Codziennie tysiące Polaków wsiada do autobusów, pociągów, tramwajów i metra. Fala ludzi przelewa się przez perony i przystanki, często bez chwili na złapanie oddechu. W pośpiechu i roztargnieniu łatwo zapomnieć o torbie, plecaku lub zakupach. Czasem są to drobiazgi, czasem jednak "fanty", które wywołują zdziwienie i lekki uśmiech u pracowników biur rzeczy znalezionych. To tam trafia spora część przedmiotów pozostawionych w komunikacji miejskiej. Jak je odzyskać, gdy zniknęły razem z tramwajem?
REKLAMA
Zobacz wideo "Nie lubię ścianek i całego tego shitu. Chcę po prostu grać w filmach i robić muzę". Helena Englert w "Z bliska"
Co ludzie gubią w komunikacji miejskiej? Ktoś zostawił małego kota
W komunikacji można zgubić adekwatnie wszystko. Tak przynajmniej wynika z opowieści pracowników transportu publicznego. Marek Gancarczyk, rzecznik krakowskiego MPK, w rozmowie z Dzień Dobry TVN przyznał, iż po świętach do Biura Rzeczy Znalezionych regularnie trafiają... podarki. - Ktoś kupił prezent dla jakieś osoby i zapomniał go wręczyć. Do dzisiaj jest u nas do odbioru - mówił.
Obok rzeczy zupełnie codziennych, jak rękawiczki czy parasole, pojawiają się też znaleziska, które wywołują zdziwienie choćby u doświadczonych pracowników. - Wielki abażur na lampę. Można zgubić znacznie większe rzeczy, przykładem rower - wyliczał dalej rzecznik. I to właśnie gabaryty często zaskakują najbardziej. Bo aż trudno uwierzyć, iż ktoś wysiada z tramwaju bez sprzętu, który zajmuje pół przestrzeni pasażerskiej. A jednak takie sytuacje się zdarzają.
Lista nietypowych zgub jest znacznie dłuższa. Wśród nich pojawiają się miecze, sztuczne szczęki, ponad 30-calowe telewizory i gadżety erotyczne. - I to niejeden raz - zaznaczał Gancarczyk, nie kryjąc, iż fantazja pasażerów bywa naprawdę szeroka. Część tych historii brzmi jak anegdoty, ale wszystkie mają wspólny mianownik: pośpiech, rutyna i moment nieuwagi.
Są też przypadki, które trudno zapomnieć. Jednym z nich był mały kot pozostawiony w komunikacji miejskiej. Zwierzę trafiło do dyspozytorów, gwałtownie się zadomowiło i ostatecznie znalazło nowy dom u jednego z pracowników MPK. Ta historia pokazuje, iż biura rzeczy znalezionych to nie tylko magazyny zapomnianych przedmiotów, ale czasem także miejsce zupełnie nieoczekiwanych spotkań.
Podobnie wygląda to w Warszawie. Stolica prowadzi publiczny wykaz znalezionych rzeczy, w którym można sprawdzić, czy zguba pochodzi z metra, autobusu lub tramwaju. Najczęściej na liście pojawiają się telefony, plecaki, zegarki, torby z laptopami oraz portfele z gotówką i obcą walutą. Obok nich można jednak znaleźć pozycje z zupełnie innej kategorii. Kasa fiskalna, wzmacniacz i gitara, dron czy młotowiertarka. To dowód na to, iż miejski pośpiech nie "bierze jeńców".
Biuro Rzeczy ZnalezionychFot.Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl
Jak odebrać rzecz z Biura Rzeczy Znalezionych? W każdym mieście działa podobny schemat
Gdy coś zniknie w komunikacji miejskiej, najlepiej zacząć od najprostszego kroku. Sprawdzić wykaz znalezionych przedmiotów. Większość biur prowadzi takie listy online i regularnie je aktualizuje. jeżeli naszej zguby tam nie ma, warto odezwać się bezpośrednio. W rozmowie liczą się konkrety: co to było, kiedy mogło zginąć i w jakich okolicznościach. Kolor, marka, jakiś charakterystyczny detal. Czasem właśnie taki drobiazg pozwala połączyć rzecz z właścicielem.
Gdy przedmiot się odnajdzie, odbiór zwykle odbywa się osobiście. Dobrze wcześniej zadzwonić lub napisać, bo nie wszystko trafia do jednego magazynu. Dotyczy to zwłaszcza większych rzeczy, takich jak rowery, hulajnogi czy sprzęt RTV. Na miejscu trzeba potwierdzić, iż to faktycznie nasza własność. Najczęściej wystarczy dokładny opis, ale bywa, iż pomocne okazuje się potwierdzenie zakupu, numer seryjny albo zdjęcie zapisane w telefonie. Dokument tożsamości jest standardem. Przy odbiorze pobierana jest opłata, zależna od wielkości przedmiotu. To koszt przechowywania, który zwykle wynosi kilkadziesiąt złotych.
Pamiętajmy, iż warto działać szybko. Rzeczy nieodebrane w ciągu dwóch lat zmieniają swój status. Mogą przejść na własność miasta lub trafić do sprzedaży. jeżeli zguba była ważna lub trudno ją zastąpić, lepiej nie odkładać sprawy na później. Na koniec dobra informacja. Wiele zgub naprawdę wraca do właścicieli, a im szybsza reakcja, tym większe prawdopodobieństwo szczęśliwego finału. Czy zdarzyło ci się zgubić rzecz w komunikacji miejskiej? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.








