Jubileuszowa edycja Baltic Sail miała być wielkim żeglarskim świętem. I rzeczywiście nim była, mimo iż pogoda pokrzyżowała szyki organizatorom. Po raz pierwszy w historii imprezy trzeba było odwołać najważniejszy punkt programu – paradę żaglowców na Zatoce Gdańskiej.
Krzysztof Romański, 24.08.2026 r.
Trzydzieści lat zobowiązuje. Zwłaszcza jeżeli przez te trzy dekady udało się sprawić, iż podczas jednego letniego tygodnia widok żaglowców przy gdańskich nabrzeżach stał się czymś tak oczywistym jak Żuraw, Długi Targ czy Fontanna Neptuna. Organizująca Baltic Sail Fundacja Gdańska przygotowała więc bogaty program imprezy, zaprosiła ciekawą flotę, nie na wszystko jednak mogła mieć wpływ.
Pierwszy cios spadł na kilka dni przed oficjalnym startem. Ze względu na przedłużający się pobyt w stoczni Nauta w Gdyni, udział w zlocie musiał odwołać Zawisza Czarny. Harcerski szkuner, podobnie jak rok wcześniej, miał cumować przy Nabrzeżu Ziółkowskiego w Nowym Porcie, ponieważ ze względu na duże zanurzenie, nie byłby w stanie wejść na Motławę. Bilety na jego rejsy były już praktycznie wyprzedane. Drugi cios miała zadać pogoda. Ale zanim tak się stało, Gdańsk cieszył się wspaniałą letnią aurą…
Na 30. Baltic Sail przypłynęło ostatecznie 13 tradycyjnych jednostek z Polski i Europy. Tym razem, ze względu na remont Rybackiego Pobrzeża, największe żaglowce musiały zacumować nieco dalej w górę Motławy – przy nabrzeżach Brabanku, na wysokości ulicy Wiosny Ludów i Polskiego Haka. Tym samym, zlotowa flota stworzyła długą linię, ciągnącą się od Starego do Młodego Miasta. Spacerując wzdłuż rzeki, można było oglądać m.in. holenderskie Minervę i Loth Loriën, litewskiego Brabandera, gdańskiego Generała Zaruskiego, a także Bonawenturę, fińską Joannę Saturnę, estońską Lisette, niemiecką Ernestine, Anticę, Stenię i Barlovento II.
Kapitan estońskiej Lisette Marek Ratsep / fot. Krzysztof RomańskiNajwiększą jednostką tegorocznego zlotu była Minerva. Holenderski szkuner mierzy 50,5 metra długości i ma za sobą interesującą historię. Zbudowany w 1935 roku jako niemiecki żaglowiec towarowy Uwe Ursula, przez pewien czas pływał choćby jako motorowiec. Dopiero po wycofaniu z eksploatacji został odrestaurowany i ponownie otrzymał maszty. W Gdańsku nie był zresztą debiutantem – już w 2016 roku zrobił furorę, stawiając żagle podczas parady na Motławie. Tym razem także się wyróżniał – był jedyną jednostką z wieczorną iluminacją. Sznur białych światełek rozciągał się od bukszprytu przez topy masztów aż po rufę.
Klucz dla żeglarzy
Baltic Sail rozpoczął się w piątek 21 sierpnia. Wieczorem na Ołowiance odbyła się oficjalna ceremonia otwarcia. Żeglarze otrzymali symboliczny klucz do bram miasta, a organizatorzy dostali w zamian model żaglowca. Było też wspólne śpiewanie szanty „Morze, nasze morze” pod wodzą zespołu Klang. Jubileusz zobowiązywał również do tradycyjnego „Sto lat” – tym razem zaśpiewanego dla samego Baltic Sail.
Atlantyda podczas festiwalu Szanty pod Żurawiem / fot. Krzysztof RomańskiNastroje organizatorów dalekie były jednak od szampańskich i pogarszały się z każdą kolejną prognozą na sobotę. Gdy IMGW wydał dla Gdańska i okolic ostrzeżenie drugiego stopnia przed intensywnymi opadami, a Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysłało alert RCB, stało się jasne, iż szanse na przeprowadzenie najważniejszego punktu programu stopniały do zera. W piątkowe popołudnie organizatorzy podjęli decyzję o odwołaniu parady żaglowców. To był trudny, ale słuszny krok, bo pogoda nie żartowała. Prognozy mówiły o kilkudziesięciu milimetrach deszczu, lokalnie choćby o 80–90 mm. Na Zatoce Gdańskiej dodatkowo sprawę komplikował silny północny wiatr, przynoszący długą falę z pełnego morza. W takich warunkach wyprowadzenie całej floty na paradę byłoby niepotrzebnym ryzykiem, a publiczność, która kupiła bilety na rejsy nie miałaby z nich, mówiąc eufemistycznie, żadnej przyjemności. Żaglowce – po raz pierwszy w historii imprezy – nie wyszły więc na paradę.
Ale nie odwołano pozostałych części programu, a gdy w sobotnie popołudnie wróciło słońce, uczestniczące w zlocie jednostki znów ruszyły w trzygodzinne rejsy. Na lądzie działały strefy dla dzieci, rekonstruktorzy prezentowali życie dawnych marynarzy, a na Ołowiance i przy Dworze Artusa rozbrzmiewała muzyka z festiwalowych scen „Szant pod Żurawiem”. W tym roku organizatorzy postawili sobie za cel zebrać trzydziestu artystów na trzydziestolecie Baltic Sail, ale trochę ich poniosło i ostatecznie wyszło więcej. Wystąpiły zespoły dobrze znane bywalcom festiwalu, ale także goście z zagranicy. Były też pokazy flyboardu i mapping „Morskie opowieści” wyświetlany na Żurawiu. W jubileuszowym roku Gdańsk dostał więc nie tylko żeglarską flotę, ale całkiem pokaźny zestaw atrakcji towarzyszących.
Pokaz mappingu na Żurawiu / fot. Krzysztof RomańskiTrzydzieści lat minęło
Baltic Sail narodził się z pomysłu stworzenia sieci bałtyckich portów, które wspólnie będą promować tradycyjne żaglowce. Gdańsk znalazł się w tym gronie już w 1997 roku, w szczególnym dla miasta czasie obchodów millenium. Od tamtej pory zlot przeszedł wiele modyfikacji, ale jego najważniejszy element pozostał niezmieniony – żaglowce mają przypominać, iż Gdańsk jest miastem, którego historia od zawsze związana była z morzem.
Ubiegłoroczny Baltic Sail zapamiętano jako wyjątkowo deszczowy, ale wtedy udało się przeprowadzić paradę. Tym razem ulewy i wichury okazały się skuteczniejsze i zatrzymały flotę przy nabrzeżach. Trzydzieste urodziny nie wypadły więc idealnie, ale – jak mawiają doświadczeni żeglarze – na morzu nie wszystko da się zaplanować.
Krzysztof Romański
24 sierpnia 2026 r.
Zdjęcie w nagłówku: Krzysztof Romański
Zobacz naszą fotorelację z Baltic Sail Gdańsk 2026:































































































































