Oddal się ode mnie! Nie obiecywałem ci żadnego ślubu! W ogóle, kto wie, czyje to dziecko!?
A może to wcale nie moje?
Więc żegnaj, zabieraj się ode mnie, a ja sobie pojadę powiedział Piotr, będący tylko na delegacji w naszym miasteczku, zaskoczonej Halinie.
Stałam wtedy jak wryta i nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę i widzę. Czy to na pewno ten sam Piotr, który przysięgał mi miłość, który nosił mnie na rękach?
Czy to ten Piotr, który wołał mnie Halinka i obiecywał mi złote góry? Przede mną stał obcy, skonfundowany i dlatego rozgniewany mężczyzna
Wypłakałam się wtedy przez tydzień, żegnając Piotra na zawsze, ale moje trzydzieści pięć lat oraz przeciętna uroda nie dawały mi wielu szans na wielkie kobiece szczęście, więc zdecydowałam: zostanę mamą.
Urodziłam w przewidzianym czasie córeczkę krzykliwą, rumianą. Nazwałam ją Pola. Dziecko było ciche, spokojne, nie sprawiało żadnego kłopotu.
Jakby wiedziała, iż krzykiem nic nie wskóra Dbałam o nią, karmiłam, ubierałam, kupowałam zabawki ale tej prawdziwej matczynej czułości zabrakło. Przytulić bez powodu, pogłaskać, wyjść na spacer po prostu z chęci tego nie było. Mała Pola często wyciągała do mnie rączki, ale zawsze miałam wymówkę: coś do zrobienia, jestem zmęczona, boli mnie głowa. Ten instynkt jakoś się nie obudził.
Gdy Pola miała siedem lat stało się coś niebywałego: poznałam mężczyznę. Co więcej zaprosiłam go do siebie do domu! Całe osiedle huczało od plotek: Halina to lekkomyślna kobieta.
A ten facet? Bez stałej pracy, nie stąd, nie wiadomo gdzie mieszka! Pewnie jakiś łobuz
Pracowałam wtedy w naszym sklepie spożywczym, a on, Andrzej, zaciągnął się tam do rozładunku towarów. Tak zaczął się nasz romans.
Wkrótce zaprosiłam Andrzeja, aby zamieszkał razem ze mną i Polą. Sasiadki ostro mnie krytykowały:
Kogoś sobie sprowadziła, o córce byś pomyślała! szeptały po kątach. On choćby słowa nie powie, na pewno coś ukrywa!
Nie słuchałam nikogo. Przeczuwałam, iż to może mój ostatni cień szansy na szczęście
Wkrótce jednak sąsiedzi zmienili zdanie o milczącym Andrzeju.
Mój dom od lat bez męskiej ręki popadał w ruinę Andrzej zaczął od naprawy ganku, potem połatał dach, naprawił płot.
Codziennie coś przy domu robił, a dom stawał się coraz piękniejszy. Gdy ludzie zobaczyli, iż umie wszystko, zaczęli prosić go o pomoc. Odpowiadał:
Starszym czy biednym pomogę za darmo. Innym mogą zapłacić, choćby jedzeniem.
I rzeczywiście, jedni dawali mu złotówki, drudzy przetwory, jeszcze inni mięso lub świeże jajka, mleko. My miałyśmy mały ogródek, ale zwierząt żadnych, więc przed nim Pola nie często miała w domu śmietanę czy swojskie mleko. Teraz w lodówce pojawiły się sery, mleko, a choćby domowe masło.
Andrzej okazał się mieć złote ręce. choćby ja się zmieniłam zaczęłam się uśmiechać, jakby rozkwitłam. choćby dla Poli byłam cieplejsza. Okazało się, iż umiem się śmiać, a na policzkach mam dołeczki. Kto by pomyślał
Pola rosła, poszła do szkoły. Często siedziała na ganku i obserwowała jak Andrzej coś naprawia wszystko mu szło w rękach jak z płatka. A potem biegnę do sąsiadki i zostaję tam do późna. Gdy wieczorem wróciłam i otworzyłam furtkę, oniemiałam Na środku podwórka stanęła huśtawka! Kołysała się lekko na wietrze, aż wołała, by usiąść
To dla mnie?! Panie Andrzeju! To pan zrobił dla mnie? Huśtawka?!! nie wierzyła własnym oczom Pola.
Dla ciebie, Polu, oczywiście! po raz pierwszy Andrzej roześmiał się głośno.
Usiadłam i rozpędziłam się do przodu, a wiatr świstał mi w uszach nie było wtedy szczęśliwszej dziewczynki w całej okolicy
Chodziłam wcześnie do pracy, więc to Andrzej gotował nam śniadania i obiady. Jakie on piekł ciasta! Jakie robił zapiekanki!
To on nauczył mnie dobrze gotować i przyjmować gości. choćby nie wiedziałam, ile talentów kryje ten milczący i zamknięty człowiek
Gdy przyszła zima, a dni zrobiły się krótkie, Andrzej odprowadzał mnie do szkoły i przychodził po mnie. Niósł mój plecak i opowiadał historie ze swojego życia.
Opowiadał, jak opiekował się ciężko chorą mamą, sprzedał swoje mieszkanie, by jej pomóc. Jak rodzonego brata stracił przez oszustwo.
Nauczył mnie łowić ryby. Latem chodziliśmy nad rzekę o świcie i czekaliśmy cierpliwie na branie nauczył mnie wytrwałości.
W połowie lata Andrzej kupił mi pierwszy dziecięcy rower i uczył jeździć. Smarował mi kolana zielonym płynem, gdy się przewracałam.
Andrzeju, przecież ona sobie coś zrobi martwiła się mama.
Nic jej nie będzie. Musi nauczyć się upadać i podnosić odpowiadał spokojnie.
A raz, w Sylwestra, dostałam od niego porządne dziecięce łyżwy. Wieczorem siadłyśmy do kolacji, którą Andrzej przygotował razem ze mną. O północy wznieśliśmy toasty, śmialiśmy się, było radośnie i pysznie. A rano obudził nas pisk Poli:
Łyżwy! Hurra! Mam prawdziwe łyżwy! Białe i nowe! Dziękuję, dziękuję!!! krzyczała, tuląc prezent do siebie. Po policzkach spływały jej łzy szczęścia.
Potem z Andrzejem poszliśmy na zamarzniętą rzekę. On długo odgarniał śnieg z lodu, a ja mu pomagałam. Potem uczył mnie jeździć.
Przewracałam się, ale cierpliwie trzymał mnie za rękę, aż odnalazłam równowagę. W końcu mogłam pojechać sama, ani razu nie upadając. Tryumfowałam i piszczałam z radości.
Wracając z rzeki, rzuciłam mu się na szyję:
Dziękuję ci za wszystko! Dziękuję, tato
Tym razem płakał Andrzej. Ze szczęścia. Ukrywał łzy, żeby nie widziała, ale same leciały
Pola dorosła, wyjechała na studia do miasta. Miała w życiu wiele trudności jak każdy. Ale on zawsze był przy niej.
Był na jej maturze. Przywoził jej do miasta torby z jedzeniem, żebym, nie daj Boże, nie głodowała.
Prowadził ją do ołtarza, gdy wychodziła za mąż. Wraz z zięciem stał pod oknem porodówki, czekając na wiadomości. Kochał swoje wnuki i opiekował się nimi jak najczulszy dziadek.
A kiedy odszedł tak jak wszyscy kiedyś odejdziemy przy jego grobie stałam ja i mama, rzucając garść ziemi na trumnę. I ze ściśniętym sercem powiedziałam:
Do widzenia, tato Byłeś najlepszym ojcem na świecie. Zawsze będę cię pamiętać
I został już na zawsze w moim sercu. Nie jako pan Andrzej, nie jako ojczym, ale jako OJCIEC. Bo ojcem jest czasem ten, kto nie dał ci życia, ale cię wychował, dzielił z tobą smutki i radości. Kto po prostu był obok
Takie to moje wzruszające wspomnienie. Dziękuję, iż przeczytałaś. jeżeli ci się podobało, odezwij się.












