Twój syn jest taki nudny nic z niego nie będzie!
Bożena zastygła w drzwiach, ledwo nie upuszczając tortu. Matka patrzyła na nią z niezadowoleniem, jakby córka zawiniła.
Mamo, o czym ty mówisz? Bożena postawiła ciasto na stole. Co ma do tego Krzyś?
To, iż już w siódmej klasie, a wciąż w zwykłej szkole! matka podniosła głos. Żadnych specjalizacji, żadnych rozszerzeń. Jak ma się dostać na porządne studia? Jak ma coś osiągnąć?
Bożena przygryzła wargę. Rozmowa potoczyła się znanym torem, a w piersi zapłonęło gorzkie uczucie niesprawiedliwości.
Mamo, Krzyś dobrze się uczy. Ma piątki z większości przedmiotów. Chodzi na korepetycje z matematyki, chce związać życie z programowaniem, jak Tomek.
Właśnie! matka załamała ręce. Programowanie! Siedzieć przed komputerem, jak twój Tomek. Zwykła praca, zwykła pensja. A ty sama? Nauczycielka! Korepetytorka! Grosze zarabiasz. Wy w ogóle dobrze karmicie to dziecko?
Bożena zacisnęła pięści. Słowa matki boleśnie uderzały w czułe miejsca. Tak, z Tomkiem nie byli bogaci, musieli liczyć każdą złotówkę. Ale ich syn Krzyś wychowywał się szczęśliwy.
U nas wszystko jest w porządku. I Krzyś jest szczęśliwy.
Szczęśliwy! matka prychnęła i podeszła do okna. A u Wojtka syn to dopiero skarb. Bartek chodzi do szkoły z angielskim od pierwszej klasy! Wyobrażasz? Już płynnie mówi! Wojtek z Martą tak dbają o dziecko, nie żałują pieniędzy.
Bożena milczała. Brat zawsze był ulubieńcem. Założył mały biznes, kupił większe mieszkanie, jego żona Marta nie pracowała, zajmowała się domem i synem. I za każdym razem matka nie omieszkała ich porównywać.
Bartek to zdolny chłopiec! ciągnęła matka cieplej. Z niego na pewno coś będzie. Wojtek mówi, iż planują wysłać go za granicę na kurs językowy. W trzynaście lat! To dopiero troska o przyszłość, to perspektywa. A nie ta wasza zwykła szkoła.
Bożena podeszła bliżej. Matka miała spięte ramiona, twarz surową.
Mamo, rozumiem, iż chcesz, by wnuki były sukcesem. Ale Krzyś nie jest gorszy od Bartka. Po prostu ich drogi są inne.
Inne! matka odwróciła się gwałtownie. Jedna droga na szczyt, do sukcesu. A druga wegetacja w szarości i biedzie. Tego chcesz dla syna? Żeby żył w nędzy?
Coś w Bożenie ścięło się bólem.
Mamo, nie jesteśmy biedni. Żyjemy skromnie. Krzyś wyrośnie na dobrego człowieka. Mądrego, życzliwego, pracowitego.
Pracowitego! matka prychnęła. To w dzisiejszym świecie za mało, Bożenko. Trzeba mieć znajomości, pieniądze, prestiżowe wykształcenie. A co ma Krzyś? Zwykłą szkołę i matkę-nauczycielkę, która ledwo wiąże koniec z końcem.
Bożena odwróciła wzrok. Przed nią stał tort, który piekła z miłością, ozdobiony owocami. Teraz wydawał się niepotrzebny…
Mamo, nie chcę się kłócić. Wychowujemy syna tak, jak uważamy za słuszne. I jest szczęśliwy.
Najważniejsza jest jego przyszłość! matka podeszła bliżej. Rujnujesz dziecko swoją lekkomyślnością. Wojtek rozumie. Robi wszystko, by Bartek był kimś ważnym. A ty płyniesz z prądem.
Bożena pokręciła głową. Spór nie miał sensu. Matka stała przy swoim, i nic nie zmieni jej zdania.
Dobrze, mamo. Zjedzmy po prostu obiad. Tomek z Krzysiem zaraz przyjdą.
Jak się spodziewała, obiad minął w napiętej atmosferze. Matka opowiadała, jak wspaniale uczy się Bartek, jak Wojtek jest z niego dumny. Krzyś jadł w milczeniu, zerka










