Gdy widzę, iż kogoś w domu coś bierze i zaczyna się siąkanie nosem, nastawiam garnek z rosołem. Nie z byle jakim na szybko, tylko konkretnym, esencjonalnym, który pyrka pół dnia i pachnie w całym mieszkaniu. Drobiowym, ale złocistym i wyrazistym. Moja rodzina już wie, iż gdy wyciągam duży garnek, będzie coś naprawdę porządnego.