Postanowiliśmy, iż słodycze ci szkodzą rzekła moja szwagierka i schowała z stołu tort, który Zuzanna upiekła na swoje urodziny.
Zuzanno, znowu gotujesz w moim garnku? wpadła do kuchni Światosława, nie pukając do drzwi naszego mieszkania. Prosiłam, żebyś nie dotykała moich rzeczy!
Światosławo, to nie twój garnek odparła Zuzanna, mieszając krem do ciasta, nie odwracając się. To naczynie, które dostałam od teściowej na parapetówkę.
Kłamczuchka! To mój, rozpoznaję je! Mama dała mi taki sam!
W takim razie mamy takie same. Twój zostaje w domu.
Światosława podeszła bliżej, chwyciła garnek za rączkę.
Oddaj go natychmiast!
Zostaw to, proszę! Mieszam krem, a on się zwarzy, jeżeli przestanę!
Mam to gdzieś! Zawsze bierzesz cudze, a potem udajesz, iż to twoje!
Zuzanna wzięła głęboki oddech, wyłączyła palnik i odsunęła się od garnka.
Bierz. Tylko krem już jest zepsuty.
Światosława triumfalnie wzięła garnek, przyjrzała się dnu i zmarszczyła brwi.
Tu jest rysa, nie tak jak u mnie Dobra, może i twoja. Następnym razem pytaj, zanim weźmiesz moje rzeczy!
Odwróciła się i wyszła, trzaskając drzwiami. Zuzanna stała pośrodku kuchni, patrząc na zepsuty krem, a łzy zaczęły napływać do oczu. Jutro miał być jej dzień urodzin trzydzieści pięć lat chciała upiec tort, zaprosić rodzinę i uczcić go w domowym zaciszu. Teraz krem i nastrój były zepsute.
Mój mąż, Paweł, wrócił wieczorem z pracy i znalazł Zuzannę przy nowej porcji kremu.
Kochanie, znowu gotujesz? pocałował ją w czubek głowy. Już późno.
Światosława zepsuła krem, musiałam robić od nowa.
Znowu przyszła siostra? zmarszczył brwi. Zuzanno, powiedz jej, żeby dzwoniła przed przyjściem!
Mówiłam jej. Nie słucha.
Wtedy ja jej powiem.
Nie rób tego, odrzekła Zuzanna, mieszając dalej. Będzie gorzej, ona się obrazi, powie, iż cię przeciwko niej ustawiam.
Westchnąłem, usiadłem przy stole.
Dobra. Jutro naprawdę zapraszamy wszystkich? Może przyjmiemy w małym gronie, po cichu?
Paweł, już wszystkim powiedziałam. Mama przyjdzie, twoja mama, Światosława z Igorem
Właśnie. Światosława przyjdzie i znowu coś narzuci.
Nie narzuci. To mój dzień urodzin.
Patrzyłem na nią i widziałem w oczach wahanie. Wiedziałem, iż ma rację Światosława zawsze przychodzi nieproszona i coś wymyka.
Zuzanna poznała mnie w pracy, kiedy przysyłała dokumenty do naszego działu księgowości. Rozmawialiśmy, zaprosiła mnie do kina, po pół roku pobraliśmy się. Była szczęśliwa okazała się dobrą, troskliwą i pracowitą żoną. Moja matka, Antonina Szymonowa, przyjęła ją przyjaźnie i podarowała piękny zestaw porcelany na wesele.
Moja siostra, Światosława, była zupełnie inna. Starsza o trzy lata, mężem miała Igora, nie mieli dzieci. Pracowała jako podrektor w szkole, zawsze surowa i pedantyczna. Pierwsze spotkanie to była inspekcja: obejrzała Zuzannę od stóp do głów i odparła:
No cóż, Pawełku, wybór twój. Najważniejsze, żeby gospodyni była dobra.
Od tego czasu ciągle sprawdzała, przychodziła bez zapowiedzi, grzebała w szafkach, przeglądała półki, dotykała kurzu i dawała rady, jak gotować, sprzątać, co założyć. Zuzanna najpierw znosiła, potem zaczęła sprzeczać się, co tylko pogorszyło sytuację. Światosława się obrażała, skarżyła matce, matka dzwoniła do mnie, a ja prosiłem Zuzannę o wyrozumiałość.
Ona starsza, ma doświadczenie, chce pomóc tłumaczyłem.
Chce kontrolować! protestowała Zuzanna.
Nie dramatyzuj. Światosława po prostu jest aktywna.
Zuzanna mogłaby to nazwać inaczej, ale milczała.
Tort wyszedł piękny trzywarstwowy, z truskawkami i ubitymi bitą śmietaną, udekorowany jagodami. Zuzanna wstawiła go do lodówki i poszła spać z poczuciem spełnienia.
Rano zadzwoniła teściowa.
Zuzanko, wszystkiego najlepszego, kochana! Zdrowia i szczęścia!
Dziękuję, Antonino Szymonowo.
My z Pawłem myśleliśmy, może nie piec ci tort? Przecież masz figurę wiesz, nie potrzebujesz dodatkowych kalorii.
Zuzanna ścisnęła słuchawkę.
Już go upiekłam.
Ojej, szkoda. No to nie zjemy go. Światosława przyniesie owoce i się nimi najedziemy.
Antonino, to mój dzień urodzin. Chcę tort.
jeżeli chcesz, jedz, oczywiście. Po prostu się o ciebie martwimy.
Rozłączyła się. Zuzanna poczuła, jak w środku zaczyna się gotować gniew.
Kochanie, nie przejmuj się objął ją Paweł. Mama po prostu się martwi. Naprawdę przytyłaś ostatnio.
Zuzanna wyrwała się z objęcia.
Przytyłam dwa kilogramy! Dwa! To nie ich sprawa!
Wiesz, jak nasza mama, zawsze tak mówi. Nie kłóćmy się w twój dzień.
Zuzanna milczała. Zawsze musiała milczeć, znosić, uśmiechać się.
Goście zaczęli przychodzić o piątej. Najpierw przyszła jej matka, Walentyna Petrovna, z bukietem goździków i pudełkiem cukierków.
Córeczko, wszystkiego najlepszego! pocałowała Zuzannę. Jak się masz?
Dobrze, mamo. przytuliła się, czując, jak trochę opada napięcie.
Jesteś blada, nie chorujesz?
Nie, po prostu zmęczona, dużo gotowałam.
Pomóc?
Wszystko gotowe, dziękuję.
Następnie przyszły Antonina Szymonowa i Światosława z Igorem. Teściowa od razu ruszyła do kuchni, oceniając potrawy.
Zuzanno, po co tyle sałat? Nie zjemy ich wszystkie!
Mamo, nie krytykuj Paweł postawił dzbanek z kompotem. Zuzanna się starała.
Nie krytykuję, stwierdzam fakty. Ten sałatka już się zestarzała, widać? Powinno było ją przykryć folią.
Zuzanna cicho wyciągnęła folię i przykryła sałatkę. Światosława przyglądała się, potem spróbowała vinagret.
Za dużo octu.
Światosławo, nie zaczynaj Igor położył rękę na jej ramieniu. Po prostu usiądźmy i świętujmy.
Nie zaczynam, mówię co widzę. Zuzanno, nie obrażaj się, chcę tylko, żebyś gotowała lepiej.
Zuzanna zaciśnęła pięści pod stołem. Gotowała od czternastego roku, pomagała mamie, później sama, a teraz Światosława chciała jej nauczyć.
Zaczęliśmy rozdawać prezenty. Matka dała piękny wełniany szal, Antonina podarowała zestaw ręczników, Światosława z Igorem książkę o zdrowym odżywianiu.
Zuzanko, przeczytaj, dowiesz się dużo pożytecznego podsunęła książkę. Tam o kaloriach, o szkodliwych produktach.
Dziękuję odłożyła na bok.
Zjedliśmy sałatki, dania główne. Zuzanna podeszła po torcie, wyjęła go z lodówki, położyła na tacy i niosła do stołu. Tort był imponujący wysoki, ozdobiony płomieniami świec, które Paweł już wbił.
O rety, piękny! zachwyciła się matka.
Zrób życzenie! uśmiechnął się Paweł.
Zanim Zuzanna mogła zdmuchnąć świece, Światosława wstała, podeszła i zabrała tacę z ręki.
Postanowiliśmy, iż słodycze ci szkodzą powiedziała spokojnie i zaniosła tort z powrotem do kuchni.
Zuzanna stała z wyciągniętymi rękami, nie wierząc w to, co się stało. Przy stole zapadła cisza.
Światosławo, co robisz?! wstał Paweł.
To, co trzeba odpowiedziała, wracając bez tortu. Zuzanna przybrała na wadze, nie może jeść słodyczy. Rozmawialiśmy z mamą i zdecydowaliśmy, iż usuniemy wszystkie niezdrowe rzeczy.
To jej urodziny! To jej tort!
Dlatego go zabieramy. Kochamy ją, dbamy o zdrowie.
Zuzanna w końcu odezwała się.
Oddajcie tort.
Nie, Zuzanko wtrąciła Antonina. Naprawdę się martwimy. Przytyłaś, trzeba pilnować diety.
Przytyłam dwa kilogramy!
Cztery dodała Światosława. Zauważyłam, iż ostatnio twoja spódnica rozrywa się na szwy.
Spódnica stara!
Spódnica w porządku, to ty nie. Zuzanno, nie obrażaj się, ale musimy ci powiedzieć prawdę. Przybrałaś na wadze, Paweł nie potrzebuje takiej żony.
Paweł uderzył pięścią w stół.
Co przestań! Mówisz prawdę! Wczoraj narzekałeś, iż Zuzanna wygląda gorzej!
Nie to miałem na myśli!
Co?
Paweł zamilkł, zaczerwienił się. Zuzanna spojrzała na niego, serce zamarło. On dyskutował o niej ze Światosławą. To oznaczało, iż naprawdę uważał ją za grubszą.
Wszystko jasne powiedziała cicho Zuzanna.
Zuzanko, nie dramatyzuj rzuciła Antonina, wyciągając rękę. Mamy najlepsze intencje!
Wasze intencje popsuły mi urodziny odparła. Zjedzcie tort sami albo wyrzućcie go. Mnie to nie obchodzi.
Wyszła z pokoju, poszła do sypialni i usiadła na łóżku, opierając głowę w dłonie. Nie płakała, nie było łez była tylko pustka.
Za drzwiami słychać było głosy. Paweł coś mówił, Światosława protestowała, Igor próbował uspokoić. Drzwi wejściowe zamknęły się z hukiem. Nagle zapukano do sypialni.
Zosiu, otwórz zawołał Paweł.
Idź precz.
Proszę, porozmawiajmy.
Nie mam już z tobą nic do powiedzenia.
Zuzanno, nie chciałem cię urazić. Naprawdę nie przewidziałem, iż siostra tak postąpi.
Ale rozmawiałeś o mnie z nią. Mówiłeś, iż wyglądam gorzej.
Nie mówiłem, iż źle! Powiedziałem, iż jesteś zmęczona, iż przybrałaś na wadze, i to wszystko!
A Światosława uznała, iż przybrałam na wadze.
Ona zawsze wszystko własnym kątem interpretuje!
Otworzyłam drzwi i spojrzałam na męża.
Paweł, mam dość. Mam dość twojej rodziny, ich opieki, ich kontroli. Nie mogę tak dalej.
Co chcesz powiedzieć?
Że albo postawisz granice, albo odejdę.
Paweł zbladł.
Zuzanno, serio?
Całkowicie. Nie będę żyć w domu, w którym mówią, co mam jeść, co nosić, jak wyglądać. To mój dzień, mój tort. Nikt nie ma prawa go zabrać.
Dobrze, porozmawiam z mamą i siostrą, wyjaśnię, iż tak nie można.
Już tysiąc razy wyjaśniałaś. Nic się nie zmieniło.
Co więc mam robić?
Decyzja. Albo ja, albo one.
Paweł stał bezradny, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Zamknąłem drzwi, położyłem się na łóżku. Było mi dosyć. Dosyć tej niekończącej się walki, dosyć udowadniania, iż mam prawo byćZuzanna wzięła tort, wsiadła do samochodu matki i odjechała w stronę nowego, samodzielnego życia.









