal wpadła na Gavrila, kierowcę piekarni.

Niósł wielką tacę z chlebem.

Siema, Antonina, przytrzymaj drzwi, proszę!

No cześć uśmiechnęła się Tonia i uchyliła wejście.

Gavrilo przystanął w progu i spojrzał.

Gdzie się tak spieszysz? Weź świeżutki chlebek, prosto z pieca.

Antonina zarumieniła się po uszy i chwyciła bochen, wołając:

Tamara, dopisz na mnie, później zapłacę!

Była zrażona, bo Gavrilo starał się o względy Antoniny od lat. Tylko iż ona uciekała na jego widok jak przed ogniem.

Był młodszy o całe sześć lat, a jakaś sąsiadka przebąknęła, iż Antonina to już dla niego stara baba. I Tonia sama sobie zabroniła o nim myśleć. Niech sobie młodą znajdzie!

Gavrilo się nie spieszył do żeniaczki i nie spuszczał z niej oka, oddychał miłością ukradkiem, aż w końcu zrezygnował z prób podrywu.

***

Budowa szła błyskawicznie.

Gdy na łące wyrósł porządny, okazały dom, a w oknach rozbłysły światła, Antonina nie oparła się ciekawości i gwałtownie poszła z wizytą.

Otworzyła nową, pancerną drzwi i wchodząc zawołała:

Halo, dzień dobry, sąsiedzi!

Zaszumiało świeżym drewnem i farbą, Antonina postała niepewnie w progu, niosąc blachę szarlotki.

Zza łuku wyszło dwóch mężczyzn i kobiety w roboczych kombinezonach.

Kogo pani szuka?

No, sąsiadka jestem mieszkam tam, napiekłam i pomyślałam, iż was poczęstuję.

Dziękujemy pokiwała głową jedna z kobiet i zabrała półmisek.

A przy okazji nie znalazłaby się jakaś fucha? Mogę tapetować, szpachlować, albo sufit wybielić Nie?

Jeden z robotników pokręcił głową:

Chyba nie. Ekipa cała tu jest, remont kończy. To do właściciela trzeba, przyjedzie za parę dni.

Aaa zawiedzionym głosem powiedziała Antonina. No dobrze, trudno

Dorobić się nie udało.

Antonina wróciła i z przygnębieniem popatrzyła na własną leciwą chałupę.

Też wołałaby o remont, choć i tak kilka by to zmieniło. Stary, mroczny, zarastający mchem dom sypiący się po kątach.

Najbardziej zabolało ją jednak poczucie, iż nowym sąsiadom do niej daleko.

Dawniej bywało inaczej nowi mieszkańcy zawsze zaczynali od zaprzyjaźnienia się z sąsiadami.

To przecież normalne, poznać ludzi, obok których się mieszka.

A tu przez całą budowę właściciel nie zaglądał nawet, nie prosił o nic, jakby sąsiedztwo nie miało znaczenia. Ech, dziwny facet.

***

Wszystko jednak się odmieniło. Najpierw nowy dom rozświetliły świąteczne lampki, a potem przyjechali lokatorzy.

Antonina przykleiła się do okna, patrząc na rozładunek meblowych furgonetek i kartonów.

Z jednego auta wyszła dziewczyna w kremowym futerku, z fasonem wkroczyła do domu.

No proszę, zamyśliła się Tonia pewnie miss Polski albo miljonerska córka. Kto inny mógłby zamieszkać w takim pałacu?

Brata właściciela, o którym plotkowała Tamara, Antonina nie widziała choć dyżurowała przy oknie.

Co dziwne, z domu on nie wychodził, a ta panna, co ją Tonia widywała, raz na tydzień szła do sklepu.

Antonina raz po raz napotykała dziewczynę, zagadywała, ale sąsiadka zaciągała minę jakby zjadła cytrynę, rzucała dzień dobry przez zęby i umykała.

Antonina bolała, iż nowa sąsiadka nie szuka kontaktu.

Widać uważa się za kogoś lepszego. Phi, westchnęła.

Tak minął rok. Antonina przestała próbować zaprzyjaźniać się z sąsiadami i choćby nie reagowała na ich gości. Raz w tygodniu zajeżdżało pod ich dom eleganckie auto, z którego wysiadał dostojny pan i wnosił torby.

Aż nagle wszystko się zmieniło.

Pewnego dnia sąsiadka zapukała do drzwi i oznajmiła cel wizyty:

Zauważyłam, iż macie krowę i kury. Może odsprzeda pani trochę mięsa? Chętnie też kupię masło, śmietanę i ziemniaki, jeżeli są.

Pewnie! Antonina natychmiast się ożywiła i zaprosiła sąsiadkę do środka.

Bo w sklepie to mięso i śmietana tłumaczyła się gościni.

Antonina wyciągnęła z zamrażarki świeżą wołowinę, bo akurat niedawno rżnęli byczka.

Dobre mięso, świeże, choćby długo nie trzeba gotować.

A ile to trzeba gotować? skrzywiła się dziewczyna.

Godzinę i pół.

Tak długo?

Oj, bywa i dłużej. To nie wie pani, które najlepsze na gulasz? Nic nie szkodzi, pomogę.

A jeżeli po prostu usmażę? zaniepokoiła się dziewczyna.

Można i tak.

Ale nie umiem! Wszystko mi się spali. Może mogłaby pani mi to mięso usmażyć u siebie z ziemniakami, a ja bym tylko odebrała gotowy obiad?

Antonina zaczęła uważniej przypatrywać się dziewczynie wydała jej się za młoda, z zadbanymi dłońmi z lakierem, wyraźnie nie od pracy.

Pani w ogóle gotować umie?

Tamta wzruszyła ramionami:

No absolutnie nie.

A jak pani na imię?

Dobrosława. A pani?

Antonina, ale tu wszyscy mówią Tonia. Mogę wam gotować obiady i kolacje za drobną opłatą.

Wie pani, z pocałowaniem ręki! Kiedy mogłaby pani przyjść?

Chociażby teraz.

To nie marnujmy czasu.

Antoniny nie trzeba było prosić dwa razy. Spakowała produkty do reklamówki, zamknęła dom i poszła.

Dom sąsiadów okazał się pałacem wszystko nowe, na bogato i ze smakiem.

W salonie, na kanapie, siedział ponury mężczyzna z książką. Zerknął na Tonię i się skrzywił:

A co to za jedna?

Dobrosława zaćwierkała:

Kochanie, wyobraź sobie znalazłam pomoc domową! To Antonina, będzie dla nas gotować!

Antonina dorzuciła:

Tak w ogóle to jestem sąsiadka zza płotu. Miło mi.

Hm.

Facet tylko zmierzył ją wzrokiem.

Chodź warknęła Dobrosława, przechodząc na ty.

Pokazała jej kuchnię i poleciła:

Gotuj! Jesteśmy głodni.

Antonina zaskoczona taką poufałością, nie miała czasu się obrażać zabrała się do pracy.

Po niedługim czasie na stole wylądował gulasz z ziemniakami.

Tak Antonina zdobyła wymarzoną fuchę.

Pan domu, małomówny Aleksy, wypłacał jej co tydzień pensję. Z czasem złagodniał cóż, przez żołądek do serca.

Antonina zauważyła, iż Dobrosława nie sprząta ani za sobą, ani w ogóle. Pościel niepościelona, podłogi brudne.

Antonina westchnęła, wzięła wiadro i mopa i wysprzątała dom.

Dobrosława wydęła usteczka, a Aleksy popatrzył z ukosa:

A kto ci kazał sprzątać?

No, brudno! To posprzątałam.

Nie myśl sobie, iż będę za to płacił. Dalszy sprzątasz za darmo, a dieta i tak tylko za gotowanie i produkty.

Dobrze

Antonina była zła, ale podgarnęła podłogi.

Wkrótce brat Aleksego ten bogacz od budowy przestał się w ogóle pojawiać.

Dobrosława też przestała bywać w sklepie, aż w końcu niechętnie zaczęła na nią zerkać, po czym rzuciła:

Nie myj naczyń, zostaw, sama posprzątam. Mięsa też już nie przynoś. Zamawiaj tylko kartofle, jajka i mleko, z nich gotuj.

Antonina nie wytrzymała:

Wszystko w porządku?

Jasne! syknęła Dobrosława. Mam dość tej wiochy! Tu nie ma ani galerii, ani kawiarni NIC!

Po paru dniach Tonia jak zwykle zapukała do domu i znalazła go otworem. W środku istne pobojowisko rzeczy, świeczki, mnóstwo bibelotów na podłodze, w salonie zmasakrowana szafka, książki na stosach.

Matko, co tu się porobiło Dobrosława? zawołała.

Nie ma Dobrosławy, usłyszała z kuchni.

Pędem tam weszła kuchnia rozbebeszona, gary na ziemi, ktoś zdemolował firanki, leżały zmięte.

Aleksy siedział przy stole, morze butelek wokół.

Co tu się stało, Aleksego? Pokłóciliście się?

Nie wymawiaj więcej tego imienia. Dobrosława wyjechała, rzuciła mnie, zostawiła karteczkę: iż wieś to nie jej świat.

Westchnął i spojrzał jej w oczy:

Tonia, przynieś trochę mięsa, co? Chociaż usmaż. Z głodu padnę.

No jak chcesz.

Antonina poszła, przytaszczyła mięso, zaczęła smażyć. Posprzątała też w kuchni i salonie.

Zapach smażeniny obudził Aleksego, tonąc w głodzie, chwycił stek nożem prosto z patelni.

No bez przesady, tak się nie jada, Aleksego! Uszykuj talerz, podam jak człowiekowi.

Usiadł i nagle odrzekł:

Ty jesteś niesamowita, Tonia. Kocham cię.

Antonina aż zamarła sama nie pamiętała, kiedy ostatnio czuła się kobietą i słyszała takie słowa.

Zostań, nie odchodź. Siadaj i wypij ze mną.

Nie piję

Wiedziała, iż sąsiad jest kompletnie pijany i lepiej byłoby czmychnąć. Ale Aleksy nagle się do niej przytulił.

Nigdy bym nie pomyślał, iż jesteś taka interesująca, Antonino wymruczał.

Życie żoną
Antonina czuła na sobie ostrzał spojrzeń sąsiadek i kolegów, kiedy przychodziła do sklepu. Ludzie szepczeli za plecami, choć wprost nie pytali.

Tylko Tamara puszczała oko:

Tonia, a papierosy to dla kogo kupujesz? I szynkę, i ser przecież tego nigdy nie jadłaś.

Dla sąsiada, a dla kogo! Przecież mówiłam, iż u niego robię.

Tamara zawęziła oczy, oparła się o ladę i szepnęła:

A od kiedy to u niego nocujesz i razem jecie? Daj spokój, Tonia! Po co ci taki bogacz? Pobawi się i zostawi.

Antonina spoważniała, omiotła sklep wzrokiem. Gapiów nie brakowało.

Obserwujesz mnie?

Nieładnie sądzić o mnie źle! Cała wieś plotkuje.

Antonina tylko prychnęła:

No i co z tego? Tak, mamy z Aleksem romans. Kochamy się.

Tamara dalej kręciła:

Hmm A to miłość na pewno? Jeszcze ciepło po tamtej gospodyni, a ten podbija do ciebie! Tonia, ocknij się!

Zatkało ją od emocji. Spakowała zakupy i podniosła głowę:

Skończ już, wydaj mi resztę, bo cię do książki skarg wpiszę.

Nie patrząc już na koleżankę, zabrała resztę i wyszła.

Coś w niej wrzało:

Ludzie to tylko gadać potrafią, byle plotkować!

Na ganku mało nie potknęła się o Gavrila, który taszczył skrzynkę z chlebem.

Tym razem drzwi nie przytrzymała, a Gavrilo choćby nie poprosił, tylko fuknął i zgrabnie się przemknął własną ręką.

I on taki sam pomyślała Tonia już choćby się nie wita. I dobrze.

Ale w duszy bolało…

Kiedyś, gdy Gavrilo czerwienił się na jej widok, serce jej śpiewało.

A teraz Gavrilo choćby nie spojrzy. I cisza boli

***

Wchodząc w swój zaułek, Antonina poszła nie do swojej chałupy, tylko do nowego domu.

Aleksy mówił, iż niedługo się z nią ożeni i dom będzie należał również do niej.

Przyzwyczaiła się już do rządzenia tam. Tylko rankami wpadała do siebie rozgrzewać piec i nakarmić zwierzynę.

Ale miało to być tymczasowe Aleksy obiecał po ślubie zbudować zagrodę dla zwierząt na nowym podwórku.

***

I nie żartował. W wyznaczonym dniu zamówił taksówkę, pojechali do urzędu, podpisali papierki.

Wsadził na jej palec złotą obrączkę.

Ależ cudna. Złota?

Oczywiście! Dbaj o nią.

Po powrocie do domu Antonina nakryła do stołu. Aleksy niemal od razu zaczął pić.

Nie za dużo, kochanie? zażartowała, patrząc na obrączkę.

Z euforii piję. Podaj jakieś mięsiwo. Trzeba przecież czymś popić.

Ale skończyło się Zrobiłam sałatkę

Jak to skończyło się? Tam w twojej szopie stoi, muczy.

Przecież to Jutrzenka, moja krowa-mleczarka! Nie mogę jej zabić!

Nowo upieczony małżonek skrzywił się:

Zapomnij o tych groszach. Teraz masz bogatego męża! Ty co dzień kurę serwujesz, ja żądam wołowiny!

To uboju na jeden dzień, roboty huk

Aleksy walnął pięścią w stół:

Przynieś mięso, mówiłem jasno!

Mięso
Całą wieś Antonina obskoczyła, mięsiarza szukając nikt nie chciał pomóc. Mróz, roboty huk.

W końcu zgodził się Gavrilo posępnie spojrzał:

Czemu się pozbywasz krowy?

Zawstydzona Antonina spuściła głowę. Przecież nie powie, iż mąż ma zachcianki.

Załgała:

Za ciężko już na nią, siana masa idzie, a kasy brak…

Ale przecież masz teraz męża, nie pomoże?

Z westchnieniem:

Pomożesz czy nie?

Pomogę. Czekaj, przyjdę za godzinę.

Antonina wróciła, rozpaliła piec, wstawiła wodę na garczki.

Mąż ani razu nie wyszedł, nie spytał, czy pomóc.

A serce Antoniny pękało, gdy Jutrzenka patrzyła na nią z zaufaniem.

Po godzinie było po wszystkim Gavrilo oprawiał tuszę, Antonina nosiła mięso do domu.

Czemu twój nie pomógł?

Miastowy chłop, na gospodarce się nie zna.

Podała mu michę mięsa:

Weź, dzięki ci, nie wiem, co bym bez ciebie

Ale to za dużo

Gavrilo wziął, zajrzał w oczy, szczerze, z szacunkiem. Antonina zadrżała.

Wtem na ganku pojawił się Aleksy kompletnie pijany, ledwie się trzymał.

Żono! Z kim tam stoisz?! No prędko, dawaj mięso! Noc poślubna cię czeka!

Gavrilo pobladł.

Wy się pobraliście? spytał chłodno.

Tonia próbowała się uśmiechnąć, zmarznięta:

No tak, formalnie tak.

Gavrilo z całej siły rzucił michę mięsa w śnieg, chwycił swoje narzędzia i się oddalił.

Córka
Życie małżeńskie Antoninie gwałtownie się znudziło.

Aleksy zaraz po ślubie zajmował się głównie chlaniem i jedzeniem.

I tylko mięsem taki z niego koneser. choćby sam nauczył się je smażyć i gotować.

Podwórko Antoniny opustoszało tylko Maślak smętnie plątał się pod nogami.

Ten kot mi się znudził, wynoś go na dwór burczał mąż.

Przyjechała w odwiedziny córka, Jagoda, popatrzyła na nowego ojczyma, który chrapał w kuchni, twarzą w talerzu.

To ma być twoje małżeństwo?

Córciu, nie narzekaj. Alek dobry chłop, tylko stres, przyzwyczaja się do wsi.

Mamo, po co go bronisz? Od razu widać, kto on, pijak. A ty jesteś jego służącą, chociaż żoną niby.

Popatrz, jaki luksusowy dom mam!

Mamo, nie obraź się, ale ten dom nie jest twój. Przestałaś być gospodynią. jeżeli cię wyrzuci, dokąd pójdziesz?

Zawstydzona, Antonina się zagotowała.

Weź choć mięso na drogę! wybiegła do spiżarki, ale drzwi zamknięte na klucz.

Lolek, dlaczego zamknąłeś spiżarnię? Kiedy dałeś klucz?

Po co ci klucz?

Wezmę mięso, dam córce…

Umówmy się żadnych dzieci!

Co ty gadasz?..

Antonina nie dowierzała, przeszukała kieszenie męża i znalazła klucze. Ale córka, słysząc rozmowę, wzruszyła ramionami:

To świetnie Jasne. Nie chcę już do was wracać, mamo. Do widzenia.

Tonii serce się krajało.

W nocy Lolek się obudził i walnął w stół.

Słuchaj, mój brat zmarł, a dom był na niego. Teraz żona brata dziedziczy.

I co teraz?

Jak to co? Zaciśnij zęby, nie daj się wyrzucić. Urodź dziecko, a najlepiej dwoje, zabarykaduj się. Będzie trudno, ale musisz walczyć o dom.

Antonina pokręciła głową:

Nie dam rady, Lolek. Nie mam takiej siły…

Aleksy walnął setkę i znów stół.

jeżeli nie dasz rady, zbieraj manatki, przeprowadzimy się do ciebie.

Dobrawszy się do lodówki, wyżarł cały gulasz bez grzania.

Ta twoja Dobrosława, mruknął gryząc kość spieprzyła jak szczur z okrętu, gdy się dowiedziała, iż brat nie żyje. Póki przelew był, sypiała w moim łóżku. Teraz przestał, to szybciutko czmychnęła.

Antonina zamyśliła się:

Dlatego przestałeś mi płacić

Ano. Ale z tobą to prostsze machnęłaś ręką i byłaś moja.

Antonina zadrżała od tych słów.

Nie mów do mnie tak pogardliwie.

Przestań udawać świętą, to przecież nie z miłości się zgodziłaś? Ten dom cię skusił.

Aleksy dokończył mięsiwo, rzucił gnata na stół i złapał nową flaszkę.

Jak mogłam ci ufać choćby Jutrzonki nie uratowałam…

I wtedy przyszła jej już decyzja wzięła klucz od spiżarni i podjęła decyzję o rozwodzie.

Po co żyć z kimś, kto traktuje człowieka jak darmową służącą?

Zmęczyły ją jego wieczne podaj, przynieś, posmaż. Prawdziwy leń.

Beczka z mięsem i skrzynia praktycznie puste.

Antonina nie mogła uwierzyć, przeszukała wszystko, ale mięsa nie znalazła. Wróciła do kuchni:

Lolek, gdzie jest mięso? Kiedy zdążyłeś?

A co cię to obchodzi? Wymieniłem przez telefon twoje mięso na coś tam.

Coś tam to te skrzynie z gorzałą w piwnicy, prawda? Ale z ciebie drań. Toż to zapas na rok, a ty wszystko wydoiłeś w miesiąc. Z czego będziesz żyć?

Aleksy szeroko się uśmiechnął:

Mam ciebie, coś wymyślisz.

To może idź do diabła, Lolek! Takiej kobyły nie potrzebuję. Dzisiaj jadę złożyć papiery rozwodowe.

Epilog
Rozwiedli Antoninę sprawnie, ale to nie był koniec historii.

Został bez dachu nad głową Aleksy, więc planował nowy skok chciał przejąć jej dom.

Wkradł się nocą, cicho stanął przy łóżku i spróbował ją objąć.

O rety, kto tu?! wydarła się Antonina.

Nie wrzeszcz, Tonia, to ja, twój Lolek.

Nie dotykaj mnie!

Kobieta pisnęła i w samej koszuli wybiegła do Tamary, stukała w okna.

Tamara w końcu otworzyła:

Antonina?! Co się dzieje? Pożar?

Gorzej, Tomciu, zamknij, póki ten potwór nie przyszedł…

Kto?

Były mąż… O rany, Tomciu, miałaś rację. Po co się z tym pasożytem zadałam

Ukrywała się parę tygodni u Tamary, aż Aleksy odpuścił i wyniósł się do miasta.

Ale i tak bała się wracać do domu. W końcu zebrała się na odwagę.

Chałupa Antoniny przywitała ją pustkami. W szafkach pusto, w spiżarni pustka. Zjadł wszystko, choćby ziemniaki. Zakrętki zniknęły.

Usiadła przy pustym stole, głowę schowała w dłoniach.

I po ślubie! westchnęła. Zostałam bez krowy, bez zwierząt. Z czego tu żyć?

Zaskrzypiały drzwi wszedł Gavrilo, z Maślakiem na rękach.

Tonia, pogadałem z twoim Aleksem po męsku i pogoniłem go. A kota twojego zabrałem, fajny kot codziennie mysz przynosi.

Antonina uściskała Maślaka i rozpłakała się jak dziecko:

O Gavrilek, dzięki ci

Ty płaczesz, iż pogoniłem go?

Ten drań sprzedawał twoje drewno za grosze

Antonina płakała jeszcze mocniej.

Wybacz mi, Tonio…

To ty mi wybacz

Za co?

Za to iż nie spełniłam twoich oczekiwań Za to, iż cię lekceważyłam

Chodź, rozpalę ci w piecu, a moja mama już grzeje saunę I ciasta napiekła. Chodź do nas na noc, bo tutaj zmarzniesz sama.

***

Po jakimś czasie Gavrilo ożenił się z Antoniną. Jagoda pogodziła się z matką, choćby kilka razy z mężem ją odwiedziła.

Aleksy przeniósł się do miasta, gdzie, jak mówią, ożenił się z wdową.

Do sąsiedniego domu zaczęła latem przyjeżdżać wdowa po zmarłym biznesmenie.

Okazała się bardzo w porządku.

Pierwszego dnia przyniosła Antoninie szarlotkę i zaprzyjaźniły się.

Przy jednym cieście Antonina zapytała ją, na co choruje Aleksy. Sąsiadka tylko prychnęła:

Choruje? Aleksy zdrowy jak byk. Tylko czka, bo notorycznie chleje. Po mieście zadłużył się we wszystkich knajpach mój świętej pamięci mąż mu tylko pomagał. Chciał dobrze, wysłał go do wsi, może wytrzeźwieje. A jak pił, tak i dalej pije!

Idź do oryginalnego materiału