Dziennik, 25 października
Czasem, kiedy patrzę na siebie w lustrze, zastanawiam się, jak to się stało, iż tak długo nie dostrzegałam oczywistości. Przez pół roku byłam zachwycona patrzyłam na Adama jak na prawie ideał. Inteligentny, dobrze zarabiający, zawsze elegancki, znający się na literaturze, zabierający mnie do najlepszych kawiarni w Warszawie, spacerujący ze mną po Łazienkach, analizujący ze mną filmy, jakby nasze myśli idealnie się pokrywały.
W tym początkowym etapie wszystko wydaje się magiczne choćby jego drobne wady widziałam jako urokliwe cechy charakteru. Przyszłość malowała się w jasnych barwach, a ja myślałam, iż czeka mnie coś naprawdę wyjątkowego.
Aż pewnego wieczoru przy kolacji, gdy siedzieliśmy z kubkami herbaty, Adam zaproponował: Ela, może zamieszkajmy razem? Bez sensu wynajmować dwie mieszkania. Przecież i tak codziennie kursujemy od siebie do siebie. Znajdźmy dwupokojowe mieszkanie bliżej centrum, będzie wygodniej.
Uśmiechnęłam się, od dawna sugerowałam, iż chciałabym zrobić ten krok. Ale potem padły słowa, które zmusiły mnie, by odstawić filiżankę na bok i raz jeszcze przyjrzeć się człowiekowi, za którego uważałam, iż dobrze go znam.
Musimy od razu ustalić zasady, powiedział tonem, jakby negocjował umowę o dostawie, a nie planował stworzenie rodziny. Jesteśmy nowocześni. Uważam, iż budżet powinien być osobny, a wspólne wydatki na pół. Wynajem, opłaty, zakupy wszystko po 50%.
Kiwnęłam głową. W końcu partnerstwo to partnerstwo.
Zapytałam jednak, jak sobie wyobraża podział obowiązków domowych. Spodziewałam się usłyszeć to samo po równo.
Adam lekko się skrzywił, po czym z rozbrajającym uśmiechem odpowiedział: Tutaj natura już wszystko uregulowała. Ty jesteś kobietą masz w sobie zmysł do domowego ciepła. Gotowanie, sprzątanie, pranie to twoja działka. Ja mogę wynieść śmieci, przybić półkę, ale cała reszta na ciebie. Przecież chcesz być gospodynią we własnym domu?
Zapadła cisza. Patrzyłam na niego z niedowierzaniem, próbując w głowie poskładać te puzzle.
Po co komu sprzątaczka, skoro jest ukochana partnerka?
Nie wdawałam się w dyskusję. Postanowiłam mówić jego językiem.
Adam, słyszę cię, odpowiedziałam spokojnie. Chcesz partnerstwa w finansach uczciwie. Chcesz wysokiej jakości dom: smaczne kolacje, czyste koszule, lśniące podłogi. Ale ja, tak jak ty, pracuję na pełny etat. Nie mam siły ani ochoty po pracy wieczorem obsługiwać mieszkania.
Zaczął się nieco denerwować, ale słuchał dalej.
Mam więc propozycję. Skoro dzielimy koszty, podzielmy też obowiązki. Wynajmijmy panią do sprzątania dwa razy w tygodniu sprzątanie, prasowanie, gotowanie na kilka dni. Koszt po połowie. Dzięki temu w domu będzie czysto, będzie co jeść, nikt nie będzie przeciążony. Zatroszczę się o atmosferę ustawiam świece, dobieram zasłony.
Jego twarz zmieniała się z minuty na minutę: najpierw zdziwienie, potem irytacja, w końcu chłód. Widziałam, jak w jego głowie liczy się kalkulator i wynik mu się nie podoba.
Po co obca osoba w domu? skrzywił się. To niepotrzebne koszty. Ty jesteś kobietą, to dbałość, nie praca.
Gdy chodzi o realną wartość kobiecej pracy, wszystko nagle sprowadza się do miłości i powołania. Ugotować kolację to troska. A podzielić rachunek za zakupy to już zupełnie co innego.
Adam, powiedziałam łagodnie, jeżeli wieczorem po ośmiu godzinach pracy gotuję kolację, podczas gdy Ty grasz w gry albo oglądasz serial, to nie troska, tylko zwykła eksploatacja. Skoro postanowiliśmy dzielić budżet po połowie, to podzielmy także obowiązki. Albo robimy wszystko razem, albo zatrudniamy kogoś i płacimy. Nie zgadzam się, by płacić tyle samo, co Ty, a pracować dwa razy więcej.
Milczał. Kolacja przebiegła w napięciu, a na koniec stwierdził, iż musi to przemyśleć.
Następnego dnia nie dostałam zwykłego Dzień dobry. Wieczorem napisał tylko, iż nie wraca z pracy. Po trzech dniach przestał odpisywać i odbierać telefony.
Po tygodniu dowiedziałam się od znajomych, iż rozstaliśmy się, bo jestem materialistką i nie nadaję się na żonę. Ponoć interesują mnie tylko pieniądze i nie potrafię być gospodynią.
Na początku bolało. Pół roku relacji, wspólne plany, iluzje. Ale potem poczułam ulgę.
Jego nagłe zniknięcie było najlepszą odpowiedzią na wszystkie wątpliwości. Adam potrzebował nie mnie, ale wygodnego, ciepłego domu, w którym nic nie trzeba robić.
Adam zniknął i dobrze. Wynajęłam panią do sprzątania tylko dla siebie. Wracam do czystego mieszkania, parzę sobie herbatę i myślę: jakie to szczęście nie obsługiwać kogoś, kto mnie nie docenia.










