Umówiła się na randkę przez internet. "To nie była mądra decyzja"

kobietaxl.pl 2 godzin temu

Czas na nowy początek

- Byłam po bardzo nieprzyjemnym rozwodzie – opowiada Zofia. - Z mężem nie mieliśmy dzieci, ale wspólną firmę i dom. Dojście do siebie zajęło mi trzy lata. W końcu koleżanki, a choćby moi rodzice, namówili mnie, abym wyszła do ludzi, bym spróbowała ułożyć sobie życie na nowo. Pokazywali mi przykłady ludzi, którzy skrzywdzeni i zdradzeni przez partnerów, dali sobie szansę na nowe otwarcie. Poznali kogoś z kim udało im się stworzyć szczęśliwy związek. W końcu byłam wtedy koło czterdziestki. Miałam jeszcze szmat czasu przed sobą.

Zofia nie chciała szukać ewentualnego partnera wśród znajomych. Jej były mąż bardzo ją ośmieszył, podczas rozwodu rozpuszczał upokarzające plotki. Walczył o jak największą cześć ich majątku, dlatego psuł jej reputację, chciał jej przypisać winę za rozpad związku. Kto dobrze znał Zofię, ten nie uwierzył. ale znalazło się wiele osób, które zaczęły wątpić w jej moralność i uczciwość. Nawet, gdy wyszedł na jaw długoletni romans byłego męża, prawdziwa przyczyna porzucenia żony.

- Jeszcze teraz, po kilku latach, czasami widzę krzywe uśmieszki znajomych – przyznaje Zofia. – Docierają do mnie nieśmiertelne teksty, które przypisuje się kobietom zdradzanym przez mężów - „nie ma dymu bez ognia”, „kto wie jak tam z nimi było naprawdę”, „jakby się starała, to by nie szukał gdzie indziej”. Dlatego postanowiłam rozglądać się za mężczyzną z innego środowiska, kogoś kto najpierw pozna mnie, a dopiero potem plotki.

Zofia porozmawiała z koleżankami, doradziły jej jeden z portali randkowych. Kobieta nie wybierała stron, które są dedykowane dla osób zainteresowanych niezobowiązującym i szybkim seksem. Liczyła, iż pozna spokojnego, sympatycznego pana, w podobnym wieku.

- Nie chciałam przystojnych, przebojowych, popisujących się majątkiem kandydatów – zapewnia. – Już byłam żoną takiego pięknego i czarującego wszystkich naokoło, mężczyzny. Przyrzekłam sobie, iż nigdy więcej zapatrzonych w siebie narcyzów. Potrzebowałam bratniej duszy, towarzysza, który nie mówi tylko o sobie, potrafi słuchać, nie kłamie na każdym kroku, jest lojalny i wygląda zwyczajnie. Sądziłam, iż przy takim mężczyźnie będę czuła się swobodnie, nie będę walczyła o niego z bardziej atrakcyjnymi fizycznie i młodszymi konkurentkami. Trauma po rozwodzie wciąż mnie nie opuszczała.

Choć Zofia była atrakcyjną kobietą, to przykre przeżycia i zdrada, bardzo podważyły jej pewność siebie. Zaczęła wierzyć, iż może poważnie zainteresować jedynie przeciętnych mężczyzn. Myślała, iż tylko taki bardziej ją doceni.

Lepszy wróbel w garści?

- Przyjaciółki, którym pokazywałam swoje typy, nie były zachwycone – przyznaje Zofia. – Uważały, iż robię sobie krzywdę, nikt im się nie podobał. Wolałam jednak zrobić to po swojemu. Wybrałam Piotra. Po czterdziestce, rzemieślnik, po rozwodzie. Jak pisał, żona rozbiła ich małżeństwo, fałszywie go oskarżała o przemoc. Zabrała dzieci, złośliwie utrudniała kontakt. Ciągle żądała pieniędzy. Bardzo to przeżywał. To przypominało moje przykre przejścia.

Mężczyzna starał się wyjść z traumy, jak przekonywał, szukał ciepłej kobiety, która nie myśli tylko o sobie. Pragnął wspólnych spacerów po lesie, wieczorów przy kominku, kolacji przy świecach. Był zapalonym kolarzem, uwielbiał wyzwania. Jego życiowym celem były duchowe pielgrzymki do najświętszych miejsc Europy. Co roku, na swoim rowerze, docierał do jednego z kultowych sanktuariów.

- Zachęcał mnie do wspólnej wyprawy – relacjonuje. - Proponował pielgrzymkę średniowiecznym szlakiem przez północną Hiszpanię. Mieliśmy oddać hołd szczątkom św. Jakuba w mieście Santiago de Compostela. Byłam zachwycona, to było ekscytujące.

Zofia zwierzyła się koleżankom, dziewczyny były zaskoczone i zdziwione. Piotr nie wyglądał na zdjęciu na tak uduchowionego człowieka. Ale, jak w końcu przyznały, mogły się mylić.

Mężczyzna gwałtownie dążył do spotkania w realu. Wypytywał Zofię o życie prywatne, gdzie pracuje, gdzie mieszka, jakie ma ulubione miejsca. Chciał o niej wiedzieć wszystko. Kobieta wolała nie zdradzać swoich danych, zanim go nie pozna. Pisała ogólnikami. Piotr proponował randkę w sobotni wieczór, ledwie kilka dni od poznania. Zofii ten pośpiech trochę schlebiał, ale z drugiej strony, bała się iż to działo się za szybko, ale nie chciała stracić kontaktu z takim ciekawym człowiekiem. Koleżanki uczulały by najpierw upewniła się, czy Piotr nie ulepszył swojego wizerunku w Internecie. Wiele ludzi na portalach randkowych dodaje sobie wzrostu, odejmuje kilogramów, zmyśla swój stan cywilny i majątkowy.

- Nie miałam 15 lat, więc liczyłam się z ewentualnym rozczarowaniem – zapewnia Zofia. – Przecież też mogłam mu nie odpowiadać. Mimo to byłam dobrej myśli. Ubrałam sukienkę o klasycznym kroju. Na pierwszej randce nie chciałam wyglądać wyzywająco. Założyłam czółenka, wolałam nie ryzykować, iż w pantoflach na obcasie, byłabym zbyt wysoka. Piotr zaproponował odległy zajazd nad zalewem, chciał mnie tam zabrać samochodem. Odmówiłam. Na początek wolałam być niezależna komunikacyjnie. Zgodziłam się na spotkanie w znanym, niebyt drogim lokalu, w środku miasta. Miałam blisko do mieszkania, przy okazji nie chciałam aby myślał, iż chcę go wykosztować na kolację. Nie szukałam takiej znajomości, miałam nadzieję, iż to doceni.

Randka w ciemno

Zofia pojawiła się w pubie punktualnie. Od razu zauważyła Piotra, siedział przy stoliku sam, z bukietem kwiatów i popijał piwo. Na nią też czekał pełny kufel. Mężczyzna wyglądał tak jak na zdjęciu w Internecie. Szeroko się uśmiechał, gdy rozpoznał Zofię.

- Wręczył mi kwiaty i zaprosił do stolika – opowiada kobieta. – Od razu zapewnił, iż wyglądam dużo lepiej niż na fotografii. Zaczął komplementować bardzo kobiecą sukienkę, dziewczęce buty i brak wulgarnego makijażu. Docenił krótkie paznokcie, pomalowane bezbarwnym lakierem. Poczułam się przytłoczona taką ilością pochwał, taką wnikliwą oceną, to nie było naturalne. Kiedy odmówiłam piwa, dostrzegłam grymas na jego twarzy. Wyjaśniłam, iż źle znoszę ten napój. Mam krępujące wzdęcia, dlatego piję wytrawne wino. Przeprosiłam Piotra, podeszłam do baru i zamówiłam sobie lampkę, za którą zapłaciłam. Jakoś podświadomie czułam, iż tak będzie lepiej.

Zofia wróciła do stolika z winem, Piotr kończył dopijać swój kufel. Wrócił do komplementowania jej wyglądu. Ona także nie pozostała dłużna. Stwierdziła, iż widać po nim, iż dużo ćwiczy, bo ma bardzo wysportowaną sylwetkę.

- Chciałam być miła, ale to był błąd - oznajmia kobieta. – Piotr przyjął tę uwagę jako zachętę, zaczął planować nasze przyszłe spotkania. choćby wyjazd do Hiszpanii, jakbym już wyraziła zgodę. Przy drugim kuflu wyznał, iż od początku wiedział, iż połączy nas coś więcej. Podobno od lat szukał takiej kobiety. Był miły, starał się, ale im dłużej z nim rozmawiałam tym bardziej czułam, iż ta randka to pomyłka. Coś tu się nie zgadzało. Nie czułam, iż jest naturalny.

Piotr wypił dwa kufle piwa i poprosił o kolejny. Zofia odmówiła kolejnego kieliszka wina. Chciała się delikatnie wycofać, rozmowa stawała się męcząca. Mężczyzna dostał swój alkohol, pociągnął spory łyk, powtórnie zaproponował jej drinka. Podkreślił, iż on stawia. Zofię to trochę rozbawiło, iż on przez cały czas sądzi, iż skusi ją darmowym alkoholem.

- Odmówiłam kategorycznie, wtedy zapytał czy pójdziemy do niego czy do mnie – wspomina. – Przykro mnie tym tekstem otrzeźwił. Powiedziałam, iż nie szukam okazji do szybkiego seksu. Przypomniałam, iż wyraźnie to napisałam na portalu randkowym. Obraził się, nazwał mnie „pozującą na cnotkę”. To nie był ten Piotr od duchowych pielgrzymek. To był osobnik udający dżentelmena. Polował na naiwne kobiety, po przejściach, które można omamić, upić i wykorzystać. Oznajmiłam, iż powinnam już iść, no i wtedy się zaczęło. Był już podpity, wysyczał, iż pożałuję, jego się tak nie zostawia.

Zofia wstała i gwałtownie ruszyła do wyjścia. Natychmiast zaczęła dzwonić po taxi, aby wracając nie być ani chwilę sama, na wypadek gdyby agresywny adorator ją śledził. Obsługa lokalu i inni goście obserwowali sytuację, bo zachowanie pary zwróciło uwagę. Piotr pod nosem, tak aby tylko ona to słyszała, wyzywał ją od najgorszych.

- Krzyknął jeszcze, iż wyglądam beznadziejnie i jestem stara, no i powinnam mu oddać za kwiatki – mówi kobieta. – Z prawdziwą ulgą zobaczyłam podjeżdżającą taksówkę. W domu zamknęłam drzwi na wszystkie zamki. Wyglądałam za firanki na ulicę, czy ten chory mężczyzna gdzieś się nie kręci. Dziękowałam sobie w duchu, iż nie zdradziłam o sobie nic więcej i nie dałam się wywieść do zajazdu. Już nigdy nie szukałam znajomości na portalu randkowym. Jestem sama, ale nie skuszę się na znajomości z internetu. I ostrzegam inne kobiety.

Idź do oryginalnego materiału