Trzeba uprzedzać, ja nic nie przygotowałam! Wiecie, ile kosztuje przyjmowanie gości?! – krzyczała te…

polregion.pl 3 godzin temu

No i trzeba było uprzedzić, nic nie przygotowałam! Wiecie, ile to kosztuje ugościć rodzinę?! wołała teściowa, pani Halina.

Ja zwykła synowa, pracująca, bez żadnej korony na głowie. Razem z mężem żyjemy sobie w naszym mieszkaniu w Warszawie, które sami dźwigamy kredyt hipoteczny, rachunki, praca od świtu do nocy.

Teściowa mieszka na wsi pod Radomiem, tam również szwagierka, Aniela. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, iż obie uznały nasze mieszkanie za weekendowe sanatorium. Początkowo brzmi słodko:

Przyjedziemy do was w sobotę.

Na chwilkę tylko.

Jesteśmy przecież rodziną.

Aha, na chwilkę = nocleg gwarantowany; wpadniemy = z walizkami, pustymi garnkami i rozmarzonym wzrokiem w stronę suto zastawionego stołu.

Każdy weekend wyglądał tak samo: ja po pracy biegiem do biedronki, gotuję, sprzątam, nakrywam do stołu, uśmiech numer trzy, a potem pół nocy zmywam talerze i pucuję kuchnię. Pani Halina siedzi i komentuje:

A czemu w sałatce nie ma majonezu? (Wiadomo, poważny błąd.)

Ja lubię bigos bardziej tłusty.

U nas na wsi to inaczej podają.

A szwagierka Aniela dodaje:

Ojej, jestem taka zmęczona po podróży…

A deseru to nie ma?

Ani razu: Dziękuję, Może pomóc ci w czymś?

W końcu nie wytrzymałam i mówię do męża:

Nie jestem służącą, nie mam ochoty co weekend obsługiwać twojej rodziny.

Może rzeczywiście trzeba coś z tym zrobić mruknął.

I wtedy przyszła mi do głowy pewna myśl…

Następnego razu dzwoni pani Halina:

W sobotę do was przyjeżdżamy.

Och, mamy plany na weekend mówię spokojnie.

Jakie plany?

No… tylko nasze.

I co się okazało? Nie w plany pojechaliśmy, tylko prosto do pani Haliny! W sobotę rano stoimy z mężem na jej podwórku, ona otwiera drzwi, patrzy, i szczęka jej opada.

Co tu robicie?!

Przyjechaliśmy w gości. Tylko na chwilkę!

Trzeba uprzedzać! Nic nie przygotowałam! Wiecie, ile to kosztuje?! Ugościć ludzi?! (Brzmi znajomo?)

Patrzę spokojnie i mówię:

No właśnie, ja tak mam co weekend.

Chciałaś mnie nauczyć porządku?! Bezczelna!

Hałas był taki, iż wszyscy sąsiedzi z wioski zaglądali przez płot. Po tej burzy zapakowaliśmy się i wróciliśmy do domu.

Najlepsze jest to, iż od tamtej pory nie ma żadnych spontanicznych wizyt, żadnych weekendów z gotowaniem do świtu. Nagle można dzwonić, zapraszać, ustalać terminy magia! Czasem, żeby cię usłyszeli, musisz pokazać, jak to jest być w twoich butach.

A wy jak myślicie dobrze zrobiłam? Co byście zrobili na moim miejscu?

Idź do oryginalnego materiału