Ty go nie kochasz, a nam było dobrze, spróbujmy jeszcze raz, dobrze?

twojacena.pl 8 godzin temu

Nie pamiętam początku tego snu może to było w Warszawie, może w Krakowie, może nigdzie, bo wszystko zdawało się jakby rozlane pod cieniem dziwnych chmur. Rozwód? Był głęboko spokojny, jakbyśmy pili herbatę nad Wisłą i wyszeptali sędziemu: nie zgadzamy się charakterami ale wśród świstów tramwajów.

Córka, którą nazwałam Malwina bo tylko takie imię mogło być jej imieniem w tym śnie wierzyła długo, iż tata po prostu wyjechał, może do Wrocławia, na chwilę albo do lasu w Białowieży. Weekendy zawsze były ciche, melancholijne, a zarazem pełne szeptanych rozmów przy wspólnej kolacji. Malwina żegnała ojca w oknie, licząc każdy jego krok na schodach jak dzwonki na świętym Jasieńcu.

Minął rok, a kontakt między Robertem (bo tak nazywał się mój były) a Malwiną był coraz rzadszy rozrzedzał się jak mleczna mgła nad jeziorem Wigry. Robert spotkał inną kobietę, z którą, podobno, jadł pierogi z kaszą. Ja poznałam Alana na wycieczce w Puszczy Kampinoskiej, kiedy gwiżdżąc na ptaki, pogubiliśmy się razem wśród zaginionych dębów. Nasze telefony wymieniły się numerami jakby przypadkiem nie wiadomo, która z rąk była moja.

Alan był inny niż Robert, milczący jak poniedziałek po niedzieli, pewny jak kościół w Nowej Hucie. Nigdy nie zapomniał ani jednego słowa, przynosił kwiaty w terminie, jakby każda róża rosła tylko dla niego w ogródkach pod Żywcem. Robert był odwrotnie, zawiewał jak wietrzny grudzień może przez to się rozeszliśmy

Urodziny Malwiny szóste, dumnie środkowe miały być wigilią zadziwienia. Zaprosiłam obu mężczyzn w naszej historii, nie wiedząc kto się pojawi i czy będzie padać śnieg czy deszcz. Warszawskie blokowisko pełne gości, wszyscy punktualni jak zegar z Poznania, tylko Robert na bakier. Malwina prosiła: Czekajmy jeszcze chwilę, mamo!, więc zaczęłam rzucać do ludzi ploteczki, opowieści o dzieciństwie przy zapachu barszczu.

Wreszcie ojciec przybył, z prezentem owiniętym w papier z folklorystycznym wzorem, a dla mnie bukiet tak okazały, iż zachichotałam po cichu. Alan przedstawił się z dystansem, Robert przejął kontrolę jak dawny gospodarz w wiejskiej chacie, sadzał gości, nalewał kompoty, kierował tym magicznym, surrealistycznym spotkaniem.

Malwina trzymała ojca za rękę, Alan spoglądał przez zaparowane okna, nieprzystosowany mimo iż starałam się być blisko niego, przecież to był tylko sen i można było być wszędzie naraz.

Po chwili Alan powiedział, iż musi wracać do pracy do jakiej, nie wiedział choćby on sam i opuścił mieszkanie po cichu, zostawiając za sobą zapach farby do płotu.

Robert rozluźnił się jeszcze bardziej, królem kuchni, świętym od talerzy. Gdy wniosłam tort z wiśniami, poprosiłam go, by przestał udawać, a wtedy wypowiedział, jak w lustrzanym odbiciu:
Ty go nie kochasz, byłoby nam dobrze, spróbujmy raz jeszcze od nowa.
Nie wiedziałam, czy śnię, czy mówię, czy ktoś inny przemawia przez moje usta.

Odpowiedziałam:
Nie, Robercie, nie potrafimy już. Zostawmy tylko Malwinę jako nasz wspólny punkt. Cieszę się, iż czeka na ciebie i tęskni ja już nie czekam, choćby gdybyś przyszedł z piernikami z Torunia.

To jest inne z tamtą dla ciała, z tobą dla duszy.
Lepiej już szukać kogoś, kto zostanie dla ciebie na dłużej, nie tylko przez chwilę.

Goście rozeszli się jak mgła przy pierwszym słońcu. Robert wycierał talerze, zaplatał warkocze Malwinie, a przez chwilę miał nadzieję, iż poproszę go o zostanie. Kiedy nadzieja pękła jak zapałka, Robert podziękował, pocałował mnie w policzek i odszedł przez drzwi prowadzące w nieznane.

Nocą zadzwoniłam do Alana:
Może jutro piknik nad Narwią, z Malwiną?
Alan zaśmiał się, jakby był dzieckiem z Nowego Sącza odłożył wszystko, obiecał być o dziewiątej.

Rano dzwonek rozbudził sny. Malwina krzyczała:
Hurra, urodziny realizowane są dalej!
W trójkę upiekliśmy ziemniaki na ognisku, karmiliśmy kaczki spod Białegostoku. Wieczorem zapytałam córkę:
Malwina, czy nie chciałabyś, żeby Alan zamieszkał z nami pod jednym dachem, gdzie śnią się takie sny jak ten?
Spojrzała poważnie jak królowa śniegu:
Ty zawsze na niego czekasz, ale tak, wtedy będziesz mogła go widywać codziennie i może sny staną się mniej dziwne.

Idź do oryginalnego materiału