Ty chyba nie zdajesz sobie sprawy, jakie masz szczęście
Pół miliona? Kinga przeczytała powiadomienie na ekranie swojego telefonu trzy razy, zanim dotarło do niej, co widzi. Wziąłeś kredyt na pół miliona złotych?!
Darek siedział na kanapie, wpatrzony w swój telefon, choćby nie podnosząc głowy.
A, to No tak. Drobnostka, dla mamy, na remont. Sama wiesz, jak u niej przeciekają rury, parkiet się wybrzuszył, tapety od wilgoci odchodzą
Poczekaj Kinga usiadła na skraju fotela, bo nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Wziąłeś kredyt. Na pół miliona. I oddałeś wszystko swojej mamie. choćby mi nie powiedziałeś?
Darek w końcu oderwał się od ekranu. Na jego twarzy pojawiło się szczere zdziwienie, jakby żona pytała o coś oczywistego.
Kinga, przecież to mama. Mieszka sama, emeryturę ma niską. Kto ją wspomoże jak nie ja?
A pomyśleć, żeby ze mną to przedyskutować? Kinga zaczęła krzyczeć, ale już nie umiała się zatrzymać. Spytać mnie o zdanie? Uprzedzić chociaż?
Od razu zaczęłabyś się kłócić wzruszył ramionami Darek. A mamie było trzeba natychmiast.
Cztery lata. Cztery lata znosiła tę kobietę, która co wieczór wydzwaniała, żeby się dowiedzieć, co Darek jadł na kolację. Przyjeżdżała bez uprzedzenia i krytykowała czystość ich mieszkania. Na każdym rodzinnym obiedzie sadzała wszystkich tak, by Kinga była na samym końcu stołu.
Nie przesadzaj, robisz z igły widły kontynuował Darek spokojnym głosem. Damy radę, gwałtownie spłacimy, przecież to niewielka suma. Przecież rodzina jest najważniejsza.
Łzy napłynęły same gorące, pełne gniewu. Kinga ocierała je dłonią, rozmazując tusz po policzkach.
Rodzina? A ja to co? Dodatek? Pamiętasz, jak twoja mama stwierdziła, iż musimy zmienić samochód, i sprzedałeś nasz bez słowa? Jak wyrzuciła moje rzeczy z pokoju gościnnego, bo niewygodnie spać wśród czyichś gratów? Jak na moje urodziny pojechaliście razem kupować jej nową lodówkę?
To wszystko drobiazgi machnął ręką Darek. Po prostu jesteś zmęczona, powinnaś wypocząć.
Kinga patrzyła na tego człowieka wysokiego, z miękkimi rysami twarzy, dołeczkami na policzkach, które kiedyś wydawały jej się takie urocze. Teraz widziała tylko trzydziestoletniego chłopca, niezdolnego przeciąć pępowiny.
Damy radę powtórzył z uporem. Miłość wszystko przezwycięży.
Kinga wstała bez słowa i poszła do sypialni. Tam, na pawlaczu, leżały dwie duże sportowe torby te, z którymi kiedyś się wprowadzała. Zrzuciła je na łóżko i zaczęła wyjmować po kolei ubrania z szafy.
Darek pojawił się w drzwiach po dwudziestu minutach, kiedy pierwsza torba była już pełna.
Co ty robisz? Kinga, błagam cię, przecież chyba nie mówisz serio?
Nie odpowiedziała. Składała swetry, dżinsy, bieliznę. Z półki zdjęła szkatułkę z biżuterią prezenty od rodziców i przyjaciółek, nic od niego nie chciała brać.
Gdzie pójdziesz? Do mamy? Przecież ona mieszka w Białymstoku!
Zapięła zamek drugiej torby. Sprawdziła torebkę paszport, karta, klucze od mieszkania mamy, które zawsze nosiła na wszelki wypadek.
Kinga, powiedz cokolwiek! Przecież nie możesz mnie zostawić! Kocham cię!
Spojrzała mu długo w oczy. Potem chwyciła torby i wyszła z mieszkania.
Następnego ranka Kinga stała w kolejce do USC, ściskając w dłoniach wypełniony wniosek o rozwód. Za oknem padał deszcz, szare chmury ciążyły nisko, a w niej panował dziwny spokój. Decyzja zapadła.
Pierwszy telefon zadzwonił o wpół do trzeciej w nocy. Kinga zerwała się z kanapy u przyjaciółki Leny, nie wiedząc przez chwilę, gdzie jest.
Musimy porozmawiać Darek oddychał ciężko do słuchawki, mówił chaotycznie. Wszystko zrozumiałem, zmienię się. Daj mi szansę.
Odrzuciła połączenie. Po dwudziestu minutach telefon zadzwonił znów.
Kinga, nie mogę bez ciebie żyć. Jesteś sensem mojego życia.
Do rana przyszło czterdzieści trzy wiadomości. Każda długa, przepełniona łzawymi wyznaniami, obietnicami, choćby groźbami.
Jeśli nie wrócisz, nie wiem, co ze sobą zrobię.
Mama mówi, iż się wygłupiasz.
Będę czekał na ciebie zawsze.
Po tygodniu zaczął pojawiać się pod jej pracą. Kinga wychodziła na lunch on już stał przy budce z kebabem obok. Wracała metrem widziała go po drugiej stronie ulicy.
Przechodziłem akurat uśmiechał się, kiedy Kinga pytała co tu robi. Chciałem cię zobaczyć.
Któregoś wieczoru zadzwonił dzwonek u Leny do mieszkania. Kinga otworzyła bez sprawdzania wizjera czekała na kuriera z pizzą.
Na progu stał Darek z bukietem czerwonych róż.
Jedna szansa, niczego więcej nie proszę wyszeptał.
Kinga cicho zamknęła drzwi. Stał pod nimi dwie godziny, aż sąsiedzi zagrozili wezwanie policji.
Nauczyła się z tym żyć jak z przewlekłym bólem. Nie czytała wiadomości, nie odbierała nieznanych telefonów, nie oglądała się na ulicy. Przerzuciła się na pracę zdalną, zatrudniła w nowej firmie, przeniosła się do bloków na obrzeżach miasta, gdzie Darek raczej nigdy się nie pojawi.
Rozwód finalizowano po trzech miesiącach. Kinga wyszła z sądu z papierami w ręku i popłakała się na schodach nie z żalu, a z ulgi.
Pierwsze miesiące wolności były przeraźliwie puste. Kinga przez cztery lata konsultowała każdą decyzję, choćby gdy on i tak robił po swojemu. Teraz mogła kupić dowolny jogurt w Lidlu bez wahania, nie martwiąc się, czy pani Halina go zaakceptuje. Mogła oglądać każdy film, nie słuchając, iż normalne kobiety takich nie oglądają. Mogła oddychać.
Zapisała się na kurs angielskiego marzyła o tym od dawna, a Darek uważał szkoda pieniędzy. Zaczęła chodzić rano na jogę, jeszcze przed świtem, kiedy miasto budzi się do życia. Pojechała sama do Gdańska na weekend, bez planu, po prostu spacerowała i jadła lody śmietankowe.
Po pół roku telefony ustały. Wiadomości też. Kinga przez dwa kolejne miesiące podejrzewała, iż coś się wydarzy, ale w końcu odetchnęła pełną piersią. Dostała pracę w agencji marketingowej kolorowy open space, młody zespół, interesujące projekty. Życie wróciło na adekwatne tory.
Andrzeja poznała na firmowej imprezie, na którą wciągnęła ją koleżanka Marysia.
To nasz główny programista Marysia przedstawiła wysokiego faceta w okularach. Andrzej, poznaj Kingę z marketingu.
Uścisnął jej dłoń pewnie, ale bardzo łagodnie. Uśmiechnął się zwyczajnie, bez udawania.
Ty też uciekłaś od karaoke? zapytał zerkając na scenę, gdzie dyrektor finansowy fałszował Przez Twe Oczy Zielone.
Oszczędzam sobie nerwów kiwnęła Kinga.
Rozmawiali do końca wieczoru o książkach, podróżach, tym jak niesamowicie dziwne bywa życie. Andrzej słuchał więcej niż mówił. Zadawał pytania i czekał na odpowiedzi. Nie próbował pouczać, nie sugerował jak ma żyć. Usłyszał, iż jest rozwódką, tylko kiwnął głową i zmienił temat.
Po sześciu miesiącach zamieszkali razem, wybrali jasną, niewielką kawalerkę w centrum, z wysokimi sufitami i widokiem na cichy dziedziniec.
Jesteś pewny, iż chcesz właśnie tę? pytała Kinga przy wynajmie. Może zobaczymy jeszcze jakieś?
A tobie się podoba? spojrzał na nią Andrzej.
Bardzo.
To bierzemy.
Takie drobiazgi prawo do własnego zdania, które ktoś uwzględnia okazały się cenniejsze niż najbardziej huczne deklaracje miłości.
Oświadczył się na dachu ich kamienicy, gdy słońce chowało się za horyzont, a niebo nabierało różowych i złotych odcieni. Wyjął malutkie pudełko, w środku pierścionek z diamentem.
Nie jestem oratorem szepnął Andrzej. Ale chciałbym codziennie budzić się obok ciebie. jeżeli możesz wytrzymać mój chrapanie i złą kawę.
Kinga roześmiała się przez łzy i przytaknęła.
Majowego wieczoru wszystko wydawało się zwyczajne. Andrzej był zajęty w pracy pilny projekt, awaria w systemie. Kinga gotowała makaron, podśpiewując do radia i ktoś zadzwonił do drzwi. Mocno, nachalnie, wręcz rozkazująco.
Spojrzała przez wizjer i cofnęła się gwałtownie.
Na klatce stał Darek. Blady, podkrążone oczy, zmięta koszula. Dwa lata. Dwa lata ciszy, a on nagle przed jej drzwiami.
Kinga, otwórz! walił pięścią w drzwi. Wiem, iż tam jesteś! Musimy pogadać!
Złapała telefon, wykręciła numer Andrzeja. Zajęte.
Przecież się kochamy! krzyczał Darek przez drzwi. Nie możesz być z kimś innym! To nienormalne!
Drzwi się zatrzęsły pchnął je całą siłą, jakby próbował je wyważyć. Kinga przycisnęła się plecami do skrzydła, stawiając opór.
Wynoś się! krzyknęła. Wezwę policję!
Jesteś moją żoną! Byłaś moją i będziesz! Dwa lata czekałem, aż się opamiętasz! Dwa lata!
Jesteśmy po rozwodzie! To skończone!
Nic się nie skończyło! znów walnął w drzwi, cudem nie wypadły z futryny. Ja się zmieniłem! Mama mówi, iż nie wiesz choćby jakie masz szczęście! Otwórz, porozmawiamy!
W wizjerze widziała jego twarz przekrzywione, nieznajome. To już nie był ten sam człowiek.
Wykręciła 112.
Darek! Jeden klik i jest tu patrol. Odejdź. Natychmiast.
Zamarł. Parę sekund stał w ciszy. Potem gwałtownie się obrócił i zszedł po schodach. Na dole trzasnęły drzwi wejściowe.
Kinga zsunęła się pod ścianę, ogłuszona własnym oddechem. Dopiero po pół godziny zebrała siły by zadzwonić do Andrzeja.
Zgłosiła sprawę na policję następnego dnia. Dzielnicowy starszy pan z sumiastym wąsem zapisał wszystko, wysłuchał, pokiwał głową.
Zajmiemy się tym. Przeprowadzimy rozmowę.
Co powiedział Darkowi, Kinga nigdy się nie dowiedziała. Ale od tamtej pory były mąż już się nie pojawił. Ani telefonu, ani przypadkowego spotkania pod domem.
Ślub był skromny początek czerwca, mała restauracja pod Warszawą, dwadzieścia osób, tylko najbliżsi. Zero przepychu, żadnych krewnych narzucających tradycje.
Kinga stanęła naprzeciw Andrzeja w prostek białej sukience, ściskając jego ciepłe dłonie. Za oknem szumiały brzozy, pachniały kwiaty i świeżo skoszona trawa.
Czy zgadzasz się zaczął urzędnik.
Zgadzam się przerwała, wybuchając radością, ku uciesze gości.
Andrzej wsunął jej na palec cienką, złotą obrączkę z grawerem w środku. Trzy słowa: Na zawsze z Tobą.
Kinga spojrzała na człowieka, który miał być jej mężem. Nie maminsynek, nie obsesyjny adorator. Po prostu mężczyzna, który potrafił słuchać, szanować i kochać. Przed nią był świat, w którym jej zdanie miało znaczenieNa parkiecie, gdy rozbrzmiała ich ulubiona piosenka, Kinga zatańczyła z Andrzejem powoli, bez pośpiechu, przytulona do jego ramienia. Śmiali się do siebie nieskrępowanie, a w jej oczach lśniła ulga wolność, z której nauczyła się czerpać siłę. Zauważyła, jak jej mama zerka z dumą zza stolika, a Lena mruga porozumiewawczo, ukradkiem robiąc zdjęcie.
Potem, już późnym wieczorem, Kinga wyszła sama na taras, na chwilę wyciszenia. Letnie powietrze było słodkie od zapachu bzu i rzeźwe od chłodu. Przypomniała sobie, ile razy w przeszłości nie potrafiła uwierzyć, iż zasługuje na coś więcej niż bycie tłem dla cudzego życia. A teraz, stojąc pod rozgwieżdżonym niebem, poczuła, iż naprawdę jest gotowa na siebie, na nowe, na miłość w najczystszym wydaniu.
Nagle poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. To Andrzej, w ciszy przyłączył się do niej, nie zadając zbędnych pytań, nie prosząc, nie oczekując. Po prostu był.
Co teraz? mruknął z uśmiechem.
Teraz żyjemy odpowiedziała.
Wzięli się za ręce, patrząc w ciemność, gdzie czekało tylko to, co dobre. Pod ich stopami ziemia była miękka, a przed nimi cała przyszłość, w której to Kinga decydowała o każdym kroku. Po raz pierwszy nie bała się tego, co niesie jutro.
A kiedy wróciła do środka, do ludzi, do światła, do śmiechu odnalazła siebie w pełni. I wtedy zrozumiała, jak to jest mieć prawdziwe szczęście: nie takie, o którym mówią inni, ale swoje własne.
I tego dnia, w samym środku nowego życia, Kinga poczuła, iż właśnie na to czekała. I iż teraz już nigdy nie pozwoli, by ktoś jej to odebrał.













