Twoja żona już zupełnie się zapomniała. Wytłumacz jej, jak powinna się zachowywać pouczała teściowa Szymona.
Kasieńko, jutro przecież mam parapetówę! Tyle osób zaprosiłam, a w nowym mieszkaniu nic jeszcze nie jest urządzone. Pomożesz mi, prawda?
Oczywiście, pani Halino odpowiedziała Kasia, choć miała na weekend zupełnie inne plany.
I zaczęło się. Kanapki na trzydzieści osób. Sałatka Cezar. Wędliny do półmisków. Kompozycja owocowa. Dekorowanie salonu. Układanie mebli.
Wyobraź sobie: piątkowy wieczór zamiast kolacji z mężem wyprawa do Biedronki. Sobota, szósta rano gotowanie w czyimś mieszkaniu.
Szymon, choć mi pomóż rozstawić krzesła! prosiła Kasia męża.
Oj, ty przecież najlepiej ogarniasz, jak będzie ładnie wyglądało! machał ręką, przewijając wiadomości na telefonie.
O trzeciej wszystko było gotowe. W salonie elegancki bufet, kwiaty idealnie poukładane. Kasia patrzyła na efekt swojej pracy, czując się kompletnie wyczerpana.
Pierwsi goście pojawili się punktualnie o czwartej. Znajome pani Haliny z dawnej pracy, starzy sąsiedzi, koleżanki. Każdy obściskiwał gospodynię, zachwycał się mieszkaniem, wręczał prezent na nowe lokum.
Kasia stała w kuchni, krojąc cytrynę do napojów.
A gdzie jest ta synowa pani Haliny? spytał któryś z gości.
A tam krząta się w kuchni machnęła ręką teściowa. Kasiu! Chodź się przywitać!
Kasia wyszła. Uśmiechnęła się, przywitała z każdym.
Ależ z Kasi to złota dziewczyna! wykrzyknęła z podziwem elegancko ubrana kobieta. Widać, iż ma do wszystkiego rękę!
Ja ją dobrze wychowałam zaśmiała się zadowolona Halina. Mam teraz niezawodną pomoc.
A potem zrobiło się naprawdę ciekawie. Dla Kasi nie znalazło się krzesło.
Oj, Kasiu, i tak nie będziesz miała czasu usiąść powiedziała przepraszającym tonem teściowa. Lepiej czuwaj przy jedzeniu, donos talerze.
Kasia skinęła głową. Co miała zrobić?
Stała więc z boku, jak kelnerka. Podawała przystawki, dolewała szampana, zbierała brudne serwetki. Za stołem żywe rozmowy, toasty, śmiech.
Pamiętasz, Halinko, jak na starej pracy zaczęła jedna z koleżanek.
Kasia słuchała ich wspomnień jakby o życiu z innego świata, w którym jest zbędna.
Kasiu, przynieś świeże owoce głośno poleciła teściowa.
Kasia wróciła do kuchni. Umyła winogrona, wyłożyła na półmisek.
Jaka kompozycja! zachwycali się goście. Pani Halino, ma pani prawdziwą artystkę w domu!
Szymon dobrze wybrał! dodała pani w garsonce. Pewnie zawsze ma ciepły obiad i porządek w domu!
Wszyscy się roześmiali. Szymon też uśmiechnął się dumnie.
Z czego był dumny? Z domowej pomocy gratis?
Ale to jeszcze nie koniec.
Rozmowy przy stole robiły się coraz swobodniejsze. Goście rozluźnieni, atmosfera domowa, śmiechy i żarty.
Halinko, opowiedz, jak Szymonek na studiach powodował, iż dziewczyny traciły dla niego głowę! zawtórowała stara znajoma teściowej.
Oj, co tu wspominać! kokietowała Halina, zadowolona, iż jest w centrum uwagi. Cały rok się w nim kochał! Dwadzieścia lat, a Szymon już taki przystojny!
Wszyscy parsknęli śmiechem. Szymon lekko się zarumienił udawał skrępowanie, ale znał te opowieści na pamięć.
Kasia krzątała się przy stole, polerując kieliszki. Nikt choćby nie pytał, czy jest. Jakby była częścią wystroju. Potrzebna, ale niewidzialna.
Studentki po prostu ustawiały się w kolejce! chwaliła się teściowa. Dziekan żartował: Szymon, będziesz naszym Don Juanem! I okazało się, iż miał rację! Zanim poznał Kasię, tyle miał dziewczyn!
Dobra, mamo próbował ją uciszyć Szymon.
Ale o co chodzi? Kasia wie, iż nie była pierwsza zaśmiała się Halina. Mężczyzna musi mieć doświadczenie! Inaczej jak rodzinę ogarnie?
Pani w garsonce pokiwała głową:
Oczywiście, Halino. Dla kobiet to tylko plus, jeżeli mąż zna życie.
No właśnie! przytaknęła kolejna koleżanka. A Kasia taka spokojna nie jest zazdrosna!
Cała uwaga w jednej chwili skupiła się na Kasi. Wszyscy czekali, czy potwierdzi, iż rzeczywiście jest spokojną.
Kasia skinęła głową. Alternatyw nie było.
Kasiu, jak się poznaliście z Szymonem? zapytała sąsiadka.
Kasia otworzyła usta, ale teściowa ją wyprzedziła:
W banku! On był świeżo awansowanym menadżerem, ona doradcą klienta. Od razu było widać, iż to dziewczyna poważna i odpowiedzialna.
Odpowiedzialna. Jakby referencje do pracy.
Ja Szymonowi mówiłam: zwróć uwagę na tę Kasię. Nie zwariowana, tylko taka domowa, rodzinna. Idealna do rodziny!
Wyobraź sobie ktoś mówi o tobie jak o produkcie na sprzedaż. Do rodziny pasuje.
I to był strzał w dziesiątkę! podsumowała pani w garsonce. Widać, iż ma złotą rękę! Całą imprezę zorganizowała!
No ba! przytaknęła Halina dumnie. Od razu wiedziałam, iż tej można zaufać. Nie tak jak te dzisiejsze egoistki, co myślą tylko o sobie.
Najgorsze, iż Szymon siedział cicho. Nie bronił żony. Nie powiedział: Mamo, przestań. Po prostu słuchał, jak rozmawiają o Kasi, jak o rasowej klaczy na aukcji.
A kiedy będą dzieci? temat musiał wypłynąć. Halinko, przecież marzysz o wnukach!
Teściowa wzdycha:
Bardzo marzę! Ale młodzi cały czas odkładają praca, obowiązki Czas ucieka!
Kasia poczuła gorąco na policzkach. To bardzo trudny temat. Oni próbują z Szymonem już ponad dwa lata. Kasia w tajemnicy chodziła na badania, łykała suplementy. Nic nie pomagało, każdy miesiąc przynosił gorzkie rozczarowanie.
No to ich prywatna sprawa delikatnie powiedziała sąsiadka.
Oczywiście! zgodziła się Halina. Ale już kilka razy delikatnie sugerowałam, iż najwyższy czas. Lata lecą, wnuki by się przydały.
Kasia zacisnęła usta. Sugerowała? Przecież pytała o to co tydzień: Są jakieś wieści? Kasia zawsze tylko się rumieniła i szeptała przeprosiny.
Może jeszcze nie są gotowi? zaoponowała jedna z gościń.
Jak mogą nie być gotowi! machnęła teściowa. My w ich wieku już mieliśmy dzieci i dawaliśmy radę! Teraz tylko wymówki. Instynktu macierzyńskiego nie oszukasz!
Kasia odeszła do okna.
Kasiu! zawołała teściowa. Nie smuć się, podejdź tu rozmawiamy o rzeczach ważnych.
Kasia podeszła i stanęła obok fotela Szymona.
Proszę spojrzeć, jaka to posłuszna żona ciągnęła Halina. Powiesz zrobi. Nie to co te dzisiejsze kobiety, ciągle tylko wymagania.
A jakie prawa ma żona? filozoficznie spytała pani w garsonce. Najważniejsze, żeby mąż był szczęśliwy, a rodzina dobrze się miała.
Dokładnie! dodała inna gościni. Szczęście kobiety to dom i dzieci.
Kasia słuchała, czując, jak w środku wszystko się ściska. Rozmawiali o niej, ale nie z nią.
Halinko, pamiętasz pierwszą poważną dziewczynę Szymona? zapytała jedna z obecnych. Zosia chyba?
A, nie przypominaj! zaśmiała się Halina. Owszem, była taka. Ładna, ale straszny charakter. Dobrze, iż się rozstali!
A co się stało? ciekawie dopytywali.
Halina spojrzała znacząco:
Charakter nie do wytrzymania. Zawsze musiała powiedzieć swoje, sprzeczała się. Nie żona utrapienie! Ja Szymonowi prosto w oczy Synu, dobrze się zastanów. Potrzebna ci taka awanturnica?
Szymon się wiercił niespokojnie, ale milczał.
Dobrze zrobiłaś! chwaliła pani w garsonce. Matka najlepiej wie, co dla syna najlepsze. Męczyłby się z taką całe życie.
Kasiu, przynieś jeszcze lodu poprosiła teściowa.
Kasia poszła do kuchni. Wyjęła lód z zamrażalnika. Stała i patrzyła na kostki.
I nagle dotarło do niej: nie jest uczestnikiem tej imprezy. Jest obsługą.
Kasia stała w kuchni z wiaderkiem lodu i wyglądała przez okno. Za szybą zapadał wieczór, na sąsiednich balkonach płonęły światełka tam ludzie żyli swoim życiem.
Z salonu dochodził rozbawiony gwar. Ktoś śpiewał karaoke. Wszyscy wtórowali.
Kasiu! krzyknęła teściowa. Gdzie ten lód? I kawę nastaw, proszę!
Kasia mechanicznie włączyła ekspres. Wzięła wiaderko z lodem i wróciła do salonu.
O, nasza pracowita! rzuciła radośnie pani w garsonce. Kasiu, czemu taka poważna? Rozchmurz się!
Zmęczona jest machnęła teściowa. Od rana na nogach. Ale co tam, kobieta musi wszystko umieć! Taka jej rola dbać o rodzinę.
Pewnie! poparła sąsiadka. A mężczyzna niech zarabia.
A ja to nie zarabiam? cicho zapytała Kasia.
Wszyscy spojrzeli zaskoczeni. Zapanowała cisza.
Co, skarbie? zdziwiła się teściowa.
Spytałam, czy ja nie zarabiam? powtórzyła głośniej Kasia.
Szymon zmarszczył czoło:
Kasiu, o co ci chodzi?
O to, iż pani Gienia mówiła, iż facet zarabia i potem odpoczywa. A ja to nie pracuję?
Goście się popatrzyli po sobie. Nikt nie przewidział takiego pytania.
No, pracujesz oczywiście powiedziała ugodowo pani w garsonce. Ale to przecież nie to samo.
Nie to samo?
No bo zająknęła się. Jesteś doradcą w banku. Szymon jest kierownikiem projektów. Ma więcej odpowiedzialności.
Jasne. Czyli moja praca to nie do końca praca. A obowiązki domowe też moje. Pracuję w banku i w domu. Szymon tylko w biurze. Ale to jemu należy się odpoczynek.
Na chwilę zawisło niezręczne milczenie.
Kasiu, o co ci chodzi? zirytował się Szymon. Przestań.
Przestać co? Mówić prawdę?
Kasiu, uspokój się próbował załagodzić ktoś z gości. Nerwy.
Już wystarczy tego wstydu! rzuciła teściowa. Przy ludziach sceny urządzać?
A przy ludziach można omawiać moje życie? Można gadać, iż nie mam dzieci? Można wspominać Szymonowe byłe dziewczyny?
Halina pobladła.
Nie miałam złych intencji.
Ale mówiłyście o Zosi. O tym, iż dobrze, iż odeszła, bo miała własne zdanie. I wszyscy się cieszyliście, iż Szymon ma teraz żonę wygodną.
Kasia spojrzała każdemu w oczy.
Wiecie co? Zosia miała rację. Nie wolno pozwolić się zamieniać w darmową pomoc!
O czym ty mówisz?! Szymon wstał z krzesła. Jaka pomoc?!
Wiesz, o czym dziś marzyłam? kontynuowała Kasia cicho. Chciałam usłyszeć Poznajcie, to moja żona. Pracuje w banku. Inteligentna, zdolna. Ale usłyszałam tylko: Gospodarna, posłuszna, idealna do rodziny.
Kasiu, przecież
Przecież co?! przerwała mu ostro. Milczałeś, gdy mama mówiła, iż jestem wygodna. Milczałeś, gdy pani Gienia opowiadała o prawach żony. Milczałeś, gdy wszyscy komentowali moją prywatność!
Głos jej drżał. Łzy, które powstrzymywała przez cały wieczór, wreszcie popłynęły.
Wiecie co? Dość mam bycia wygodną!
Kasia wytarła oczy.
Przepraszam, iż zepsułam imprezę. Ale nie będę już grać ideału.
I ruszyła do drzwi.
Kasiu, zaczekaj! krzyknął Szymon. Gdzie idziesz?
Na balkon. Zaczerpnąć powietrza powiedziała bez ogródek. Imprezujcie dalej. Już bez obsługi.
Zamknęła drzwi na balkon. Za nią został przytłumiony gwar i muzyka. A na zewnątrz, pod rozgwieżdżonym niebem, Kasia wreszcie poczuła, iż może być sobą.
Mogła płakać.
Kasia siedziała na balkonie ponad godzinę. Najpierw płakała z żalu, wstydu, z ulgi. Potem wycierała łzy i patrzyła na światła miasta.
Z mieszkania dobiegały przyciszone głosy. Goście się rozeszli, słychać było tylko Szymona i Halinę.
Nie mogę tego zrozumieć! zżymała się teściowa. Przy gościach taki spektakl!
Mamo, może nie ma całkiem racji, ale
W czym nie ma racji?! Że nakrzyczała na starszych? Że zepsuła imprezę?
Kasia przysłuchiwała się.
Przecież naprawdę całe dwa dni pracowała.
I co z tego? Ja za młodu też pracowałam! I nie narzekałam! Rodzina to wysiłek, Szymon. Kobieta musi znać swoje miejsce.
Kasia gorzko się uśmiechnęła. Teściowa przez cały czas nic nie rozumiała.
Ale jednak
Żadnego jednak! Pogadaj z nią poważnie. Wytłumacz, jak powinna się zachowywać. Bo kompletnie się zapomniała.
Kasia weszła do salonu. Szymon i Halina stali wokół brudnych naczyń.
Dobra rozmowa świetny pomysł powiedziała spokojnie.
Oboje podskoczyli.
Kasiu zaczęła teściowa słodkim tonem. No nie przejmuj się. To nie ze złej woli.
Wiem przytaknęła Kasia. Po prostu nie jesteście przyzwyczajeni, iż mówię, co myślę.
Kasiu, w domu omówimy wszystko prosił Szymon.
Nie. Skoro zaczęło się tu, tu skończymy.
Kasia usiadła w jednym z foteli, gdzie jeszcze przed chwilą siedzieli goście.
Szymon, jutro jadę do rodziców. Na tydzień. Muszę wszystko przemyśleć.
Ale po co? przestraszył się Szymon.
Muszę się przekonać, czy chcę żyć w rodzinie, gdzie mnie nie doceniają.
Kasiu, nie przesadzaj.
To nie przesada odparła spokojnie. To decyzja. Albo coś się zmieni, albo ja muszę zmienić siebie.
Halina prychnęła:
Młodzi! Zawsze tylko ultimatum.
Szymon, jeżeli zależy ci na naszym małżeństwie pomyśl. Nie o tym, jak mnie ustawić, tylko dlaczego twoja żona płakała na balkonie, kiedy twoja mama odbierała gratulacje.
Po tygodniu Szymon przyjechał do Kasi rodziców. Siedział w kuchni i nerwowo bawił się obrączką.
Kasiu, wróć, proszę. Zmienimy wszystko.
Kasia długo patrzyła mu w oczy.
Dobrze. Spróbujmy.
Już nigdy nie płakała podczas rodzinnych uroczystości.
Bo nauczyła się walczyć o szacunek dla siebie.













