– Cześć, przyjaciółko! Natalia przysiada się na krzesło przy stoliku, tuż obok Lilki. Dawno się nie widziałyśmy. Co u ciebie?
– Cześć, Natka Lilka odpowiada z lekkim zawahaniem. Wszystko super.
– To czemu odwracasz wzrok? Natalia patrzy na nią uważnie. Znowu coś z Kubą? Co tym razem wymyślił?
– Przestań dramatyzować Lilka przewraca oczami, już żałując, iż przyszła dziś do tej kawiarni. U mnie wszystko gra. Z Kubą mamy idealny związek. On jest w porządku, serio. Nie drążmy tematu, dobrze?
Nie słuchając więcej rozemocjonowanej Natalii, Lilka wstała, zostawiając na talerzyku niedokończony kawałek sernika. Nie miała ochoty wysłuchiwać cudzych rad; naiwnie wierzyła, iż wszyscy po prostu jej zazdroszczą.
Kuba był taki świetny. Czarujący, dobrze zarabiał, potrafił się troszczyć. Czasem jednak miał swoje dziwaczne wymagania. Przykładowo, zabronił Lilce farbować włosy na jasny blond.
To był ich pierwszy poważny konflikt. O mały włos się nie rozstali a wszystko przez jakąś głupotę!
Lilka wybrała się kiedyś do fryzjera, by poprawić fryzurę. Znajoma stylistka przekonywała, iż Lilka urodziła się na blondynkę. Dziewczyna w końcu dała się namówić. Wróciła do domu w platynowych lokach.
Kuba zbladł ze złości. W jej stronę poleciała książka, którą spokojnie czytał chwilę wcześniej. Powiedział jej masę nieprzyjemnych rzeczy i zażądał, by natychmiast wróciła do ciemniejszego koloru. U niego w domu blondynkom wstęp wzbroniony.
Lilka, tłumiąc łzy, pobiegła do najbliższego salonu fryzjerskiego. Tam próbowano ją odwodzić, bo naprawdę ten kolor jej pasował. Ale gdy się rozpłakała, gwałtownie zrobili co trzeba.
Kuba tylko pokiwał zadowolony głową i nie odezwał się słowem. Rano jednak wręczył jej w ramach rekompensaty drogi złoty bransolet.
A jeszcze Lilka nie mogła nosić białych ubrań. Czerwone, niebieskie, zielone byle nie białe. Zapytała kiedyś żartem jaki kolor będzie miała jej suknia ślubna. Zamiast odpowiedzi Kuba rzucił jej tak dziwne spojrzenie, iż straciła ochotę na dalsze pytania.
Uciekaj od niego prosiła wtedy Natalia. Uciekaj, póki możesz. Dziś nie możesz nosić białego, a jutro? Nie wyjdziesz z domu? Nieważne jak wspaniały się wydaje, zasługujesz na kogoś normalniejszego.
Każdy ma swoje dziwactwa wzruszała ramionami Lilka. U nas poważnie, chcemy razem dziecko. Kuba bardzo marzy o córeczce. choćby już imię wymyślił Gizela. A ty mi radzisz uciekać.
****************************************
Lilka nie posłuchała przyjaciółki. Natalia miała rację, chłopak był naprawdę dziwny. niedługo Lilka miała się o tym przekonać na własnej skórze.
W mieszkaniu była jedna zamknięta na klucz komnata, do której Lilka nie miała dostępu. Pewnego razu zapytała:
Co ty, Kubuś, jakiś kuzyn Sinobrodego?
Spokojnie odpowiedział z dziwnym uśmiechem Kuba nie chowam tam zwłok żon.
Na tym rozmowę zakończył. Ale przypadek sprawił, iż Lilka kiedyś tam jednak zajrzała. Tego dnia wróciła z uczelni wcześniej, wykład odwołano bo prowadząca zachorowała. Wiedziała, iż Kuba jest w domu, ale nigdzie go nie widziała. Przechodząc obok zamkniętych drzwi usłyszała jakieś głosy. Ostrożnie uchyliła drzwi przez szparę zobaczyła coś, co ścięło jej krew w żyłach.
Na ścianie wisiał ogromny portret dziewczyny, a Kuba klęczał przed nim.
Dziewczyna na portrecie uśmiechała się tajemniczo, wyciągając ramiona. Była bardzo podobna do Lilki, prawie jak siostra, tylko miała jasne, blond włosy.
Jeszcze trochę, Gizela. Już niedługo będziemy razem powtarzał Kuba. Lilkę aż zabolało serce. Chciała już wejść i mu wszystko wygarnąć, gdy nagle usłyszała kolejne jego słowa:
Ona na pewno urodzi mi córkę, na pewno. Wtedy twoja dusza zamieszka w tym małym ciele. I będziemy razem na zawsze. Będę się tobą opiekował, a gdy podrośniesz, znów będziemy się kochać.
Wariat! przebiegło przez myśl dziewczynie i wybiegła z mieszkania, ogarnięta paniką. Koleżanki miały rację! Ale co teraz? Jak uciec przed psychopatą? Najgorsze, iż była w ciąży na razie za wcześnie, by cokolwiek było wiadomo na pewno.
Rodzice daleko, bliskich przyjaciół też niewielu tylko Natalia. Do niej skierowała swoje kroki.
Nigdy bym nie pomyślała, iż Kuba jest taki szeptała Lilka z roztrzęsionymi dłońmi. Gdybym nie zobaczyła na własne oczy, nigdy bym nie uwierzyła!
Spokojnie Natalia postawiła przed nią szklankę wody, którą Lilka wypiła bez słowa. Musisz zdecydować co zrobisz. Zostaniesz z nim?
Przenigdy! pokręciła głową Lilka. On jest nienormalny! Boję się o siebie i dziecko. Krzywo się uśmiechnęła. Przynajmniej już wiem, dlaczego nie mogłam być blondynką ani nosić białego. Byłabym za bardzo podobna do niej.
Najważniejsze iż dowiedziałaś się tego przed ślubem orzekła rozsądnie Natalia. Mówiłaś mu już o ciąży?
Chciałam zrobić niespodziankę…
To choćby lepiej. Powiedz, iż poznałaś kogoś innego i się wyprowadzasz. Natalia westchnęła. Może wróć do domu rodzinnego? Zapiszesz się tu na uczelnię, skończysz studia. Ważne, by trzymać się z daleka od niego.
Tak będzie najlepiej zgodziła się Lilka.
*****************************************
Ostatnie pół roku było dla Lilki wyjątkowo trudne psychicznie. Przeprowadzka, rozmowa z rodzicami Z powodu ciąży musiała rzucić studia nie zdecydowała się na aborcję, przecież maleństwo nie było niczemu winne. A raczej maleńka. Lilka urodziła córeczkę, tak jak Kuba sobie wymarzył.
Chłopak, wbrew czarnym myślom dziewczyn, puścił ją wolno bez większego sprzeciwu. Tylko między słowami dał do zrozumienia, by zbyt wiele nie mówiła. choćby nie spytał, gdzie się przenosi jakby było mu to zupełnie obojętne.
Czasami Lilka zastanawiała się, czy dobrze zrobiła odchodząc od Kuby i nie mówiąc o dziecku. Przyszło jej to do głowy również tego wieczoru, kiedy położyła spać małą Gienię i stanęła zamyślona przy oknie.
Ktoś zapukał do drzwi to był dostawca jedzenia, które zamówiła online. Do gotowania przez cały czas nie miała serca. gwałtownie coś zjadła i wróciła do zeszytów, bo naprawdę chciała wrócić na studia.
Litery zaczęły się rozmazywać, głowa wirowała Lilka sięgnęła po telefon, by wezwać pogotowie, ale ręce odmówiły posłuszeństwa. Czuła, iż nie może się poruszyć. Tuż przed tym jak straciła świadomość, ujrzała Kubę, trzymającego czule malutką córeczkę.
***********************************************
Obudziła się w szpitalu. Mama przyszła ją odwiedzić we adekwatnym momencie.
Policja próbowała znaleźć zaginione dziecko bez skutku. Kuba zapadł się pod ziemię wraz z Gienią.
Dopiero po dwóch latach zrozpaczona matka otrzyma chłodną przesyłkę. Zdjęcie Kuba obejmuje piękną, jasnowłosą dziewczynkęW paczce nie było ani słowa wyjaśnienia tylko niewielka, dziecięca sukienka w kolorze białym, maleńki, złoty bransolet i wyblakłe zdjęcie: Gienia, jej córeczka, patrzyła gdzieś poza kadr aparatu, w ramionach uśmiechniętego Kuby. Pod ich stopami ciągnął się cień, dziwnie dłuższy, rozmyty na granicy światła i mroku.
Lilka długo wpatrywała się w tę fotografię, czując, iż coś w niej umarło i jednocześnie coś uparcie tli się nadal. Każdego dnia przychodziła do okna o tej samej godzinie, wypatrując sylwetki Gieni, snując modlitwy do milczących ścian. Czasem wydawało jej się, iż słyszy śmiech dziecka zza drzwi, niesie się echem po pustym mieszkaniu, niespokojny i cichy jak wiatr wśród suchych liści.
Lecz pewnego ranka w wejściowych drzwiach trzasknęła klamka. Lilka odwróciła się z niedowierzaniem a tam, w półmroku korytarza, stała mała dziewczynka z jasnymi włosami, biała sukienka była przybrudzona, bransolet delikatnie połyskiwał na nadgarstku.
Mamusiu? wyszeptała Gienia, jej głos zmienił się, nabrał jakiejś tajemniczej dojrzałości, a w oczach zapłonęło światło, którego Lilka nigdy tam wcześniej nie widziała.
Przytuliła córeczkę drżącymi ramionami, serce chciało rozerwać się ze szczęścia i trwogi. Gienia odpowiedziała na uścisk, ale gdy Lilka spojrzała w jej twarz, zobaczyła przebłysk cienia obcej kobiety, uśmiechającej się spod białej zasłony włosów. Gizela imię wyszeptał wiatr, miękko, złowieszczo.
Lilka zrozumiała, iż pewne tajemnice wracają, choćby jeżeli bardzo staramy się od nich uciec. Ale tym razem nie zamierzała już nikomu oddawać swojego dziecka. Bo w walce z losem, choćby najmniejsza iskra nadziei mogła rozświetlić największy mrok.
Objęła Gienię mocniej i obie wyszły z mieszkania prosto ku światłu, gotowe stawić czoła temu, co przyniesie przyszłość.








